Wyobraź sobie, że wkładasz do plecaka swój dom, kredyt, rodzinę, wszystkie bibleloty. Ciężko? - pyta główny bohater filmu 'W chmurach'. A ile waży twój plecak? Czy da się żyć bez zobowiązań? Powiedz nam. I wygraj. Napiszcie czy wasze plecaki nie są za ciężkie? Czy nie wzięliście na siebie zbyt wiele? Czego macie dość? Czy chcielibyście żyć bez zobowiązań? Czy warto tak żyć?Tekst może zostać przesłany tylko i wyłącznie za pośrednictwem pośrednictwem poczty elektronicznej na adres bezzobowiazan@agora.pl. Objętość tekstu nie może przekroczyć 10 tys. znaków (termin, o którym mowa w zdaniu poprzedzającym uznaje się za dotrzymany, jeżeli korespondencja zawierająca tekst zostanie odebrana przez serwer poczty elektronicznej Organizatora do dnia 15 marca 2010 roku godzina 23:59). Zapoznaj się z regulaminem konkursu Jest taka para, która od 28 lat wędruje pieszo przez świat z osiołkami. Pracują dorywczo, nie płacą podatków, nie mają domu. Żyją całkowicie bez zobowiązań? Nie, bo mają zobowiązania wobec siebie i swoich zwierząt. Ale wobec innych już nie. Wypisali się z systemu, nie mają aspiracji, nie chcą mieć nowego samochodu.
Piękne musi być takie życie. Można by je jeszcze bardziej zminimalizować i podróżować po świecie samotnie. Żeby nie mieć zobowiązań już zupełnie wobec nikogo. Życie bez zobowiązań ma swoje koszty. Kto chce takie wieść, nie otrzyma wsparcia od innych.
To takie ważne? Wsparcie emocjonalne jest najcenniejsze dla człowieka. Ludzie chcą słyszeć: 'Rozumiem twoje emocje'. W zasadzie wszyscy ludzie mają silną potrzebę przynależności społecznej, szybko nawiązują kontakty i relacje, wkładają dużo energii w ich utrzymanie, bardzo źle znoszą ich rozpad. To jest wrodzona, uniwersalna potrzeba ludzka i jest elementem wyposażenia naszego gatunku.
Skąd my to wiemy? Amerykańscy naukowcy Berkman i Syme zbadali w latach 70. XX wieku niewielki okręg Alameda w Kalifornii. Mieszkało tam około 10 tys. ludzi, więc można było wszystkich poddać testom. To były w zasadzie badania epidemiologiczne dotyczące stylu życia - koncentrowano się na używkach, zachowaniach prozdrowotnych, ale przy okazji zmierzono u ludzi intensywność działań prospołecznych. Badacze wrócili do Alamedy po dziesięciu latach i sprawdzili tylko, czy badani wcześniej ludzie jeszcze żyją. Okazało się, że najdłużej żyli ci, którzy mieli duże wsparcie społeczne, a nie ci, którzy na przykład mniej palili. Od tego czasu zbadano setki tysięcy ludzi w różnych krajach i wynik był zawsze taki sam.
Na pewno są ludzie, którzy nie potrzebują wsparcia. Nawet takie fizjologiczne potrzeby jak przyjmowanie pokarmów mogą być zahamowane, co czasem prowadzi do śmierci z powodu anoreksji. Więc i tak zwane potrzeby miękkie, jak wsparcie, mogą u niektórych nie występować. Myślę, że może to dotyczyć ludzi, którzy boją się więzi.
Skąd ten strach? Teoria przywiązania zakłada, że pewne wzorce nawiązywania bliskich relacji, które zostały zbudowane we wczesnym dzieciństwie, będą powtarzane w życiu dorosłym. Dominującym wzorcem (50-60 proc. osób) jest styl oparty na poczuciu bezpieczeństwa, które rozwija się u dzieci kochanych bezwarunkowo, które zawsze dostają pomoc, gdy jest źle. Ci ludzie nawiązują relacje bez problemów. Pozostali dzielą się mniej więcej na pół. Są wśród nich dzieci matek nieco histerycznych, które wpierw
dziecko biją i odpychają, a za chwilę przytulają. Tacy ludzie reagują ambiwalencją i lękiem na więzi. Chcieliby, ale się boją. A trzecia grupa przeszła w dzieciństwie trening odrzucenia. Ich obojętni
rodzice nie reagowali na potrzebę przytulenia. Oni w dorosłym życiu unikają bliskich związków i intymności.
Amerykanie nakręcili film 'W chmurach' o człowieku, który odciął się od wszystkiego. Ma puste mieszkanie, którego nie cierpi, i pracę, której jest oddany, która zmusza go do ciągłego podróżowania. Poza tym nie ma nic. Związków z innymi ani przedmiotów. Wszystko wozi z sobą w walizce. Twierdzi, że jest szczęśliwy. Myśli pan, że ten mężczyzna mógł przejść w dzieciństwie trening odrzucenia? Może to właśnie taki przypadek krańcowy. Ale równie ważne są czynniki społeczne. Amerykanie są ciekawym przypadkiem i nie od rzeczy jest, że to właśnie oni zrobili taki film. To społeczeństwo nomadów. Bywają lata, gdy 20 proc. spośród nich zmienia miejsce zamieszkania, co zupełnie zmienia sposób ich funkcjonowania. Amerykanie wychodzą poza tradycyjne społeczności, w których znaczna większość ludzkości żyje w dużej, rozbudowanej rodzinie, wśród kuzynów. W Stanach Zjednoczonych instytucja terapeuty jest powszechniejsza niż w Europie, bo jest dla nich protezą normalnego życia. Oni płacą po sto dolarów za godzinę za to, co my mamy za darmo z kuzynem.
Nasi dziadkowie uważali, że człowiek przede wszystkim jest zobowiązany założyć rodzinę. Dla pokolenia dzisiejszych 70-, 80-latków zobowiązania życiowe były sensotwórcze. Założenie rodziny i posiadanie dzieci nadawało życiu sens. Jak się z nimi teraz rozmawia, mówią, że innego życia nie potrafili sobie wyobrazić. Bo też nie było co z nim zrobić. Społeczeństwo było tradycyjne, każdy miał przypisaną rolę i zadaniem dorosłego człowieka było zostać matką lub ojcem.
A praca była tylko po to, żeby zapewnić byt rodzinie?