http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Z pamiętnika Wędrownego Seksuologa

WIESŁAW SOKOLUK
30.04.2010 , aktualizacja: 30.04.2010 15:59
A A A Drukuj
Im więcej seksu tym lepsze samopoczucie i szczuplejsza sylwetka Fot. Shutterstock Im więcej seksu tym lepsze samopoczucie i szczuplejsza sylwetka
Od wielu lat jestem seksuologiem. Pracuję w poradni, do której przychodzą bardzo młodzi ludzie. Wiem, jak trudno im zapukać do drzwi, na których wisi urzędowa tabliczka. Dlatego często wyjeżdżam na spotkania do małych miasteczek
ZOBACZ TAKŻE
Uważam siebie za Wędrownego Seksuologa, bo większa cześć roku schodzi mi na wyjazdach do szkół, internatów, klubów osiedlowych. Najbardziej lubię chwilę pomiędzy końcem pracy gdzieś w Polsce a odjazdem pociągu czy autobusu. Wtedy przychodzi moment na uporządkowanie myśli, na wątpliwości i oswojenie niepokoju - jeżeli pozostał.

Kawa po pielęgniarsku, czyli: co zrobić z dziewictwem?

Siedzę sam w przedziale ekspresu i mam mgliste przeczucie, że czegoś mi brak. Drzwi przedziału otworzyła pani z termosami, sokami i wafelkami na śmiesznym wózeczku, proponując "darmowy poczęstunek". Zapachniało kawą. Wreszcie wiem!

Czekając, aż kawa ostygnie, przypominam sobie, jak kiedyś na spotkaniu w liceum medycznym moje słuchaczki żarliwie stwierdziły: - W pewnym wieku to już właściwie nie wypada być dziewicą!

Tylko z kim stracić cnotę?

- Najlepiej, żeby był starszy, co to nie ukrzywdzi, a jeszcze nauczy, czego trzeba...

Za głowę się złapałem. Dawno nie spotkałem tyle kobiecej gotowości do "dawania dowodów uczucia", a jednocześnie tylu twardych deklaracji: - Chłopakom to wszystko wolno. Już my im pokażemy!

Takie dzielne, prawie już "dyplomowane" położne, na co dzień pomagające kobietom rodzić - i takie bezradne wobec tajemnic własnej płci.

Szarpaliśmy się ostro. Po kilku godzinach któraś wstała: - Pan jest zmęczony, przyniosę kawę.

Kawa w "medyku" była zawsze "po pielęgniarsku": dwie łyżeczki mielonych ziaren plus pół szklanki wrzątku, plus smakołyk w postaci domowego ciasta.

Dziewicą - jak zostałem poinformowany - nie wypada być przekroczywszy osiemnaście, no, góra dwadzieścia wiosen. Procedurę usunięcia tej skazy powinno się powierzyć specjaliście...

- Czy ja was aby dobrze zrozumiałem? - pytam z niedowierzaniem. I próbuję mówić o tym nieszczęsnym dziewictwie: jakie to może być ważne dla chłopaka i dziewczyny, ile może mieć rozmaitych znaczeń, o tym, że istnieje "równość i równouprawnienie" również w dziewictwie dziewczyny i chłopca. Szło opornie - nie mogliśmy się dogadać.

- Najlepiej byłoby - strzelam wreszcie - jeżeli dobrze rozumiem, powołać w każdej gminie urzędnika po odpowiednim przeszkoleniu. Starszego, doświadczonego, takiego co nie ukrzywdzi. Pełniłby funkcję defloratora gminnego. Byłby oczywiście zobowiązany do dyskrecji. Po ukończeniu osiemnastego roku życia każda panienka w gminie otrzymywałaby pocztą druczek: "Proszę stawić się... dnia... celem dokonania urzędowego przerwania błony dziewiczej. Należy zabrać ze sobą ręcznik". Tak ma być?

Przez kilkanaście sekund trwa martwa cisza, a następnie wybucha wrzawa: - To obrzydliwe! - Ja bym tak nie mogła! I dochodzimy do sedna: moim medyczkom chodzi o to, że się trochę boją, że to podobno boli, a jeszcze płynie krew, że chłopcy często później od- chodzą, więc jeśli się takiego kocha, to boli podwójnie.

Dlatego wymyśliły, że dziewictwo trzeba jakoś zostawić poza sobą. Wtedy w miłości startuje się "z równych pozycji", nie zdając się na "łaskę" chłopaka...

Zaczynam rozumieć: nie chodzi o "specjalistę", one czują brak, tęsknotę, której nawet nie potrafią nazwać. - Jest w nas taka potrzeba - mówię - bez zaspokojenia której nasze miłości nie udają się, czasem nawet nie mogą się zacząć. Chodzi o potrzebę bezpieczeństwa.

Im bardziej czujemy się bezpieczni, tym łatwiej być z kimś blisko. A kiedy się kochacie, gdy wpuszczacie kogoś w siebie, do środka - to już nie można być bliżej. Czy dla waszego poczucia bezpieczeństwa wystarczą "kwalifikacje"? Jakie, u licha?

Wasz strach i ból zależą nie tylko od budowy anatomicznej, ale i od uczuć pomiędzy partnerami. Jeśli chodzi o to pierwsze - jesteście fachowcami, możecie sprawdzić wszystko we własnych podręcznikach. A na "bilans" uczuć składa się czas trwania związku, jego odporność na kryzysy, wiedza o przeżyciach własnych i partnera. Z tego wszystkiego rodzi się - lub nie - kredyt zaufania i poczucie bezpieczeństwa.

- Kiedy czujecie się bezpieczne, nie zdajecie się na czyjąś łaskę lub niełaskę. Oddajecie się sobie wzajemnie - zakończyłem, patrząc na ich zmarszczone czoła. W ciszy kończyłem moją "kawę po pielęgniarsku".

- Ale pan nas zaskoczył - mówią wreszcie - nie będziemy mogły spać.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się