Z Piotrem Pazińskim rozmawia Karolina Sulej
ZOBACZ TAKŻE
- Kobieta zabija święty spokój (16-02-10, 01:00)
- Szukam kogoś dla siebie (09-02-10, 01:00)
- Umieranie przy placu Vendome (30-03-10, 02:00)
- Łysy, czyli męski (04-03-10, 01:00)
- Można wziąć tylko jedną parę butów (02-03-10, 01:00)
- Neron pieprzył miód (02-02-10, 01:00)
- Niech to będzie prawdziwa wścieklica (14-04-10, 01:00)
Las to w baśniach przestrzeń nieświadomości, niedojrzałości. Zastawiam się, czy pisanie 'Pensjonatu' nie było dla ciebie przemierzaniem takiego baśniowego lasu, żeby uporać się ze swoimi lękami i dojrzeć.
Las po prostu był w miejscu, o którym piszę. Las w Śródborowie to jedyny las, jaki toleruję. Las zdecydowanie sympatyczny. Nie jest gęsty, podmokły, nie ma tam jakichś groźnych krzaczorów, robactwa, komarów, nadmiaru przyrody. Po prostu rosną sosny na wydmie. Można spacerować i się człowiek nie zgubi.
Gdy czytałam twoje opisy lasu, wcale nie wydawał mi się on sympatyczny. Myślałam o słowach jednego z bohaterów 'Shoah' Lanzmanna - Szymona Srebrnika, który spacerując między sosnami, mówi: 'Myślałem, że zostanie tylko las i ja'.
Lasy oczywiście widziały rzeczy straszne. Polska przyroda była świadkiem rzezi, masowych rozstrzeliwań, likwidacji, mordów. Jest przez to miejscem w pewien sposób skażonym, nieczystym.
W miejscu, gdzie były doły spaleniskowe w obozie w Brzezince, rośnie przepiękna zielona trawa.
Cmentarz Żydowski na Gęsiej na Muranowie też jest miejscem takiej rozbuchanej wegetacji. Bardzo lubię zwiedzać cmentarze. Najbardziej te stare, zaniedbane, z bujną roślinnością. Lubię też cmentarze w Izraelu, chociaż tam wcale nie ma bujnej roślinności, jedynie pojedyncze cyprysy w wygrzanej czerwonej ziemi.
Niemal każdy rozdział 'Pensjonatu' zaczynasz opisem mgły lub przebijającego się przez nią promienia światła.
Podróż w przeszłość, którą opisuję, ma wiele z logiki snu. A też w Śródborowie jesienią często jest mgliście. Mgła tworzy rodzaj pierwszej materii, z której wyłaniają się rzeczy, kształtują. Światło przenika przez mgłę i ją oświetla. Nie ma mgły w ciemnościach.
'Na początku były tory kolejowe' - tak zaczyna się twoja opowieść o Śródborowie. To początek pewnego świata. Ale jednocześnie można to interpretować jako symbol początku drogi Żydów ku Zagładzie.
Kiedy to pisałem, nie myślałem o Holocauście. Myślałem o początku świata, który się wzdłuż tych torów tworzył. Świata, w którym jako dziecko siadałem przy torach i liczyłem wagony. I to były zwykle wagony towarowe. Nadwiślańska linia kolejowa i rampa w Otwocku dopiero później straciły dla mnie niewinność i nabrały potwornej wojennej konotacji. W książce chciałem odtworzyć swoją świadomość dziecka. A o tym, że z "mojej" rampy odwożono ludzi do Treblinki, dowiedziałem się już jako dorosły.
Początek stwarzania twojego świata przywodzi też na myśl pierwsze zdania Księgi Rodzaju. Wiele w twojej książce biblijnych opowieści, midraszy. Opowiadasz na przykład midrasz o śnie Jakuba 'W Piśmie jest powiedziane, że kiedy Jakub spał na kamieniach, to zdawało mu się, że widzi anioły, jak biegają po drabinie, która sięgała od ziemi do samego nieba'. Czy te anioły na drabinie to nie jest twoje pytanie o Zagładę?
Chciałem szukać obrazów, które kształtują naszą wyobraźnię, wokół których ona się krystalizuje. Taka mityzacja rzeczywistości z Schulza rodem. Schulz mówił, że opis powozu w 'Królu olch' Goethego, którego czytał mu ojciec, jest pierwszą rzeczą, jaką pamięta. Buda z zapalonymi latarniami mknąca gdzieś w las. Zastanawiałem się, co u mnie jest takim powozem. Okazał się nim stary, pełen starych ludzi dom wypoczynkowy. Kręte korytarze, dziwne sprzęty, puste jadalnie. To moje rzeczy pierwsze. Jednym z najważniejszych autorów, który wpłynął na mój sposób oglądania świata, był Tadeusz Kantor. Jego spektakle widziałem, niestety, tylko na wideo, ale oglądałem je dziesiątki razy. Przyjąłem też jego słowa z manifestu 'Klasa szkolna', o tym, że 'wspomnienie ma w sobie tajemniczą, niewyobrażalną siłę i że jest żywiołem, który potrafi niszczyć i tworzyć, stoi u początku kreacji'. Gdy pod koniec książki opisuję staruszków idących w las, to ta wizja nie wywodzi się z jakichś wyobrażeń Holocaustu, ale z 'Umarłej klasy' czy z 'Wielopola'.
Mówiłam o aniołach na drabinie w kontekście Zagłady także dlatego, że skojarzyły mi się z innym komentarzem rabinicznym, który przywołujesz: 'Sprawiedliwych Bóg szybciej powołuje do siebie, żeby nie zdążyli zgrzeszyć, a grzeszników obdarza długim żywotem, żeby naprawili swoje niegodziwości'.
To komentarz do wersetu z Koheleta. Absolutnie naruszający nasze poczucie sprawiedliwości. Nie zostawia w spokoju. Zwłaszcza że Kohelet przyjmuje, że nie będzie nagrody w przyszłym życiu, bo ono kończy się na tym świecie. Umieramy i that's it.
'Krajobraz melancholijny. Tak już musi być. Pewnie całkiem odwrotnie, niżby życzyli sobie oni, którzy wprowadzali mnie w świat i mieli ambicje wskazywać drogę. Zawsze wszystko wychodzi na odwrót. Wszystko źle się kończy'. Czujesz, że dziadkowie zarazili cię pesymizmem?
Bardzo się starali, żebyśmy byli zadowoleni, szczęśliwi. Nieświadomie obciążali nas swoimi traumami, swoimi świrami. Opowieści wojenne, przedwojenne, o nędzy, złym losie. To był trochę szantaż moralny, koniec końców zabawny przez swoją powtarzalność: 'Zjedz coś, bo jak byliśmy w Uzbekistanie, to nie było nic do jedzenia, przed wojną jeden kurczak musiał starczyć na 40 osób, 10 osób spało pokotem w jednym pokoju'. U ludzi tego pokolenia królował dziwaczny ascetyzm - nie chodzi się do kawiarni, bo to burżuazyjne, nie śpi się długo, bo to burżuazyjne. 'Cieszymy się, że tobie jest lepiej, ale pamiętaj, że nam było gorzej'. Taka martyrologia związana z wywoływaniem poczucia winy. Moi rozmaici wujkowie opowiadali mi nie tylko historie o Zagładzie. To byli komuniści, dla których wojna stanowiła tylko jedną z rzeczy, które się nie udały. Mieli poczucie zmarnowanego życia. Mój 90-letni wujek nieraz dawał mi do zrozumienia, że czuje, że przewalczył 60 lat dla sprawy, z której nic nie zostało. Co innego ich krewni, którzy wyjechali do Izraela. Jak widzę starych Żydów w Izraelu, to zwykle są z siebie zadowoleni, spełnieni. Niezależnie od tego, czy byli kibucnikami, czy religijnymi Żydami, odczuwali satysfakcję z uczestnictwa w budowaniu państwa. Z czegoś, co ma trwać.
Częściej mówiono o komunizmie czy o Zagładzie?
Raczej po prostu o wojnie. Chodziło się na różne wojenne kwatery, najczęściej na te, które część dzisiejszej władzy uważa za nieprawomyślne, czyli na te tak zwane ludowe, nie AK-owskie. O AK i Powstaniu Warszawskim w moim domu się nie mówiło, to nie była ta tradycja. Od tej współczesnej narracji historycznej jestem całkowicie odcięty. Ale byłem tak samo maltretowany sanacją i bitwą pod Lenino jak dzieci, które musiały wysłuchiwać na okrągło historii o Powstaniu. Jestem pewnie równie przeciążony historią jak mój czysto polski odpowiednik. O Zagładzie opowiadano najmniej. Może dlatego, że większość moich bliskich spędziła wojnę poza Polską, nie widziała najgorszego. Wróciła za to na miejsce, gdzie nic nie było. Nie rozumiem, jak oni byli w stanie wytrzymać w powojennej Polsce, pamiętając o przedwojennych ulicach, o których wciąż opowiadali - Gęsiej, Ptasiej, Pawiej. Co musieli sobie przestawić w głowie, żeby móc żyć w tej pustce. Dla mnie najbardziej racjonalne w tamtym czasie byłoby spakowanie manatków i ucieczka jak najdalej. Być może czuli, że muszą pilnować grobów, zostać jako ci 'ostatni', albo jakoś próbować odbudowywać życie. Tym, którzy byli komunistami, w pozostaniu na gruzach pomagała pewnie ich wiara w świetlaną przyszłość. Ale świat przedwojenny był cały czas dla nich tak żywy, jakby istniał równolegle.
Czy sądzisz, że jest w Polsce przyzwolenie na twoją narrację, twoją tradycję? Ma szanse stać się 'modna'? Dostałeś w końcu Paszport 'Polityki'.
Tylko że dwie godziny później w Onecie przeczytałem, że ja dostałem, bo jestem 'mniejszość etniczna', a Karol Radziszewski, bo pedał. Poprawność polityczna względem mniejszości. Zawsze mnie bawi, że ludzie tak psioczą na 'Politykę', na 'Gazetę Wyborczą', na nagrodę Nike, że znowu dostał jakiś Żyd albo feministka, albo ktoś podobnie paskudny, ale z drugiej strony cierpią, że ta straszna 'Polityka' znów nie doceniła autorów prezentujących właściwe oblicze ideowe, będących solą naszej ziemi, że oni znów zostali zlekceważeni przez antypolski salon. Zamiast korzystać z dobrodziejstw demokracji i ufundować sobie własną nagrodę.
Las po prostu był w miejscu, o którym piszę. Las w Śródborowie to jedyny las, jaki toleruję. Las zdecydowanie sympatyczny. Nie jest gęsty, podmokły, nie ma tam jakichś groźnych krzaczorów, robactwa, komarów, nadmiaru przyrody. Po prostu rosną sosny na wydmie. Można spacerować i się człowiek nie zgubi.
Gdy czytałam twoje opisy lasu, wcale nie wydawał mi się on sympatyczny. Myślałam o słowach jednego z bohaterów 'Shoah' Lanzmanna - Szymona Srebrnika, który spacerując między sosnami, mówi: 'Myślałem, że zostanie tylko las i ja'.
Lasy oczywiście widziały rzeczy straszne. Polska przyroda była świadkiem rzezi, masowych rozstrzeliwań, likwidacji, mordów. Jest przez to miejscem w pewien sposób skażonym, nieczystym.
W miejscu, gdzie były doły spaleniskowe w obozie w Brzezince, rośnie przepiękna zielona trawa.
Cmentarz Żydowski na Gęsiej na Muranowie też jest miejscem takiej rozbuchanej wegetacji. Bardzo lubię zwiedzać cmentarze. Najbardziej te stare, zaniedbane, z bujną roślinnością. Lubię też cmentarze w Izraelu, chociaż tam wcale nie ma bujnej roślinności, jedynie pojedyncze cyprysy w wygrzanej czerwonej ziemi.
Niemal każdy rozdział 'Pensjonatu' zaczynasz opisem mgły lub przebijającego się przez nią promienia światła.
Podróż w przeszłość, którą opisuję, ma wiele z logiki snu. A też w Śródborowie jesienią często jest mgliście. Mgła tworzy rodzaj pierwszej materii, z której wyłaniają się rzeczy, kształtują. Światło przenika przez mgłę i ją oświetla. Nie ma mgły w ciemnościach.
'Na początku były tory kolejowe' - tak zaczyna się twoja opowieść o Śródborowie. To początek pewnego świata. Ale jednocześnie można to interpretować jako symbol początku drogi Żydów ku Zagładzie.
Kiedy to pisałem, nie myślałem o Holocauście. Myślałem o początku świata, który się wzdłuż tych torów tworzył. Świata, w którym jako dziecko siadałem przy torach i liczyłem wagony. I to były zwykle wagony towarowe. Nadwiślańska linia kolejowa i rampa w Otwocku dopiero później straciły dla mnie niewinność i nabrały potwornej wojennej konotacji. W książce chciałem odtworzyć swoją świadomość dziecka. A o tym, że z "mojej" rampy odwożono ludzi do Treblinki, dowiedziałem się już jako dorosły.
Początek stwarzania twojego świata przywodzi też na myśl pierwsze zdania Księgi Rodzaju. Wiele w twojej książce biblijnych opowieści, midraszy. Opowiadasz na przykład midrasz o śnie Jakuba 'W Piśmie jest powiedziane, że kiedy Jakub spał na kamieniach, to zdawało mu się, że widzi anioły, jak biegają po drabinie, która sięgała od ziemi do samego nieba'. Czy te anioły na drabinie to nie jest twoje pytanie o Zagładę?
Chciałem szukać obrazów, które kształtują naszą wyobraźnię, wokół których ona się krystalizuje. Taka mityzacja rzeczywistości z Schulza rodem. Schulz mówił, że opis powozu w 'Królu olch' Goethego, którego czytał mu ojciec, jest pierwszą rzeczą, jaką pamięta. Buda z zapalonymi latarniami mknąca gdzieś w las. Zastanawiałem się, co u mnie jest takim powozem. Okazał się nim stary, pełen starych ludzi dom wypoczynkowy. Kręte korytarze, dziwne sprzęty, puste jadalnie. To moje rzeczy pierwsze. Jednym z najważniejszych autorów, który wpłynął na mój sposób oglądania świata, był Tadeusz Kantor. Jego spektakle widziałem, niestety, tylko na wideo, ale oglądałem je dziesiątki razy. Przyjąłem też jego słowa z manifestu 'Klasa szkolna', o tym, że 'wspomnienie ma w sobie tajemniczą, niewyobrażalną siłę i że jest żywiołem, który potrafi niszczyć i tworzyć, stoi u początku kreacji'. Gdy pod koniec książki opisuję staruszków idących w las, to ta wizja nie wywodzi się z jakichś wyobrażeń Holocaustu, ale z 'Umarłej klasy' czy z 'Wielopola'.
Mówiłam o aniołach na drabinie w kontekście Zagłady także dlatego, że skojarzyły mi się z innym komentarzem rabinicznym, który przywołujesz: 'Sprawiedliwych Bóg szybciej powołuje do siebie, żeby nie zdążyli zgrzeszyć, a grzeszników obdarza długim żywotem, żeby naprawili swoje niegodziwości'.
To komentarz do wersetu z Koheleta. Absolutnie naruszający nasze poczucie sprawiedliwości. Nie zostawia w spokoju. Zwłaszcza że Kohelet przyjmuje, że nie będzie nagrody w przyszłym życiu, bo ono kończy się na tym świecie. Umieramy i that's it.
'Krajobraz melancholijny. Tak już musi być. Pewnie całkiem odwrotnie, niżby życzyli sobie oni, którzy wprowadzali mnie w świat i mieli ambicje wskazywać drogę. Zawsze wszystko wychodzi na odwrót. Wszystko źle się kończy'. Czujesz, że dziadkowie zarazili cię pesymizmem?
Bardzo się starali, żebyśmy byli zadowoleni, szczęśliwi. Nieświadomie obciążali nas swoimi traumami, swoimi świrami. Opowieści wojenne, przedwojenne, o nędzy, złym losie. To był trochę szantaż moralny, koniec końców zabawny przez swoją powtarzalność: 'Zjedz coś, bo jak byliśmy w Uzbekistanie, to nie było nic do jedzenia, przed wojną jeden kurczak musiał starczyć na 40 osób, 10 osób spało pokotem w jednym pokoju'. U ludzi tego pokolenia królował dziwaczny ascetyzm - nie chodzi się do kawiarni, bo to burżuazyjne, nie śpi się długo, bo to burżuazyjne. 'Cieszymy się, że tobie jest lepiej, ale pamiętaj, że nam było gorzej'. Taka martyrologia związana z wywoływaniem poczucia winy. Moi rozmaici wujkowie opowiadali mi nie tylko historie o Zagładzie. To byli komuniści, dla których wojna stanowiła tylko jedną z rzeczy, które się nie udały. Mieli poczucie zmarnowanego życia. Mój 90-letni wujek nieraz dawał mi do zrozumienia, że czuje, że przewalczył 60 lat dla sprawy, z której nic nie zostało. Co innego ich krewni, którzy wyjechali do Izraela. Jak widzę starych Żydów w Izraelu, to zwykle są z siebie zadowoleni, spełnieni. Niezależnie od tego, czy byli kibucnikami, czy religijnymi Żydami, odczuwali satysfakcję z uczestnictwa w budowaniu państwa. Z czegoś, co ma trwać.
Częściej mówiono o komunizmie czy o Zagładzie?
Raczej po prostu o wojnie. Chodziło się na różne wojenne kwatery, najczęściej na te, które część dzisiejszej władzy uważa za nieprawomyślne, czyli na te tak zwane ludowe, nie AK-owskie. O AK i Powstaniu Warszawskim w moim domu się nie mówiło, to nie była ta tradycja. Od tej współczesnej narracji historycznej jestem całkowicie odcięty. Ale byłem tak samo maltretowany sanacją i bitwą pod Lenino jak dzieci, które musiały wysłuchiwać na okrągło historii o Powstaniu. Jestem pewnie równie przeciążony historią jak mój czysto polski odpowiednik. O Zagładzie opowiadano najmniej. Może dlatego, że większość moich bliskich spędziła wojnę poza Polską, nie widziała najgorszego. Wróciła za to na miejsce, gdzie nic nie było. Nie rozumiem, jak oni byli w stanie wytrzymać w powojennej Polsce, pamiętając o przedwojennych ulicach, o których wciąż opowiadali - Gęsiej, Ptasiej, Pawiej. Co musieli sobie przestawić w głowie, żeby móc żyć w tej pustce. Dla mnie najbardziej racjonalne w tamtym czasie byłoby spakowanie manatków i ucieczka jak najdalej. Być może czuli, że muszą pilnować grobów, zostać jako ci 'ostatni', albo jakoś próbować odbudowywać życie. Tym, którzy byli komunistami, w pozostaniu na gruzach pomagała pewnie ich wiara w świetlaną przyszłość. Ale świat przedwojenny był cały czas dla nich tak żywy, jakby istniał równolegle.
Czy sądzisz, że jest w Polsce przyzwolenie na twoją narrację, twoją tradycję? Ma szanse stać się 'modna'? Dostałeś w końcu Paszport 'Polityki'.
Tylko że dwie godziny później w Onecie przeczytałem, że ja dostałem, bo jestem 'mniejszość etniczna', a Karol Radziszewski, bo pedał. Poprawność polityczna względem mniejszości. Zawsze mnie bawi, że ludzie tak psioczą na 'Politykę', na 'Gazetę Wyborczą', na nagrodę Nike, że znowu dostał jakiś Żyd albo feministka, albo ktoś podobnie paskudny, ale z drugiej strony cierpią, że ta straszna 'Polityka' znów nie doceniła autorów prezentujących właściwe oblicze ideowe, będących solą naszej ziemi, że oni znów zostali zlekceważeni przez antypolski salon. Zamiast korzystać z dobrodziejstw demokracji i ufundować sobie własną nagrodę.
Źródło: Wysokie Obcasy
1
2
następne »
Przeczytaj 6 komentarzy na Forum
-
Nieczyste miejsca
pochodnia_nerona
25.02.10, 22:13
Po lekturze tego wywiadu, pan Paziński jawi mi się jako dość pretensjonalnyosobnik. Knajpy, dysputy w oparach dymu - cacy, a sport jest be. Oczywiście,ma prawo do własnego zdania, jednak »
W numerze z 31 lipca
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień










