http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Rozmowa z Polką roku 2009

Katarzyna Bielas
2010-03-06, ostatnia aktualizacja 2010-03-09 10:14

Z Magdaleną Środą, etykiem, współzałożycielką Kongresu Kobiet, autorką książki 'Kobiety i władza', rozmawia Katarzyna Bielas

Magdalena Środa przed Urzędem Rady Ministrów, kwiecień 2005 r.
Była wówczas pełnomocniczką 
do spraw równego statusu 
kobiet i mężczyzn w rządzie 
Marka Belki
fot. Tomasz Wawer
Magdalena Środa przed Urzędem Rady Ministrów, kwiecień 2005 r. Była wówczas pełnomocniczką do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn w rządzie Marka Belki

Fot. Jan Zamoyjski
Fot. Jan Zamoyjski Katowice, 2009 r. 
Jedno ze spotkań przed Kongresem Kobiet
Fot. Bartłomiej Barczyk
Katowice, 2009 r. Jedno ze spotkań przed Kongresem Kobiet
Magdalena Środa z córką Agatą. Warszawa, 1983 r
Fot. archiwum rodzinne
Magdalena Środa z córką Agatą. Warszawa, 1983 r
ZOBACZ TAKŻE
W latach 80. napisała pani doktorat o idei godności. Co panią kierowało?

Wiedziałam, że chcę przeanalizować jakąś wartość, tak jak to zrobiła np. Maria Ossowska, zastanawiałam się którą.

To był rok '80., na fali emocji z 'latającego uniwersytetu' pojechałam dwa razy do Stoczni, do Gdańska. Tam jednym z najczęściej powtarzających się słów było 'godność'. Główne hasło brzmiało: 'Oddajcie nam naszą robotniczą godność'. To był w ogóle bardzo godnościowy okres. Otwierało się np. Tischnera i czytało słynne: 'Wolimy stać z pustym brzuchem, niż klęczeć'. Jako osoba pedantyczna postanowiłam przeanalizować sprawę całościowo, pojęcie godności od Homera do czasów współczesnych. Nie było internetu, musiałam szukać po jakichś periodykach naukowych, trochę zdana na przypadek. Uczyłam się greki, żeby znaleźć słowo 'godność' u Platona. Równie dobrze mogłam zająć się wolnością. Wybrałam godność, bo na ten temat prawie nic nie napisano.

Nie inspirowało pani życie prywatne?

Nie.

Pomyślałam o paszportach, pustych półkach. Też o porodówce - pisze pani o porodzie w ostatniej książce 'Kobiety i władza'.

Upokorzenie stwierdza się dopiero wtedy, kiedy zazna się czegoś lepszego. Dla mnie sytuacja, w której stoję wiele godzin po wizę albo nie mam paszportu, była wtedy normalna. Nawet w szpitalu nie czułam się upokorzona. Wtedy wydawało mi się komiczne i dziwne, że mój małżonek nie może do mnie wejść, przynieść mi kompotu, a może to zrobić jakiś brudny cieć za 5 zł.

Może pani nic nie czuła, żeby łatwiej przetrwać.

Jak już urodzi się zdrowe dziecko, ta pamięć się gdzieś zapada. Opowiadałyśmy sobie z koleżankami różne historie, żeby się wzmocnić, ale nie pamiętam wątku, że są nieludzkie warunki. To się pojawiło, kiedy zaczęłyśmy publicznie o tym mówić.

Czyli kiedy?

Na konferencji o macierzyństwie zorganizowanej przez Sławkę Walczewską na UJ w Krakowie w połowie lat 80. Zajmowałam się wtedy bioetyką, więc przygotowałam referat o klonowaniu, z cytatami, przypisami. Byłam zdziwiona, bo inne kobiety do referatów naukowych wplatały doświadczenia prywatne. Mówiły o cielesności, o doświadczeniu przemocy, traktowaniu ciał kobiecych jako przedmiotu, o szpitalu jako instytucji totalitarnej. Pierwszy raz się z czymś takim zetknęłam. Sama bym nie umiała. Wieczorem siedziałyśmy w knajpie i gadałyśmy. Większość kobiet miała takie same doświadczenia z porodówki, ta zbieżność wydała mi się czymś niewiarygodnym.

Trudno uwierzyć, że w szpitalu była pani tak potulna, poddana. I żadnej refleksji, przecież zajmowała się pani filozofią!

Ja te doświadczenia sobie wtedy spisałam, ale nie myślałam, że kiedykolwiek takie sprawy staną się publiczne, że kiedyś będzie akcja 'Rodzić po ludzku'. Do szpitala zabrałam książki Conrada, bo był w nich temat honoru. Czytałam do doktoratu, ale też żeby się wzmocnić, nie bać się porodu. Chodziło o sam poród, nie o warunki, traktowanie. Przypomina mi się makabryczna historia. Jedna pani szła już na salę porodową, zrobili jej lewatywę i ona po tej lewatywie nie mogła dojść po piętrach, pobrudziła korytarz. Pielęgniarki zrobiły jej dziką awanturę, a ja zrobiłam dziką awanturę im, bo to było według mnie z ich strony obrzydliwe. Tam było mnóstwo dziwnych rzeczy, np. zakaz używania majtek.

Dlaczego?

Nie wiem, dochodzę do wniosku, że może w ten sposób był szybszy dostęp do kobiety. Przecież kobiety były uprzedmiotowione, traktowane jak narzędzia do rodzenia, nawet ich dzieci karmiło się gdzie indziej. Zapamiętałam nazwisko lekarza, który zrobił mi awanturę, że założyłam majtki. Nazywał się doktor Śmiertka czy jakoś tak. Pamiętam też - to mocne doświadczenie - jak poszłam z mojego łoża madejowego do toalety, z wielkim brzuchem, już miałam mocne bóle, po lewatywie, ledwo doszłam. I w tym momencie otwierają się drzwi, stoi w nich pani doktor pachnąca Chanel 5 i mówi: 'To jest toaleta dla personelu'. Wtedy, w tej toalecie pomyślałam: 'To jest właśnie dno wszystkich upokorzeń, człowiek jest niczym'.

Czym jest istota godności? Co wyszło z analizy?

Nie ma jednolitego pojęcia godności, są przynajmniej trzy - godność człowieka, godność osobista i poczucie godności. Wątek, który się przewijał, dotyczył robotników w Stoczni - domagając się godności, domagali się praw. Godność znaczy posiadanie praw. Napisałam duży rozdział poświęcony Grecji. W Grecji najważniejsza była izonomia, czyli równość wobec prawa. Oczywiście nielicznych. Pisałam doktorat dziewięć lat i naprawdę nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby doświadczenia związane z porodem, ciałem, upokorzeniem tam wykorzystać. Żeby uznać, że totalitaryzm to też szpital, a nie tylko system polityczny gnębiący robotników. To były nieprzylegające do siebie rzeczywistości. Zresztą w filozofii problematyka ciała jest praktycznie nieobecna.

Kiedy się to pani w pracy połączyło?

Dopiero w 'Kobietach i władzy'. Mam świadomość, że ta książka nie jest jednak w pełni prywatna.

No nie jest.

Źródło: Wysokie Obcasy

W numerze z 4 września