http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Kiełbasa schodzi na psy

Katarzyna Bosacka
19.03.2010 , aktualizacja: 12.03.2010 16:11
A A A Drukuj
Fot.Albert Zawada
'Polak zjada w ciągu życia średnio dwie krowy, 20 świń, 760 kurczaków, 46 indyków, 15 kaczek. To rocznie 70 kg mięsa. I tylko 6,5 kg ryb. A powinno być na odwrót' - Z prof. Małgorzatą Kozłowską-Wojciechowską rozmawia Katarzyna Bosacka

Fot. Albert Zawada
Fot. Albert Zawada
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Najdziwniejszy produkt spożywczy, jaki pani widziała, to...

Parówki cielęce ze śladową zawartością cielęciny. Jogurt zawierający kilkadziesiąt składników, choć powinien się składać tylko z mleka i bakterii. Keczup bez grama pomidorów upaprany z wody, chemicznego barwnika i przypraw. Paluszki krabowe nie z krabów, kostka rosołowa z 0,2-proc. zawartością mięsa. Długo by wymieniać...

Jest aż tak źle?

W zeszłym roku Państwowa Inspekcja Handlowa przebadała 9 tys. partii produktów spożywczych w sklepach całego kraju. Wyniki były gorsze niż w 2008 roku. Obniżyła się jakość miodu, mleka i jego przetworów - odsetek nieprawidłowości wzrósł z 16 do prawie 20 proc. To oznacza, że co piąty ser, jogurt czy masło są oszukane. Producenci na potęgę dolewają do droższego tłuszczu mlecznego tańszy roślinny, a przecież w przypadku produktów nazywanych masłem i serem to absolutnie wbrew prawu.

To dlatego sery smakują jak plastelina.

Nie jesteśmy serową potęgą, to prawda, ale ostatnio na rynku pojawiło się trochę smacznych polskich serów - np. bursztyn, stary olęder. Mamy rokpol, ser koryciński, prawdziwy oscypek. Ten ostatni jest po prostu pyszny. Niestety, można go kupić w niewielu miejscach w Polsce, a do tego tylko od kwietnia do października, kiedy owce mają świeżą trawę i dają mleko. Z serem jest tak jak z mięsem. Lepiej dla naszego zdrowia i portfela zjeść mniej, ale smaczniej.

Tyle że kiełbasa też schodzi na psy.

To prawda. Producenci aż dwukrotnie częściej niż rok temu oszukiwali na wędlinach - odsetek wykrytych przez Inspekcję Handlową nieprawidłowości wzrósł z 8 do 18 proc.! I dzieje się to w kraju, który uważany jest za producenta najlepszej szynki na świecie! Ten kryzys widać nawet w nazewnictwie wędlin - szynka jak za Gierka: babuni, prastara. Nie tylko konsumentom, ale także producentom marzy się dawna jakość.

Najlepsze polskie wędliny jadłam w Nowym Jorku na Green Poincie.

No właśnie, bo jest silna konkurencja i mocny rynek. Gdyby tam polscy masaże napychali kiełbasy soją albo tzw. MOM - mięsem oddzielanym mechanicznie, czyli mieszaniną chrząstek, ścięgien i zmielonych kości, która w świetle prawa mięsem wcale nie jest - toby pies z kulawą nogą takich wędlin nie kupił. A u nas ludzi nadal nie stać na dobrą jakościowo wędlinę, liczy się cena. A jak mówi przysłowie ormiańskie: 'Tanie mięso nie ma smaku'.

No to może w ogóle go nie jeść?

Niekoniecznie. W mięsie, mleku czy jajach jest najlepiej przyswajalne białko, żelazo, wapń, krwiotwórcza witamina B12. To dlatego jarosze często muszą te pierwiastki suplementować. Z drugiej strony w ciągu swojego życia Polak zjada średnio: dwie krowy, 20 świń, 760 kurczaków, 46 indyków, 15 kaczek. W ciągu roku - 70 kg mięsa i tylko 6,5 kg ryb. A powinno być odwrotnie. Więcej drobiu, zdrowej, niedocenianej dziczyzny, a najlepiej, gdyby dominowały ryby. I nie chodzi tu o jakieś teorie, tylko o twarde fakty medyczne. Światowa Organizacja Zdrowia uznała kilka lat temu, że konserwanty - azotany i azotyny - którymi szpikowane są wędliny, mogą zwiększać ryzyko nowotworów. Problem w tym, że nie ma czym ich zastąpić, a zepsute mięso grozi śmiertelnym zatruciem jadem kiełbasianym. Ponadto czerwone mięso niszczy DNA komórek wyściełających nasz układ pokarmowy, co zwiększa ryzyko nowotworu żołądka czy jelita grubego. W Polsce rak jelita grubego jest na drugim miejscu u kobiet po raku piersi i u mężczyzn po raku płuca.

Kawa też truje?

A gdzie tam. Całą psychozę z kawą, jajkami i mlekiem nakręcili Amerykanie, którzy - jak wiadomo - uwielbiają się bać i przez lata zalecali dekofeinizację i decholesterolizację naszej diety na rzecz tabletek z wapniem czy jajek w proszku pozbawionych cholesterolu. Teraz nagle odkrywają Amerykę i dochodzą do wniosku, że to, co naturalne, jest najlepsze.

Poważnie mówiąc: jaja można jeść, pamiętajmy tylko, że są potężnym źródłem cholesterolu, kawę pić do czterech filiżanek dziennie, o ile ją lubimy i czujemy się po niej dobrze. Udowodniono, że ma ona przeciwutleniacze korzystnie wpływające na pracę serca, układ krwionośny, a nawet naszą wagę. Tyle że mówimy o kawie prawdziwej, w ziarnach, a nie rozpuszczalnej, która przez smakoszy nie jest uznawana za kawę, ale twór spreparowany przemysłowo.

Mimo to kawa rozpuszczalna czasem kosztuje dwa razy więcej niż ta w ziarnach.

A przyprawy w proszku? Wynalazł je geniusz marketingu! Kilogram soli to w hurcie mniej niż 50 gr, niewielka ilość ziół, przypraw i mnóstwo dodatków chemicznych - powiedzmy 1,50 zł. Razem 2 zł. Tymczasem producenci tej słonej chemii w proszku każą sobie jeszcze za nią słono płacić, nawet 30 zł za kilogram! A do tego większość gotowych przypraw typu Vegeta, Warzywko, Jarzynka czy Ziarenka Smaku składa się głównie z soli, glutaminianu sodu, cukru, maltodekstryny, wypełniaczy, zagęstników i suszonych warzyw. Nawet maggi, ulubiona przyprawa do rosołu, to czysta chemia z glutaminianem sodu i solą w roli głównej. Jej pierwowzór naturalny to lubczyk - zioło o intensywnym zapachu. Ta roślina wieloroczna z rodziny selerowatych ma właściwości zdrowotne - zawiera przede wszystkim olejek lotny i przeciwutleniacze. Można ją suszyć albo pokrojoną przechowywać w zamrażarce, tyle że kto w Polsce ją uprawia?

Ale z gotowych przypraw w torebkach korzystają nawet kucharze z telewizji!

Wielkie koncerny spożywcze słono im za to płacą, ale - proszę mi wierzyć - ich koledzy po fachu odnoszą się do tego procederu jak do zawodowej lekkomyślności, na pewno bez szans na gwiazdkę Michelin. W żadnej profesjonalnej, wysmakowanej kuchni nie ma miejsca na chemiczne półprodukty, w dodatku horrendalnie drogie. Dlatego lepiej nie kierować się modą czy reklamą, ale po prostu dokładnie sprawdzać etykiety.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się