Rzeżucha obok gżegżółki jest zmorą uczniów i dyslektyków. Pewnie także dlatego, że przypominamy sobie o niej głównie z okazji Wielkanocy. I dietetycy, i kosmetolodzy powiedzą, że całkiem niesłusznie, bo rzeżucha jest bardzo zdrowa i mogłaby być pomocna w leczeniu nie tylko niedoczynności tarczycy czy anemii (ma dużo żelaza i jodu), ale także trądziku, kruchych paznokci czy słabych włosów. Mogłaby, ale jakoś ani my, ani producenci kosmetyków za bardzo za nią nie przepadamy. A szkoda, bo w tym 'kościółkowym', wielkanocnym ziółku drzemią iście piekielne moce.
Siarka i wszystko jasne
Wszystkiemu winna jest siarka. To jej rzeżucha zawdzięcza charakterystyczny, pikantny i - dla niektórych - nieprzyjemny smak. To ona ma moc diabelską - nie tylko pomaga organizmowi w usuwaniu toksyn (łączy się ze szkodliwymi metalami ciężkimi jak ołów, rtęć czy kadm i wspomaga ich usuwanie), ale przede wszystkim jest ważnym budulcem naszego ciała - mięśni, kości, zębów, a przede wszystkim włosów. Bez siarki - bieda. Włosy nam się łamią, a nawet zaczynają wypadać, paznokcie stają się kruche, skóra szarzeje, a jeśli ma skłonności do przetłuszczania się - jeszcze bardziej się świeci.
Preparatów siarkowych używa się w kosmetyce nie tylko do wzmacniania włosów czy paznokci, ale także w maseczkach oczyszczających pory skóry tłustej i trądzikowej. Siarka działa ściągająco i wysuszająco, antybakteryjnie i przeciwzapalnie. W aptece można kupić bez recepty emulsje zawierające siarkę w kilkuprocentowym stężeniu, pomagające przy łojotoku, trądziku, ropnych schorzeniach skóry, działające przeciwgrzybiczo oraz przeciwświerzbowo. Rzeżucha, która była wykorzystywana do leczenia łysienia już w starożytnym Rzymie, wydaje się wręcz naturalną kandydatką do zamknięcia jej w szamponach, odżywkach czy preparatach wzmacniających paznokcie.
Po pierwsze, od kilku lat mamy ekoinwazję, po drugie, dawno udowodniono, że witaminy i minerały z naturalnych źródeł są o wiele lepiej przyswajalne niż te syntetyczne, po trzecie, rzeżucha jest nie tylko świetnym źródłem siarki - minerału piękna, ale także innych witamin piękności - A, C, B1, kwasu foliowego, biotyny - jak również wapnia, żelaza, potasu i cynku.
Jednymi z niewielu producentów, którzy wpadli na pomysł jej użycia w kosmetykach i nutrikosmetykach, są: Pierre Fabre (tabletki wzmacniające włosy i paznokcie, szampon i tonik Ducray), Lavera (w serii kosmetyków do skóry wrażliwej - Basis Sensitive) czy gabinetowy Babor (ampułki poprawiające jakość skóry - Skin Perfecting Fluid).
Na razie, skoro przy okazji Wielkanocy rzeżucha rośnie nam na stołach jak szalona, można z niej zrobić domowy tonik wzmacniający słabe włosy i ściągający pory skóry tłustej i łojotokowej (patrz ramka na s. 29) albo maseczkę wybielającą piegi. No i zajadać. Ale raczej nie z marynowanym grzybkiem i nóżkami, bo ocet osłabia przyswajanie żelaza. Lepiej jeść je z jajem, sałatką, a nawet z lekko osolonym masłem. Wyjdzie taniej i zdrowiej niż seria witamin w pigułkach.
W nasionach jest najlepsze
Nie tylko rzeżucha, ale również inne kiełki są zarówno dla kosmetyki, jak i naszej diety prawie nieodkryte. A szkoda, bo kiełki, nazywane pokarmem życia, nie dość, że są koncentratami białka, mikroelementów i witamin, to jeszcze mają o niebo mniej kalorii od nasion, z których wysuwają swe zielone łebki. W nasionach rośliny jak kury w jajku gromadzą wszystko, co najlepsze, i to w postaci skoncentrowanej (np. kiełki brokułów mają kilka razy więcej przeciwutleniaczy niż dojrzałe warzywa). Kiedy nasionko zaczyna kiełkować, uaktywniają się w nim enzymy, które rozkładają wielkie cząstki białek i węglowodanów na mniejsze, łatwo przyswajalne składniki. Czyli w sumie nie dość, że kiełki są zdrowe, to jeszcze łatwiej przyswajalne niż 'dorosłe' rośliny. Nie dość, że dzięki koncentratowi witamin odmładzają, to jeszcze - dzięki niewielkiej ilości kalorii - odchudzają.
Kiełki w kosmetykach
W kosmetykach od lat używa się niemal wyłącznie oleju z kiełków pszenicy, który zawiera najwięcej ze wszystkich olejów witaminy E nazywanej witaminą młodości. Działa on nawilżająco i regenerująco na skórę i włosy, przyspiesza procesy gojenia. Zawiera też wiele cennych witamin z grupy B, witaminy A i H oraz minerały: żelazo, potas, wapń, magnez, mangan, selen, fosfor, miedź, cynk, a także wielonienasycone kwasy tłuszczowe (linolenowy, gamma-linolenowy).
W kosmetykach dla dzieci - oliwkach, kremach do pielęgnacji skóry wrażliwej - można spotkać łagodzący i uspokajający skórę olejek z kiełków kukurydzy. W testach dermatologicznych daje on minimalny odczyn alergiczny.
Z kiełków rzepaku jest produkowany preparat o nazwie sulforafan. Działa on na skórę rozjaśniająco, uniemożliwiając wytwarzanie reaktywnych form tlenu, a co za tym idzie - blokując proces odpowiedzialny za powstawanie paskudnych plam na skórze. Niedawne badania wskazują także na to, że sulforafan może zmniejszać podatność na zaczerwienienia wywoływane przez słońce.
Duże nadzieje kosmetolodzy wiążą z kiełkami brokułów. Badania naukowców z Uniwersytetu Johna Hopkinsa w Baltimore pokazały, że silnie regenerują one skórę zmęczoną słońcem, a nawet działają podobnie jak filtr przeciwsłoneczny. Z powodu dużej koncentracji silnego przeciwutleniacza o nazwie SGS, który pomaga organizmowi uaktywnić produkcję własnych antyutleniaczy i w ten sposób wzmacnia system obronny organizmu, kiełki brokułów mają też właściwości przeciwnowotworowe. Substancji o takim działaniu jest w kiełkach od dziesięciu do stu razy więcej niż w dojrzałych roślinach. Na całym świecie prowadzi się badania nad wykorzystaniem kiełków brokułów w zapobieganiu nowotworom oraz leczeniu raka piersi, żołądka, układu pokarmowego i prostaty.
Kiełki brokułów można hodować w domu. Nadaje się do tego tylko ok. 20 roślin, bo nie wszystkie są jadalne, np. kiełki pomidorów czy papryki są trujące. W sklepie ogrodniczym, ze zdrową żywnością lub w zielarni trzeba kupić specjalne nasiona. Garść ziarenek wsypujemy do słoika, zalewamy letnią wodą i wierzch słoika obwiązujemy gazą. Po kilku godzinach wodę wylewamy, a słoik ustawiamy na talerzyku do góry dnem, nieco skośnie, tak by woda mogła wypływać. Kiełki potrzebują dużo światła i czystej wody - dwa razy dziennie trzeba je przepłukać. Nasiona muszą być wilgotne, ale nie zamoczone, bo zgniją. Warto kupić specjalne naczynie, w którym można hodować kiełki kilku gatunków ziarna naraz (ok. 25 zł). A potem dodawać je do sałatek czy posypywać nimi kanapki.
Zzieleniało w drogeriach
Rynek ekokosmetyków i ekozabiegów od lat rośnie bardzo dynamicznie (średnio 13 proc. w Europie w 2009 r. wg danych Organic Monitor, najszybciej we Francji i w Niemczech). Na najbardziej prestiżowych targach w Europie - Beyond Beauty w Paryżu - najważniejsze nagrody zgarnęły w zeszłym roku właśnie kosmetyki naturalne. W Ameryce hitem są kremy z glinek, roślin czy minerałów oraz... pedikiur robiony przez małe rybki z gatunku Garra rufa, które w ciągu 15 minut usuwają ze stóp martwy naskórek.
W polskich drogeriach też pozieleniało. A jeszcze niedawno producenci kosmetyków karmili naszą wyobraźnię niemal wyłącznie kremami 'architektami skóry' poprawiającymi jej 'hiperbolę', 'strukturę DNA', działającymi 'jak skalpel' dzięki 'wektorom nawilżenia' i 'peptydom macierzowym'.
Dziś nawet klasyczne kosmetyki syntetyczne starają się wstrzelić w trend naturalny - dodatek jakiegoś ziółka czy wyciągu roślinnego nie zaszkodzi, zwłaszcza że pięknie to można wyeksponować na opakowaniu. Ciekawe, czy arcyzdrowe kiełki też w końcu dostąpią tego zaszczytu.