Uważam siebie za Wędrownego Seksuologa, bo większa cześć roku schodzi mi na wyjazdach do szkół, internatów, klubów osiedlowych. Najbardziej lubię chwilę pomiędzy końcem pracy gdzieś w Polsce a odjazdem pociągu czy autobusu. Wtedy przychodzi moment na uporządkowanie myśli, na wątpliwości i oswojenie niepokoju - jeżeli pozostał.
Kawa po pielęgniarsku, czyli: co zrobić z dziewictwem?
Siedzę sam w przedziale ekspresu i mam mgliste przeczucie, że czegoś mi brak. Drzwi przedziału otworzyła pani z termosami, sokami i wafelkami na śmiesznym wózeczku, proponując "darmowy poczęstunek". Zapachniało kawą. Wreszcie wiem!
Czekając, aż kawa ostygnie, przypominam sobie, jak kiedyś na spotkaniu w liceum medycznym moje słuchaczki żarliwie stwierdziły: - W pewnym wieku to już właściwie nie wypada być dziewicą!
Tylko z kim stracić cnotę?
- Najlepiej, żeby był starszy, co to nie ukrzywdzi, a jeszcze nauczy, czego trzeba...
Za głowę się złapałem. Dawno nie spotkałem tyle kobiecej gotowości do "dawania dowodów uczucia", a jednocześnie tylu twardych deklaracji: - Chłopakom to wszystko wolno. Już my im pokażemy!
Takie dzielne, prawie już "dyplomowane" położne, na co dzień pomagające kobietom rodzić - i takie bezradne wobec tajemnic własnej płci.
Szarpaliśmy się ostro. Po kilku godzinach któraś wstała: - Pan jest zmęczony, przyniosę kawę.
Kawa w "medyku" była zawsze "po pielęgniarsku": dwie łyżeczki mielonych ziaren plus pół szklanki wrzątku, plus smakołyk w postaci domowego ciasta.
Dziewicą - jak zostałem poinformowany - nie wypada być przekroczywszy osiemnaście, no, góra dwadzieścia wiosen. Procedurę usunięcia tej skazy powinno się powierzyć specjaliście...
- Czy ja was aby dobrze zrozumiałem? - pytam z niedowierzaniem. I próbuję mówić o tym nieszczęsnym dziewictwie: jakie to może być ważne dla chłopaka i dziewczyny, ile może mieć rozmaitych znaczeń, o tym, że istnieje "równość i równouprawnienie" również w dziewictwie dziewczyny i chłopca. Szło opornie - nie mogliśmy się dogadać.
- Najlepiej byłoby - strzelam wreszcie - jeżeli dobrze rozumiem, powołać w każdej gminie urzędnika po odpowiednim przeszkoleniu. Starszego, doświadczonego, takiego co nie ukrzywdzi. Pełniłby funkcję defloratora gminnego. Byłby oczywiście zobowiązany do dyskrecji. Po ukończeniu osiemnastego roku życia każda panienka w gminie otrzymywałaby pocztą druczek: "Proszę stawić się... dnia... celem dokonania urzędowego przerwania błony dziewiczej. Należy zabrać ze sobą ręcznik". Tak ma być?
Przez kilkanaście sekund trwa martwa cisza, a następnie wybucha wrzawa: - To obrzydliwe! - Ja bym tak nie mogła! I dochodzimy do sedna: moim medyczkom chodzi o to, że się trochę boją, że to podobno boli, a jeszcze płynie krew, że chłopcy często później od- chodzą, więc jeśli się takiego kocha, to boli podwójnie.
Dlatego wymyśliły, że dziewictwo trzeba jakoś zostawić poza sobą. Wtedy w miłości startuje się "z równych pozycji", nie zdając się na "łaskę" chłopaka...
Zaczynam rozumieć: nie chodzi o "specjalistę", one czują brak, tęsknotę, której nawet nie potrafią nazwać. - Jest w nas taka potrzeba - mówię - bez zaspokojenia której nasze miłości nie udają się, czasem nawet nie mogą się zacząć. Chodzi o potrzebę bezpieczeństwa.
Im bardziej czujemy się bezpieczni, tym łatwiej być z kimś blisko. A kiedy się kochacie, gdy wpuszczacie kogoś w siebie, do środka - to już nie można być bliżej. Czy dla waszego poczucia bezpieczeństwa wystarczą "kwalifikacje"? Jakie, u licha?
Wasz strach i ból zależą nie tylko od budowy anatomicznej, ale i od uczuć pomiędzy partnerami. Jeśli chodzi o to pierwsze - jesteście fachowcami, możecie sprawdzić wszystko we własnych podręcznikach. A na "bilans" uczuć składa się czas trwania związku, jego odporność na kryzysy, wiedza o przeżyciach własnych i partnera. Z tego wszystkiego rodzi się - lub nie - kredyt zaufania i poczucie bezpieczeństwa.
- Kiedy czujecie się bezpieczne, nie zdajecie się na czyjąś łaskę lub niełaskę. Oddajecie się sobie wzajemnie - zakończyłem, patrząc na ich zmarszczone czoła. W ciszy kończyłem moją "kawę po pielęgniarsku".
- Ale pan nas zaskoczył - mówią wreszcie - nie będziemy mogły spać.