Dan Höjer i Gunilla Kvarnström 'Wielka księga cipek', przełożyła Elza Jaszczuk, wyd. Czarna Owca, Warszawa 2010
W serii dla średnich dzieci częściowo tłumaczonej ze szwedzkiego, a częściowo twórczo rozwijanej przez polskich redaktorów po książeczce o demokracji, feminizmie, śmierci, przemocy, kupie, siusiakach, miesiączce - książeczka o cipce. Nie tylko dla dziewczynek. Podobnie jak siusiaki cipki mogą, a nawet powinny zainteresować całe rodziny, bo w końcu różnica seksualna to rzecz oczywista, ale najtrudniejsza do wytłumaczenia dzieciom we właściwy sposób. Nie nazbyt fizjologiczny ani wzniosły, bez chamstwa, za to z bogactwem języka, wiedzy i anegdot. Celem autorów jest oswojenie grozy, którą wokół kobiecej płci tworzą z jednej strony fundamentalizmy religijne, z drugiej - masowa kultura gwałtu, przemocy i uprzedmiotowienia. 'Księga cipek' jest inna. Zabawna i edukacyjna na modłę skandynawską, gdzie liczy się zdrowie, radość i roztropność. Dziewczynki są adresatkami, ale i współautorkami książki, bo ich opinie, pytania i zwierzenia zajmują tu sporo miejsca. Zaciekawienie doznaniami ciała, lęki i wyobrażenia o seksie i miłości za sprawą autorów przeistoczyć się mają w poczucie integralności, bezpieczeństwa i samoakceptacji. Trudne zadanie. Cipka to tabu. Za sprawą procesu socjalizacji dziedziczącego po wiekach produkowania winy i wstydu u dziewczynek sama chęć nazwania i narysowania cipki zdaje się pomysłem wywrotowym. Znajdziemy tu wiadomości o starożytnych wierzeniach, o mocy i nieczystości krwi menstruacyjnej, o praktykowanym w niektórych kulturach okaleczaniu dziewczynek i kobiet, o punkcie G, o płodności. Na każdej niemal stronie widać bohaterkę książki Gunilli Kvarnström w spiczastym kapturku na głowie. Dla pasjonatek masturbacji zadziwiająca feeria określeń zgromadzona w rozdziale 'Ręce na kołdrze'.
Andrzej Żuławski 'Nocnik. 27 XI 2007-27 XI 2008', Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010
Cokolwiek by Andrzej Żuławski z siebie wydalił - a przyznać trzeba, że i on potrafi pisać 'bez tabu' - nie ujmie to nic jego wielkim artystycznym dokonaniom, takim jak 'Diabeł', 'Opętanie' czy 'Błękitna nuta'. Obok tych dzieł filmowych produkuje frapujące wydzieliny pisarskie zgromadzone tym razem pod autoironicznym tytułem 'Nocnik'. Odpowiednik dziennika jest nocnik zbiornikiem oddolnym, pachnącym niepięknie, lecz właśnie na przekór przyzwoitości śmiało nam pchanym pod nos. Wielki reżyser posunął zapis życia intymnego do imponującej dosłowności, bo nocna strona duszy przejawia się w charkach, pierdach i smrodach, a psychologiczna autoegzegeza już nie jest dusz garderobą, lecz ściekiem. Między gawędą szlachecką mniej lub bardziej świadomie odwołującą się do poetyki sarmackiej demencji, między zapisami wyrafinowanych lektur - Virginii Woolf, Slavoja Žižka, Miłosza, Tołstoja, Gerszoma Szolema... - wiele znajdą tu dla siebie czytelnicy znienawidzonych przez autora tabloidów i pudelków. Fundamentalna, zdawałoby się, zasada męsko-damskiego kontraktu polegająca na tym, że nie opowiada się publicznie i ze szczegółami o tym, z kim się spało - zwłaszcza kiedy wszyscy wiedzą, o kogo chodzi - dla autora 'Nocnika' nie istnieje. Taki z niego samiec, że jak sobie poużywa, to musi jeszcze na symbolicznie już uśmiercone resztki szmaty, która była tak głupia, że mu dała, wylać zawartość nocnika. Jest w tym regularna dewiacja seksualna zwana po staroświecku sadyzmem, pasja sponiewierania i poniżenia obiektu pożądania. Dziwne to i straszne, nielicujące z honorem człowieczym, choć miejscami w swej groteskowej pasji zabawne i wciągające do pewnego stopnia.