http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Porady na zdrady

Wojciech Orliński
23.03.2010 , aktualizacja: 18.03.2010 17:56
A A A Drukuj
Detektyw Marcin Popowski niejedną zdradę małżeńską wytropił. Teraz radzi, na co dyskretnie zwracać uwagę    Fot. Bartosz Bobkowski Detektyw Marcin Popowski niejedną zdradę małżeńską wytropił. Teraz radzi, na co dyskretnie zwracać uwagę
Detektyw Marcin Popowski niejedną zdradę małżeńską wytropił. Teraz radzi, na co dyskretnie zwracać uwagę.
ZOBACZ TAKŻE
'Porady na zdrady' czyta się jednym tchem, choć po lekturze można zwątpić w człowieka. Nie w mężczyzn, nie w kobiety - w Ludzkość Jako Taką. W idealnym świecie taka książka nie mogłaby powstać, ale żyjemy, gdzie żyjemy, więc dziw, że powstała dopiero teraz.

Dziennikarka o feministycznym zacięciu (Iwona Konieczna) skłoniła prywatnego detektywa (Marcin Popowski) do podzielenia się z czytelnikami bogactwem zawodowego doświadczenia w kwestii zdrady małżeńskiej. Detektyw dzieli się ochoczo, no i mamy serię lekcji z 'podstaw detektywistyki dla żon i narzeczonych' przeplatanych konkretnymi historiami z życia wziętymi. Te historie są naprawdę ponure - kobiety są w nich nie tylko wodzone za nos. Lądują na bruku, bo nie zauważyły, że mąż od kilku miesięcy cichaczem przepisywał majątek na siebie. Zdrada męża sprawiła, że rozwód orzeczono z ICH winy, bo zła reakcja na zdradę została uznana za rozbijanie związku.

Książka jest świetnie napisana, ale smutek tych historii sprawia, że to lektura lekka, łatwa i nieprzyjemna. Jest tu wyraźna asymetria genderowa - książka traktuje wyłącznie o kobietach krzywdzonych przez mężczyzn. W pierwszym odruchu chciałem od autorów zażądać parytetu. W drugim pomyślałem jednak, że ta struktura odzwierciedla całe zło tkwiące w chorym schemacie rodziny patriarchalnej - z niepracującą kurą domową i mężczyzną oznajmiającym wieczorem: 'Kochanie, wróciłem!'.

W takim schemacie mężczyźnie zdradę ukryć jest aż nieprzyzwoicie łatwo ('zebranie się przeciągnęło'). A kobiecie po rozwodzie pozbierać się jest nieprzyzwoicie trudno. Dlatego wiele kobiet 'godzi się' na niewierność męża. Co niekoniecznie oznacza, że są tak bardzo hop-do-przodu seksualnie wyzwolone, tylko po prostu, że gdy mąż zainwestował 20 lat w swój rozwój zawodowy, one wszystko ulokowały w rozwoju tego związku - rozwód oznaczać więc będzie dla nich, mówiąc metaforycznie, bankructwo spółki, w którą włożyły wszystkie oszczędności. W takiej sytuacji człowiek po prostu ukrywa swoje cierpienie pod wymuszonym uśmiechem i udaje, że niczego nie dostrzega. Zdradzę więc od razu, że najważniejszą poradą detektywa dla czytelniczek jest: zastanów się, czy w ogóle chcesz wchodzić na tę drogę.

Zabrzmi to potwornie cynicznie - daję teraz próbkę cynizmu, który bucha z tej książki - ale wielu kobietom poznanie prawdy się po prostu nie opłaca. To nie jest oczywiście odkrywcza myśl - już 'Dzika kaczka' Ibsena opowiada nam przecież o tym, co się dzieje, gdy ktoś beztrosko ujawnia rodzinne sekrety, ale teraz opowiada nam to zawodowy tropiciel szkieletów w szafach.

Marcin Popowski twierdzi więc - i mam nadzieję, że to prawda! - że swoje potencjalne klientki stara się na początku skłonić do refleksji: po co ci ta wiedza? Co z nią zamierzasz zrobić? Czy jesteś gotowa na najgorsze - a jeśli jesteś, to jak wygląda twój plan działania?

Czuję, że jako recenzent powinienem podobnie ostrzec czytelników i czytelniczki: czy chcesz poznać tę książkę? Zapewniam, że po jej przeczytaniu nawet najszczęśliwszy małżonek inaczej spojrzy na sytuacje, w których np. ukochana osoba wyjdzie z pokoju, by odebrać telefon. Nie chce mi przeszkadzać czy to ja mu/jej przeszkadzam?

Jest więc tylko jedna grupa czytelników, którym tę książkę zarekomenduję w ciemno. To narzeczone/ narzeczeni, dopiero zastanawiający się nad założeniem trwałej rodziny. Przemyślenie niektórych porad z tej książki może niejedną kobietę (ale i niejednego mężczyznę) ostrzec przed zamienieniem sobie życia w piekło na najbliższe parę lat.

Detektyw proponuje kobiecie zastanowić się na przykład nad takimi pytaniami: 'Jakie jest wykształcenie twojego męża? Skąd o tym wiesz? Gdzie pracuje twój mąż? Czym się zajmuje ta firma?'. Gdy to przeczytałem, roześmiałem się na myśl o tym, że są żony, które tego nie wiedzą. Ale potem zrobiłem w myślach przegląd znajomych małżeństw i uświadomiłem sobie, że kobiety, których wiedza ogranicza się do mgławicowego 'a nie wiem, czymś tam handluje', są w moim bezpośrednim otoczeniu.

Z doświadczenia detektywa wynika, że są kobiety, które ignorowały wyraźne sygnały, przyjmując bzdurne wykręty męża za dobrą monetę: pisma od komornika, 'idioci, którzy go ścigają za jakieś pieniądze', 'dziwni kolesie, którzy go najwyraźniej znają, choć ci o nich nie wspominał', 'zapadnięcie się pod ziemię na tydzień przed ślubem'...

Można odnieść wrażenie, że takie kobiety aż się proszą o kłopoty. I w pewnym sensie tak jest. Statystyki są nieubłagane, sugeruje detektyw. Czasem pytanie: 'Czy jestem zdradzana?', można rozstrzygnąć, spoglądając w lustro. Są pewne grupy szczególnego ryzyka. 'Szczególnie powinnaś uważać na siebie - radzi detektyw - jeżeli: jesteś życiowo niedoświadczona, nie masz ambicji i niczego nie osiągnęłaś, wywodzisz się z patologicznej rodziny' (albo, z drugiej strony, 'jesteś zamożna').

Mamy też inną listę, zatytułowaną 'lista podpadalców'. To z kolei lista cech u mężczyzny, które sygnalizują ponadprzeciętną podatność na pokusę skoku w bok. Na pierwszym miejscu: 'nałogowcy' (niezależnie od nałogu skłonność do uzależnień sama w sobie jest sygnałem alarmowym), poza tym... 'chorobliwi zazdrośnicy'.

Załóżmy więc, że czytelniczka tej książki postanowi jednak poznać prawdę o swoim mężu i jego podejrzanie częstych zebraniach. Nim ją pozna, czeka ją dobre kilka miesięcy wyrzeczeń. Detektyw radzi, by bardzo uważała na to, co mówi i o co pyta. Do swoich podejrzeń nie może się przyznać znajomym, bo nie ma gwarancji, że plotka kołem nie dotrze do małżonka. Nie może też pić alkoholu ani w inny sposób osłabiać ciągłej inwigilacyjnej czujności. Detektyw radzi, jak inwigilować profesjonalnie. Należy prowadzić zeszyt obserwacji (godziny przyjścia, godziny wyjścia). Dyskretnie sprawdzić komputer i komórkę, czytając e-maile i SMS-y. Przejrzeć kieszenie. Wszystko notować, bo ważne mogą być zmiany pozornie drobnych szczegółów, np. przesiadka na elegantsze skarpetki albo niespodziewane zamiłowanie do słodyczy (seks pożera kalorie). Sprawdzać wyciągi z kart bankowych ('tankował w Puławach?'), dyskretnie obwąchiwać.

Kapitalnie czyta się porady o tym, jak zadawać podchwytliwe pytania, w których rozmówca nieświadomie i niczego nie podejrzewając, ujawnia swoją lokalizację. Doskonale nadaje się do tego np. rozmowa o wczorajszej burzy, jeśli z góry wiadomo, że w jednej dzielnicy miasta padał deszcz, a w drugiej tylko grzmiało.

Można też prosić męża o załatwienie różnych rzeczy po drodze i słuchać wymówek. Podobno osoba, która czuje się winna, broni się inaczej niż skrzywdzona niewinność - detektyw powołuje się m.in. na psychologiczne analizy, z których wynika, że kłamca stara się usunąć siebie z narracji (powie więc raczej 'telefon nie miał zasięgu' niż 'nie mogłem się dodzwonić').

Jak widać, kobietę, która decyduje się na poznanie prawdy, czeka nie tylko piekło rozwodu, ale i sama inwigilacja, która będzie czymś nużącym, nieprzyjemnym, narażającym na nieprzespane noce i rezygnację z drobnych życiowych przyjemności. Ta książka więc wcale do tego nie namawia.

Mnie najbardziej zachwyciła porada testowania męża przez sprawdzanie jego reakcji na przyjemną zmianę w codziennej rutynie. Rutyna to podstawa zdrady, sugerują autorzy, bo tylko przewidywalny rozkład zajęć pozwala np. na regularną randkę z kochanką od siedemnastej do osiemnastej trzydzieści. Skoro znasz jego marzenia, sugerują autorzy (a od siebie dodam: jak nie znasz, to co z ciebie za żona!), to przetestuj reakcję męża na niespodziewaną szansę na ich spełnienie kosztem rozbicia tej rutyny. Jeśli reakcją na propozycję: 'Kochanie, zwolnij się dziś wcześniej z pracy, zrobiłam sushi', będzie oburzone: 'Czy ty nie rozumiesz, jaki to trudny moment dla całej firmy!', to znaczy, że nie chodzi mu o firmę. Świat będzie lepszym miejscem, jeśli więcej żon będzie testować wierność męża metodą 'nierutynowej niespodzianki'...

Podziel się