Jak naprawdę wygląda kobieta po urodzeniu dziecka?
red.
2010-02-19, ostatnia aktualizacja 2010-02-25 18:00
Drogie czytelniczki, dziękujemy Wam za wszystkie listy opowiadające o tym, jak czułyście się w swoim ciele tuż po urodzeniu dziecka. Artykuł "Tu mieszkało dziecko" zapoczątkował dyskusję o tym, co wciąż dla wielu osób stanowi temat tabu. Dziękujemy Wam za to, że zechciałyście zabrać głos w tak ważnej sprawie. Z przyjemnością publikujemy listy, które nadesłałyście do naszej redakcji.
ZOBACZ TAKŻE
- Tu mieszkało dziecko (25-02-10, 01:00)
Przeczytaj cały artykuł "Tu mieszkało dziecko"
Po dziesięciu miesiącach w końcu naprawdę czuję się w swoim ciele
Kiedy patrzyłam na swoje zdjęcia zrobione rok przed urodzeniem dziecka, po prostu nie wierzyłam, że kiedyś tak wyglądałam. Całkiem niezła figura, biuścik miseczka C, ładnie opalona z prawie idealną cerą. Po ciąży zmieniłam się cała ja. Zostało mi 11 kilogramów do zrzucenia. Stosowałam dietę, oraz codziennie ćwiczyłam, ale waga prawie stała w miejscu. Od drugiego miesiąca ciąży na twarzy pojawiły mi się czerwone plamy, które jak stwierdzili lekarze miały samoistnie zniknąć po około pół roku po porodzie. Mój zgrabny biuścik z miseczki C powiększył się do wielkich balonów o rozmiarze DD, a nogi w około 50 proc. swojej powierzchni pokryte były popękanymi naczyńkami krwionośnymi. Do tego wszystkiego moje hormony całkowicie oszalały i przez bardzo długi czas miałam "niekończącą się" miesiączkę. Jedynym pocieszeniem był absolutny brak rozstępów. Mimo wszystko byłam załamana. Na całe szczęście przed zajściem w ciążę zrezygnowałam z pracy więc nie musiałam pokazywać się w takim niekomfortowym dla mnie stanie w biurze.
Często słyszałam, że jak w czasie ciąży kobieta brzydnie to urodzi się córka. Opiekowałam się dzieckiem a wolnych chwilach wyszukiwałam w internecie nowe diety, nakładałam maseczki, stosowałam "brzuszki" i hula hop, testowałam co raz to nowsze kosmetyki oraz przyrządy do masażu eliminujące cellulit. Postanowiłam również wymienić garderobę na troszkę większą niż ta z przed zajściem w ciążę i troszkę mniejszą niż ta po ciąży. Moment zakupów przepełnił mnie ogromną radością i optymizmem do momentu kiedy nie zaczęłam przymierzać nowych ubrań. Przymierzalnia, jak każda inna, miała zamocowane na ścianach lustra oraz wyposażona była w bardzo jasne oświetlenie. Po urodzeniu synka nie miałam ani czasu ani okazji oglądać siebie w tak profesjonalnych warunkach. Kiedy rozebrałam się po prostu nie wierzyłam własnym oczom wyglądałam jak.... jak nie ja, jakby ktoś podmienił mi ciało!!! W każdej rzeczy jaką przymierzyłam wyglądałam dziwnie spodnie w pupie były za duże a w pasie za małe, każda bluzka podsuwała mi się do góry odkrywając zwisający brzuch a z biustonosza "wylewała się" lewa pierś. Za to kiedy przemiła Pani sprzedawczyni wzięła moje wymiary i podała mi, jak stwierdziła "idealny dla mnie biustonosz" okazało się, że faktycznie nic mi się z niego "nie wylewa" ale za to na plecach tworzą mi się paskudne fałdy. Wyszłam ze sklepu załamana, obrażona na cały świat i oczywiście na sprawcę tego zamieszania czyli ojca mojego syna.
Od momentu urodzenia dziecka minęło prawie 10 miesięcy. Nareszcie, lekarze stwierdzili, że te plamy na twarzy to trądzik i przepisali mi antybiotyk, który co prawda zdewastował mój żołądek, ale działa i moja twarz pięknieje. Do uzyskania wagi z przed ciąży pozostało mi jeszcze zrzucić 3 kg ale i tak moja figura jest całkiem niezła. Zmieniam fryzurę a w niedalekiej przyszłości planuje odwiedzić specjalistę, który zajmie się moimi popękanymi naczyńkami na nogach. Czuję się naprawdę nieźle w SWOIM ciele. Nie ukrywam, że za dwa może trzy lata chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko ale wiem, że moje ciało znów się zmieni nie do poznania. Był już trądzik, hemoroidy i popękane naczyńka krwionośne co będzie następne przy kolejnej ciąży?... i właśnie tego się obawiam, chociaż moja Mama zwykła mawiać "Pamiętaj córko, każda ciąża jest inna". Magpon
Niech ciąża pozostanie stanem widocznym
Nie każdy mężczyzna wraca z wojny pokryty bliznami, a jeśli tak, są one powodem do dumy. Kobiece blizny są wstydliwe, i nieestetyczne, trzeba im zapobiegać, dusić w zarodku, a w ciąży dbać o linię i skórę, kupować kremy przed i po. W dzisiejszej rannej telewizji usłyszałam od pana Jagielskiego, że powinno się ćwiczyć, żeby nie mieć rozstępów. Myślę, że panowie w ogóle z tego tematu powinni być zwolnieni. Kilka lat temu opasły ginekolog zaproponował mi, będącej wtedy w ciąży, dietę warzywną raz w tygodniu, żebym nie przytyła za dużo. Niech ciąża pozostanie stanem widocznym, a zmiany w naszej psychice i ciele akceptowane. Rozciągnięta Matka Polka, lub jak kto woli "mamuśka"
Czy miernikiem mojej atrakcyjności musi być wzwód jakiegoś obcego pana?
Dziękuję za ukazanie rzeczywistości, która niby jest ukryta, a towarzyszy nam na co dzień. Zdjęcia w artykule są piękne, bo naturalne. Takie jesteśmy i tak wyglądamy, my kobiety, po porodach. Grubsze, chudsze, pofałdowane, zasuszone, lekko obwisłe. Zastanawiam się nad wypowiedziami dziewczyn, które zwracają uwagę na fakt, że w ciąży i jako matki nie stanowią już obiektu seksualnego dla mężczyzn i pytam się siebie, czy to źle? Czy ja jako trzydziestodwulatka, matka trojki dzieci, żona naprawdę musze podobać się wszystkim mężczyznom, których napotykam codziennie na swej drodze? Czy miernikiem mojej atrakcyjności jako człowieka naprawdę musi być hipotetyczny wzwód jakiegoś obcego pana i myśli co by mi zrobił, jakby mnie złapał?
Czy my kobiety musimy same sprowadzać się same tylko do obiektów seksualnych? A jeśli na naszej drodze życia przydarzy się nam "coś" w stylu dziecka i jego nieznośnej tendencji do osiągania prawie 4 kg w naszym płaskim brzuchu, to przez resztę życia będziemy "naprawiać" skutki jego zaistnienia? Naprawdę nie mamy nic więcej do zaoferowania swym partnerom poza częstszym lub rzadszym rozchyleniem ud? Gdzie jest miejsce na rozmowę, na czułość, na ten ulotny i jedyny w swoim rodzaju miłosnej wyrozumiałości dla niedoskonałości tego jedynego lub jedynej? Może zamiast oglądać się krytycznie w lustrze i w oczach zupełnie obcych nam osób skupić się bardziej na tej nowo powstałej "komórce społecznej"? Dlaczego wkładamy w słowa i głowy mężczyzn swoje myśli i bzdurne, wyssane z palca kompleksy, które serwują nam tonami kolorowe gazetki dla plastikowych księżniczek - prostytutek, o których pisała już kiedyś pani Szczepkowska? Czemu traktujemy mężczyzn wyłącznie jako proste w obsłudze przedmioty do spełnienia brudnych bądź nielubianych czynności domowych i zarabiania? Czy dajemy szansę chłopakowi, który jest naszym mężem do stania się ojcem, tatą? Jest miejsce na pytania jak on czuje się w nowej roli? Może wręczony pas gumowy do ściskania brzucha to nieporadny sposób na podbudowanie naszego podupadłego ego i czysto męska, konkretna forma pomocy? Dlaczego, jak mawia mądry bohater pewnej kreskówki - nie chcemy dorosnąć i zgodnie z biegiem czasu stawać się zadbanymi ale naturalnymi żonami, mamusiami, babciami? Jak nauczyć dziecko empatii i czytania emocji z twarzy matki napiętej jak struna jadem kiełbasianym? Jak nie wprowadzać w zakłopotanie nastoletniej córki poszukującej rozpaczliwie swej tożsamości i wzoru do naśladowania mając twarz nieskalaną myślą i ciało odziane w ten sam rodzaj ciuchów kupowanych w sklepach dla dzieci? Żadnej zmarszczki, bodaj piega po romantycznych nadmorskich, namiotowych, słonecznych wakacjach w dajmy na to w 1974 roku? Komu uśmiechnięty od ucha do ucha wnuczek powie: Jesteś babciu śliczna jak jabłuszko, taka mięciutka i pomarszczona ? Czy do kogoś po liftingach wypada i czy można powiedzieć słodko: babuniu? Anna H-W
I tak stałam się kobietą
Mam na imię Barbara, lat 32 i jestem mama 7 letniego Eryka oraz 5 letniej Agaty. Jak się czuje po porodzie, a raczej jak się czułam...bo było to w końcu kupę lat temu. Jednak nie dla mnie, tego się tak szybko nie zapomina. Cóż, na wstępie muszę powiedzieć kilka zdań o sobie. Zanim stałam się mamą, wiadomo, człowiek jak jest niedojrzały widzi głownie w sobie niedoskonałości, traci czas i ciekawe znajomości przez swoja wstydliwość. I tak dokładnie było ze mną. Chyba nie czułam się piękną dziewczyną, ale za to zawsze miałam wielu dobrych kolegów. Nie widziałam w sobie kobiety, choć w środku na pewno bardzo się nią czułam. Po porodzie stało się coś niesamowitego. Pewnego dnia pomyślałam: moje ciało wydało na świat takiego pięknego chłopca i nabrałam do niego szacunku (do ciała również), a tym samym do siebie. Pomyślałam: skoro narodziny dziecka to taki wielki cud, to ja jest narzędziem tego cudu. To mi się wydawało niesamowite i tak jest do tej pory. Pamiętam pierwszy poranek zaraz po porodzie...Skóra mi się zrobiła bardzo wrażliwa i wydawała się bardzo gładka, miałam nabrzmiałe cyce od mleka (piękne!...sterczące i różowiutkie), cala pachniałam ciepłem i spaniem. Brzuch wcisnęłam w pas elastyczny i uśmiechałam się do siebie w lusterku nad umywalką szpitalną. Nawet włosy powykręcane we wszystkie strony wydawały się być ładne. Myślę, że spłynęła na mnie wtedy jakąś niebiańska radość. Szpitalna bulka z masłem i zupa mleczna smakowała nadzwyczajnie, a październikowe słonce wpadające do pokoju było cudne...I tak z dziewczyny stałam się kobietą. Barbara W.
Ten artykuł pomoże mi wyleczyć się z depresji poporodowej
Dziękuje Wam za niesłychanie interesujący artykuł. Nareszcie coś, co być może wyleczy mnie z resztek depresji poporodowej. Urodziłam przez cesarskie ciecie dwie córeczki. Maja dziś 15 i 12 lat. Szmat czasu. Są jednak obrazy z tamtego okresu, których nie da się wymazać od ręki. Obie karmiłam piersią do roku. O ile pocięty brzuch w "uśmiech" goił się w miarę szybko, to jednak piersi nie dało się tak zagoić, aby były przecież moją wielka dumą. Karmiąca kobieta jest piękna. Cudowne okrągłe piersi. A potem przestałam karmić i przeżyłam autentyczny szok, który tylko dzięki cudownemu zachowaniu mojego męża przetrwałam. Skora na piersiach wisiała jak u afrykańskich kobiet!! To powinno się również pokazać! Bardzo przykry widok. Pytałam siebie, czy tylko ja tak przerażająco wyglądam? I co tu jest takiego wspaniałego w tym macierzyństwie, skoro kobieta płaci za nią taką cenę? Najpierw morze bólu, upokorzenia w ciąży i połogu, który na szczęście kobieta szybko zapomina. A teraz mój wygląd! Kładąc się na brzuchu leżałam płasko, jak nigdy przedtem. Plaska jak deska!! Boże, myślałam, tu pomoże tylko operacja plastyczna. Płaskie i długie piersi były okropne. Nie mogłam siebie oglądać w lustrze. Mam bardzo dowcipnego męża, który skomentował to tak: "ależ kochanie, do igraszek w łóżku wystarczy, a jak będą przeszkadzać, nawiniemy na walki do włosów. Uwielbiam twoje piersi, nawet takie są piękne!" Wiem już, dlaczego wybrałam go na ojca moich dzieci. Właśnie dlatego!! Kocham Cię mój mężu. Te piękne kobiety, które rodzą dzieci wszystkie płacą taką samą cenę swoim ciąłem. Ja zaczęłam uprawiać sporty - przede wszystkim pływanie. I dopiero to pomogło. Trwało to niestety bardzo długo. I właściwie trwa po dziś dzień. Potem gdzieś przeczytałam, że kobieta po 30-tym roku życia dostaje od matki -natury skore, która nie ulega rozstępom, których rzeczywiście nie mam. Ja byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem mając 31 lat. To tak ku pociesze tzw. późnym pierwiastkom. Młodsze szybciej dochodzą do siebie, ale te starsze dostają w zamian za podjętą decyzje o macierzyństwie wytrzymalszą skórę i większy wewnętrzny spokój. Beata D.
Taka jest kolej rzeczy. I już
Kiedy zaszłam w ciążę, moje pierwsze myśli krążyły właśnie wokół mojego ciała. Zadawałam sobie pytanie: jak ono będzie wyglądało i jak będzie się zmieniać. Wyobrażałam sobie, że będę gruba, że nie będę się mieściła w swoje ulubione ciuchy. Ale co tam, myślałam - "będę miała dzidziusia". Dbałam o siebie i o swoje ciało w ciąży już od pierwszych miesięcy, używałam kremów na rozstępy, nawilżających itp. Obiecałam sobie, że nie przytyję dużo, tylko tyle, ile będzie trzeba. Oczywiście o ile mi na to pozwolą moje hormony. Faktycznie, nie przytyłam dużo, nie mam rozstępów i szybko wróciłam do swojej wagi. Synek przyszedł na świat drogą cesarskiego cięcia, z tą jednak różnicą, że cesarskie cięcie jest od pępka w dół. Nie zakryję tej blizny żadnym bikini, a bardzo lubię je nosić. Tak naprawdę to nie zamieniłabym nigdy tej blizny na gładki brzuszek, bo mam mojego ślicznego, zdrowego synka. Taka jest rola i kolej rzeczy, po porodzie nasze ciała się zmieniają i to w różny sposób. Anna
Praca czy dziecko? Musimy wybierać.
Początki macierzyństwa były bardzo trudne. Były chwile, że wydawało mi się, że decyzję o macierzyństwie podjęłam zbyt pochopnie. Z dnia na dzień ja i mój synek uczymy się siebie na wzajem. Nauka ta chyba idzie nam coraz lepiej. Maluszek jest szczęśliwy, a ja jestem spokojna. A raczej byłam, do chwili kiedy musiałam porozmawiać z moim pracodawcą (a jest nim kobieta) o powrocie do pracy. Myślałam, że mam ogromne szczęście, bo kto lepiej zrozumie kobietę jak nie inna kobieta? Jakie było moje zaskoczenie, kiedy dowiedział się, że dla mnie nie będzie już pracy. Pracowałam na stanowisku kierownika biura. W chwili kiedy dowiedział się, że jestem w ciąży postanowiłam sobie, że będę inna niż moje koleżanki i nie będę uciekała na zwolnienia lekarskie. Czułam się dobrze. W czasie ciąży jedyną przerwę w pracy jaką miałam, to urlop wypoczynkowy (koleżanki wypoczywały już wtedy od kilku miesięcy na zwolnieniach lekarskich). Nie ma do nich żalu, nie chce też robić z siebie bohatera, bo nim nie jestem. Jest bardzo wiele kobiet takich jak ja. Za wszelka cenę chciałam udowodnić, że jestem dobrym pracownikiem. Na wizyty do lekarza chodziłam po godzinach pracy, lub przed rozpoczęciem pracy. Ani razu nie poprosiłam mojego pracodawcy o to, żeby traktował mnie inaczej niż pozostałych pracowników. Chciałam też pokazać swoim podwładnym, że warto być solidnym i uczciwym pracownikiem. Pracowałam tak samo ciężko jak oni. Byłam dobrym pracownikiem czego dowodem były premie przyznawane mi przez pracodawcę, premie przyznawane nim pracodawca dowiedział się że jestem w ciąży. Pracowałam bardzo ciężko do końca 8 miesiąca Wtedy to lekarz podjął decyzję o zwolnieniu lekarskim. Jakaż byłam naiwna myśląc, że ciężką pracą udowodnię, że warto czekać na takiego pracownika. Kilka dni temu poczułam się jakby mi ktoś dał w twarz. Jak ostatni śmieć. Poczułam się niepotrzebna. Czuje, że jestem potrzebna mojemu synkowi i jestem w stanie wiele dla niego poświecić. Czemu w naszym kraju tak traktuje się kobiety? Czemu w krajach zachodnich macierzyństwo jest czasem radosnym a w Polsce kobieta przez kilka miesięcy po porodzie zamiast cieszyć się macierzyństwem martwi się, co spotka ją po powrocie do pracy?. Czemu teraz idąc do sklepu już kalkuluję co mogę kupić mojemu synkowi?. Musimy zacząć z mężem oszczędzać, bo niedługo mąż będzie jedynym żywicielem rodziny. Nie wiem jak szybko uda się mi znaleźć nową pracę. Chce mi się płakać. Mąż milczy, nie wie jak mi pomóc, wie jak wiele znaczyła dla mnie praca i jak bardzo była mi potrzebna. Czy kobieta zawsze będzie musiała już wybierać praca czy macierzyństwo? Zawiedziona
"Jak zobaczyłam Alicję Bachledę - Curuś w bikini, to się wściekłam"
Jestem dwudzietosiedmioletnią mamą Tamary(4l) i Julka (3m-ce). Wychowywałam się w domu wypełnionym kobietami. Mam dwie siostry, każda z nas w dzieciństwie obrała pewną rolę - najstarsza była tą mądrą, pełną empatii i cierpliwości, najmłodsza wielkooką przylepą która wszystko potrafiła sobie załatwić na spojrzenie zbitego pieska, a ja byłam tą ładną. W dzieciństwie babcia nazywała mnie niewolnicą Izaurą (?), która z niewiadomych mi powodów uchodziła w latach osiemdziesiątych za piękność (?). Wyleczenie się z tej roli było po prostu bolesnym upadkiem z piedestału królowej piękności wywołanym wejściem w dorosłe życie. Moje ego w zetknięciu z rówieśniczkami zostało utemperowane, jednak nigdy nie przestałam czuć się dobrze w swoim ciele. Owszem zawsze chciałam mięć większy biust, ale w momentach takiej tęsknoty przypominałam sobie, że mam trochę ponad metr siedemdziesiąt , rozmiar 36 i to coś, co mimo braków w staniku zapewniało mi stałe zainteresowanie u płci przeciwnej. Pierwsza ciąża była dla mnie dosłownie stanem błogosławionym, przysłowiowa piłeczka i nic więcej , czułam się i wyglądałam kwitnąco. Potem przyszedł szok - po porodzie , moje piękne sprężyste ciało wyglądało koszmarnie. Dzięki Bogu za endorfiny i podekscytowanie nową rolą. To sprawiło, że na długie tygodnie przestałam byś obiektem seksualnym, a stałam się barem mlecznym i rozczochranym zombie w jednym. Po prostu ignorowałam swoje ciało, nie oglądałam się w lustrze, a nago byłam tylko pod prysznicem. Najtrudniej było się ukryć przed mężem , szczerze to czułam: wstyd, że tak wyglądam. Minęły cztery lata zdążyłam wrócić do dawnego rozmiaru 36 i ponownie zajść w ciąże. Znowu była eforia i zachwyt nad tym wyjątkowym stanem. Na kilka tygodni przed porodem w jakiejś plotkarskiej gazecie zobaczyłam naszą polską aktorkę na meksykańskiej plaży w pięknym bikini z cudownie odsłoniętym płaskim brzuchem, nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ów aktorka kilka tygodni wcześniej urodziła pewnemu irlandzkiemu aktorowi syna!!! W tedy była we mnie taka złość, że chciałbym wykrzyczeć tej "płaskobrzuchej" aktoreczce co o niej myślę Uspokoiła mnie tylko myśl, że na pewno musi zaniedbywać swoje dziecko, żeby uzyskać taki efekt w tak krótkim czasie. I zrobiło mi się jej żal, bo nie tylko ja zwyczajna dziewczyna zmagam się z presją otaczającego nas świata. Potem rozmawiam o tym z moim kochanym małżonkiem, który uroczo przekonuje mnie, że on lubi mnie taką ...pełną. W mojej głowie rodzi się chęć zaakceptowania mojego ciała: lekkiej oponki, ciemnej kreski na brzuchu i pępka, który ciągle wygląda jakby był brudny. Kiedy czytam wasz artykuł czuję się lepiej i jestem już bliska pokochaniu siebie takiej, jaką jestem, w tym a nie innym rozmiarze. Zasypiam z uśmiechem, ale nagle ten uśmiech znika, bo myślę, co go wywołało - świadomość że inne mają rozstępy wszędzie, a ja tylko kilka na pupie. No i na pewno po odstawieniu małego od piersi wezmę się za siebie i wrócę do rozmiaru 36! Kasia
Po dziesięciu miesiącach w końcu naprawdę czuję się w swoim ciele
Kiedy patrzyłam na swoje zdjęcia zrobione rok przed urodzeniem dziecka, po prostu nie wierzyłam, że kiedyś tak wyglądałam. Całkiem niezła figura, biuścik miseczka C, ładnie opalona z prawie idealną cerą. Po ciąży zmieniłam się cała ja. Zostało mi 11 kilogramów do zrzucenia. Stosowałam dietę, oraz codziennie ćwiczyłam, ale waga prawie stała w miejscu. Od drugiego miesiąca ciąży na twarzy pojawiły mi się czerwone plamy, które jak stwierdzili lekarze miały samoistnie zniknąć po około pół roku po porodzie. Mój zgrabny biuścik z miseczki C powiększył się do wielkich balonów o rozmiarze DD, a nogi w około 50 proc. swojej powierzchni pokryte były popękanymi naczyńkami krwionośnymi. Do tego wszystkiego moje hormony całkowicie oszalały i przez bardzo długi czas miałam "niekończącą się" miesiączkę. Jedynym pocieszeniem był absolutny brak rozstępów. Mimo wszystko byłam załamana. Na całe szczęście przed zajściem w ciążę zrezygnowałam z pracy więc nie musiałam pokazywać się w takim niekomfortowym dla mnie stanie w biurze.
Często słyszałam, że jak w czasie ciąży kobieta brzydnie to urodzi się córka. Opiekowałam się dzieckiem a wolnych chwilach wyszukiwałam w internecie nowe diety, nakładałam maseczki, stosowałam "brzuszki" i hula hop, testowałam co raz to nowsze kosmetyki oraz przyrządy do masażu eliminujące cellulit. Postanowiłam również wymienić garderobę na troszkę większą niż ta z przed zajściem w ciążę i troszkę mniejszą niż ta po ciąży. Moment zakupów przepełnił mnie ogromną radością i optymizmem do momentu kiedy nie zaczęłam przymierzać nowych ubrań. Przymierzalnia, jak każda inna, miała zamocowane na ścianach lustra oraz wyposażona była w bardzo jasne oświetlenie. Po urodzeniu synka nie miałam ani czasu ani okazji oglądać siebie w tak profesjonalnych warunkach. Kiedy rozebrałam się po prostu nie wierzyłam własnym oczom wyglądałam jak.... jak nie ja, jakby ktoś podmienił mi ciało!!! W każdej rzeczy jaką przymierzyłam wyglądałam dziwnie spodnie w pupie były za duże a w pasie za małe, każda bluzka podsuwała mi się do góry odkrywając zwisający brzuch a z biustonosza "wylewała się" lewa pierś. Za to kiedy przemiła Pani sprzedawczyni wzięła moje wymiary i podała mi, jak stwierdziła "idealny dla mnie biustonosz" okazało się, że faktycznie nic mi się z niego "nie wylewa" ale za to na plecach tworzą mi się paskudne fałdy. Wyszłam ze sklepu załamana, obrażona na cały świat i oczywiście na sprawcę tego zamieszania czyli ojca mojego syna.
Od momentu urodzenia dziecka minęło prawie 10 miesięcy. Nareszcie, lekarze stwierdzili, że te plamy na twarzy to trądzik i przepisali mi antybiotyk, który co prawda zdewastował mój żołądek, ale działa i moja twarz pięknieje. Do uzyskania wagi z przed ciąży pozostało mi jeszcze zrzucić 3 kg ale i tak moja figura jest całkiem niezła. Zmieniam fryzurę a w niedalekiej przyszłości planuje odwiedzić specjalistę, który zajmie się moimi popękanymi naczyńkami na nogach. Czuję się naprawdę nieźle w SWOIM ciele. Nie ukrywam, że za dwa może trzy lata chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko ale wiem, że moje ciało znów się zmieni nie do poznania. Był już trądzik, hemoroidy i popękane naczyńka krwionośne co będzie następne przy kolejnej ciąży?... i właśnie tego się obawiam, chociaż moja Mama zwykła mawiać "Pamiętaj córko, każda ciąża jest inna". Magpon
Niech ciąża pozostanie stanem widocznym
Nie każdy mężczyzna wraca z wojny pokryty bliznami, a jeśli tak, są one powodem do dumy. Kobiece blizny są wstydliwe, i nieestetyczne, trzeba im zapobiegać, dusić w zarodku, a w ciąży dbać o linię i skórę, kupować kremy przed i po. W dzisiejszej rannej telewizji usłyszałam od pana Jagielskiego, że powinno się ćwiczyć, żeby nie mieć rozstępów. Myślę, że panowie w ogóle z tego tematu powinni być zwolnieni. Kilka lat temu opasły ginekolog zaproponował mi, będącej wtedy w ciąży, dietę warzywną raz w tygodniu, żebym nie przytyła za dużo. Niech ciąża pozostanie stanem widocznym, a zmiany w naszej psychice i ciele akceptowane. Rozciągnięta Matka Polka, lub jak kto woli "mamuśka"
Czy miernikiem mojej atrakcyjności musi być wzwód jakiegoś obcego pana?
Dziękuję za ukazanie rzeczywistości, która niby jest ukryta, a towarzyszy nam na co dzień. Zdjęcia w artykule są piękne, bo naturalne. Takie jesteśmy i tak wyglądamy, my kobiety, po porodach. Grubsze, chudsze, pofałdowane, zasuszone, lekko obwisłe. Zastanawiam się nad wypowiedziami dziewczyn, które zwracają uwagę na fakt, że w ciąży i jako matki nie stanowią już obiektu seksualnego dla mężczyzn i pytam się siebie, czy to źle? Czy ja jako trzydziestodwulatka, matka trojki dzieci, żona naprawdę musze podobać się wszystkim mężczyznom, których napotykam codziennie na swej drodze? Czy miernikiem mojej atrakcyjności jako człowieka naprawdę musi być hipotetyczny wzwód jakiegoś obcego pana i myśli co by mi zrobił, jakby mnie złapał?
Czy my kobiety musimy same sprowadzać się same tylko do obiektów seksualnych? A jeśli na naszej drodze życia przydarzy się nam "coś" w stylu dziecka i jego nieznośnej tendencji do osiągania prawie 4 kg w naszym płaskim brzuchu, to przez resztę życia będziemy "naprawiać" skutki jego zaistnienia? Naprawdę nie mamy nic więcej do zaoferowania swym partnerom poza częstszym lub rzadszym rozchyleniem ud? Gdzie jest miejsce na rozmowę, na czułość, na ten ulotny i jedyny w swoim rodzaju miłosnej wyrozumiałości dla niedoskonałości tego jedynego lub jedynej? Może zamiast oglądać się krytycznie w lustrze i w oczach zupełnie obcych nam osób skupić się bardziej na tej nowo powstałej "komórce społecznej"? Dlaczego wkładamy w słowa i głowy mężczyzn swoje myśli i bzdurne, wyssane z palca kompleksy, które serwują nam tonami kolorowe gazetki dla plastikowych księżniczek - prostytutek, o których pisała już kiedyś pani Szczepkowska? Czemu traktujemy mężczyzn wyłącznie jako proste w obsłudze przedmioty do spełnienia brudnych bądź nielubianych czynności domowych i zarabiania? Czy dajemy szansę chłopakowi, który jest naszym mężem do stania się ojcem, tatą? Jest miejsce na pytania jak on czuje się w nowej roli? Może wręczony pas gumowy do ściskania brzucha to nieporadny sposób na podbudowanie naszego podupadłego ego i czysto męska, konkretna forma pomocy? Dlaczego, jak mawia mądry bohater pewnej kreskówki - nie chcemy dorosnąć i zgodnie z biegiem czasu stawać się zadbanymi ale naturalnymi żonami, mamusiami, babciami? Jak nauczyć dziecko empatii i czytania emocji z twarzy matki napiętej jak struna jadem kiełbasianym? Jak nie wprowadzać w zakłopotanie nastoletniej córki poszukującej rozpaczliwie swej tożsamości i wzoru do naśladowania mając twarz nieskalaną myślą i ciało odziane w ten sam rodzaj ciuchów kupowanych w sklepach dla dzieci? Żadnej zmarszczki, bodaj piega po romantycznych nadmorskich, namiotowych, słonecznych wakacjach w dajmy na to w 1974 roku? Komu uśmiechnięty od ucha do ucha wnuczek powie: Jesteś babciu śliczna jak jabłuszko, taka mięciutka i pomarszczona ? Czy do kogoś po liftingach wypada i czy można powiedzieć słodko: babuniu? Anna H-W
I tak stałam się kobietą
Mam na imię Barbara, lat 32 i jestem mama 7 letniego Eryka oraz 5 letniej Agaty. Jak się czuje po porodzie, a raczej jak się czułam...bo było to w końcu kupę lat temu. Jednak nie dla mnie, tego się tak szybko nie zapomina. Cóż, na wstępie muszę powiedzieć kilka zdań o sobie. Zanim stałam się mamą, wiadomo, człowiek jak jest niedojrzały widzi głownie w sobie niedoskonałości, traci czas i ciekawe znajomości przez swoja wstydliwość. I tak dokładnie było ze mną. Chyba nie czułam się piękną dziewczyną, ale za to zawsze miałam wielu dobrych kolegów. Nie widziałam w sobie kobiety, choć w środku na pewno bardzo się nią czułam. Po porodzie stało się coś niesamowitego. Pewnego dnia pomyślałam: moje ciało wydało na świat takiego pięknego chłopca i nabrałam do niego szacunku (do ciała również), a tym samym do siebie. Pomyślałam: skoro narodziny dziecka to taki wielki cud, to ja jest narzędziem tego cudu. To mi się wydawało niesamowite i tak jest do tej pory. Pamiętam pierwszy poranek zaraz po porodzie...Skóra mi się zrobiła bardzo wrażliwa i wydawała się bardzo gładka, miałam nabrzmiałe cyce od mleka (piękne!...sterczące i różowiutkie), cala pachniałam ciepłem i spaniem. Brzuch wcisnęłam w pas elastyczny i uśmiechałam się do siebie w lusterku nad umywalką szpitalną. Nawet włosy powykręcane we wszystkie strony wydawały się być ładne. Myślę, że spłynęła na mnie wtedy jakąś niebiańska radość. Szpitalna bulka z masłem i zupa mleczna smakowała nadzwyczajnie, a październikowe słonce wpadające do pokoju było cudne...I tak z dziewczyny stałam się kobietą. Barbara W.
Ten artykuł pomoże mi wyleczyć się z depresji poporodowej
Dziękuje Wam za niesłychanie interesujący artykuł. Nareszcie coś, co być może wyleczy mnie z resztek depresji poporodowej. Urodziłam przez cesarskie ciecie dwie córeczki. Maja dziś 15 i 12 lat. Szmat czasu. Są jednak obrazy z tamtego okresu, których nie da się wymazać od ręki. Obie karmiłam piersią do roku. O ile pocięty brzuch w "uśmiech" goił się w miarę szybko, to jednak piersi nie dało się tak zagoić, aby były przecież moją wielka dumą. Karmiąca kobieta jest piękna. Cudowne okrągłe piersi. A potem przestałam karmić i przeżyłam autentyczny szok, który tylko dzięki cudownemu zachowaniu mojego męża przetrwałam. Skora na piersiach wisiała jak u afrykańskich kobiet!! To powinno się również pokazać! Bardzo przykry widok. Pytałam siebie, czy tylko ja tak przerażająco wyglądam? I co tu jest takiego wspaniałego w tym macierzyństwie, skoro kobieta płaci za nią taką cenę? Najpierw morze bólu, upokorzenia w ciąży i połogu, który na szczęście kobieta szybko zapomina. A teraz mój wygląd! Kładąc się na brzuchu leżałam płasko, jak nigdy przedtem. Plaska jak deska!! Boże, myślałam, tu pomoże tylko operacja plastyczna. Płaskie i długie piersi były okropne. Nie mogłam siebie oglądać w lustrze. Mam bardzo dowcipnego męża, który skomentował to tak: "ależ kochanie, do igraszek w łóżku wystarczy, a jak będą przeszkadzać, nawiniemy na walki do włosów. Uwielbiam twoje piersi, nawet takie są piękne!" Wiem już, dlaczego wybrałam go na ojca moich dzieci. Właśnie dlatego!! Kocham Cię mój mężu. Te piękne kobiety, które rodzą dzieci wszystkie płacą taką samą cenę swoim ciąłem. Ja zaczęłam uprawiać sporty - przede wszystkim pływanie. I dopiero to pomogło. Trwało to niestety bardzo długo. I właściwie trwa po dziś dzień. Potem gdzieś przeczytałam, że kobieta po 30-tym roku życia dostaje od matki -natury skore, która nie ulega rozstępom, których rzeczywiście nie mam. Ja byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem mając 31 lat. To tak ku pociesze tzw. późnym pierwiastkom. Młodsze szybciej dochodzą do siebie, ale te starsze dostają w zamian za podjętą decyzje o macierzyństwie wytrzymalszą skórę i większy wewnętrzny spokój. Beata D.
Taka jest kolej rzeczy. I już
Kiedy zaszłam w ciążę, moje pierwsze myśli krążyły właśnie wokół mojego ciała. Zadawałam sobie pytanie: jak ono będzie wyglądało i jak będzie się zmieniać. Wyobrażałam sobie, że będę gruba, że nie będę się mieściła w swoje ulubione ciuchy. Ale co tam, myślałam - "będę miała dzidziusia". Dbałam o siebie i o swoje ciało w ciąży już od pierwszych miesięcy, używałam kremów na rozstępy, nawilżających itp. Obiecałam sobie, że nie przytyję dużo, tylko tyle, ile będzie trzeba. Oczywiście o ile mi na to pozwolą moje hormony. Faktycznie, nie przytyłam dużo, nie mam rozstępów i szybko wróciłam do swojej wagi. Synek przyszedł na świat drogą cesarskiego cięcia, z tą jednak różnicą, że cesarskie cięcie jest od pępka w dół. Nie zakryję tej blizny żadnym bikini, a bardzo lubię je nosić. Tak naprawdę to nie zamieniłabym nigdy tej blizny na gładki brzuszek, bo mam mojego ślicznego, zdrowego synka. Taka jest rola i kolej rzeczy, po porodzie nasze ciała się zmieniają i to w różny sposób. Anna
Praca czy dziecko? Musimy wybierać.
Początki macierzyństwa były bardzo trudne. Były chwile, że wydawało mi się, że decyzję o macierzyństwie podjęłam zbyt pochopnie. Z dnia na dzień ja i mój synek uczymy się siebie na wzajem. Nauka ta chyba idzie nam coraz lepiej. Maluszek jest szczęśliwy, a ja jestem spokojna. A raczej byłam, do chwili kiedy musiałam porozmawiać z moim pracodawcą (a jest nim kobieta) o powrocie do pracy. Myślałam, że mam ogromne szczęście, bo kto lepiej zrozumie kobietę jak nie inna kobieta? Jakie było moje zaskoczenie, kiedy dowiedział się, że dla mnie nie będzie już pracy. Pracowałam na stanowisku kierownika biura. W chwili kiedy dowiedział się, że jestem w ciąży postanowiłam sobie, że będę inna niż moje koleżanki i nie będę uciekała na zwolnienia lekarskie. Czułam się dobrze. W czasie ciąży jedyną przerwę w pracy jaką miałam, to urlop wypoczynkowy (koleżanki wypoczywały już wtedy od kilku miesięcy na zwolnieniach lekarskich). Nie ma do nich żalu, nie chce też robić z siebie bohatera, bo nim nie jestem. Jest bardzo wiele kobiet takich jak ja. Za wszelka cenę chciałam udowodnić, że jestem dobrym pracownikiem. Na wizyty do lekarza chodziłam po godzinach pracy, lub przed rozpoczęciem pracy. Ani razu nie poprosiłam mojego pracodawcy o to, żeby traktował mnie inaczej niż pozostałych pracowników. Chciałam też pokazać swoim podwładnym, że warto być solidnym i uczciwym pracownikiem. Pracowałam tak samo ciężko jak oni. Byłam dobrym pracownikiem czego dowodem były premie przyznawane mi przez pracodawcę, premie przyznawane nim pracodawca dowiedział się że jestem w ciąży. Pracowałam bardzo ciężko do końca 8 miesiąca Wtedy to lekarz podjął decyzję o zwolnieniu lekarskim. Jakaż byłam naiwna myśląc, że ciężką pracą udowodnię, że warto czekać na takiego pracownika. Kilka dni temu poczułam się jakby mi ktoś dał w twarz. Jak ostatni śmieć. Poczułam się niepotrzebna. Czuje, że jestem potrzebna mojemu synkowi i jestem w stanie wiele dla niego poświecić. Czemu w naszym kraju tak traktuje się kobiety? Czemu w krajach zachodnich macierzyństwo jest czasem radosnym a w Polsce kobieta przez kilka miesięcy po porodzie zamiast cieszyć się macierzyństwem martwi się, co spotka ją po powrocie do pracy?. Czemu teraz idąc do sklepu już kalkuluję co mogę kupić mojemu synkowi?. Musimy zacząć z mężem oszczędzać, bo niedługo mąż będzie jedynym żywicielem rodziny. Nie wiem jak szybko uda się mi znaleźć nową pracę. Chce mi się płakać. Mąż milczy, nie wie jak mi pomóc, wie jak wiele znaczyła dla mnie praca i jak bardzo była mi potrzebna. Czy kobieta zawsze będzie musiała już wybierać praca czy macierzyństwo? Zawiedziona
"Jak zobaczyłam Alicję Bachledę - Curuś w bikini, to się wściekłam"
Jestem dwudzietosiedmioletnią mamą Tamary(4l) i Julka (3m-ce). Wychowywałam się w domu wypełnionym kobietami. Mam dwie siostry, każda z nas w dzieciństwie obrała pewną rolę - najstarsza była tą mądrą, pełną empatii i cierpliwości, najmłodsza wielkooką przylepą która wszystko potrafiła sobie załatwić na spojrzenie zbitego pieska, a ja byłam tą ładną. W dzieciństwie babcia nazywała mnie niewolnicą Izaurą (?), która z niewiadomych mi powodów uchodziła w latach osiemdziesiątych za piękność (?). Wyleczenie się z tej roli było po prostu bolesnym upadkiem z piedestału królowej piękności wywołanym wejściem w dorosłe życie. Moje ego w zetknięciu z rówieśniczkami zostało utemperowane, jednak nigdy nie przestałam czuć się dobrze w swoim ciele. Owszem zawsze chciałam mięć większy biust, ale w momentach takiej tęsknoty przypominałam sobie, że mam trochę ponad metr siedemdziesiąt , rozmiar 36 i to coś, co mimo braków w staniku zapewniało mi stałe zainteresowanie u płci przeciwnej. Pierwsza ciąża była dla mnie dosłownie stanem błogosławionym, przysłowiowa piłeczka i nic więcej , czułam się i wyglądałam kwitnąco. Potem przyszedł szok - po porodzie , moje piękne sprężyste ciało wyglądało koszmarnie. Dzięki Bogu za endorfiny i podekscytowanie nową rolą. To sprawiło, że na długie tygodnie przestałam byś obiektem seksualnym, a stałam się barem mlecznym i rozczochranym zombie w jednym. Po prostu ignorowałam swoje ciało, nie oglądałam się w lustrze, a nago byłam tylko pod prysznicem. Najtrudniej było się ukryć przed mężem , szczerze to czułam: wstyd, że tak wyglądam. Minęły cztery lata zdążyłam wrócić do dawnego rozmiaru 36 i ponownie zajść w ciąże. Znowu była eforia i zachwyt nad tym wyjątkowym stanem. Na kilka tygodni przed porodem w jakiejś plotkarskiej gazecie zobaczyłam naszą polską aktorkę na meksykańskiej plaży w pięknym bikini z cudownie odsłoniętym płaskim brzuchem, nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ów aktorka kilka tygodni wcześniej urodziła pewnemu irlandzkiemu aktorowi syna!!! W tedy była we mnie taka złość, że chciałbym wykrzyczeć tej "płaskobrzuchej" aktoreczce co o niej myślę Uspokoiła mnie tylko myśl, że na pewno musi zaniedbywać swoje dziecko, żeby uzyskać taki efekt w tak krótkim czasie. I zrobiło mi się jej żal, bo nie tylko ja zwyczajna dziewczyna zmagam się z presją otaczającego nas świata. Potem rozmawiam o tym z moim kochanym małżonkiem, który uroczo przekonuje mnie, że on lubi mnie taką ...pełną. W mojej głowie rodzi się chęć zaakceptowania mojego ciała: lekkiej oponki, ciemnej kreski na brzuchu i pępka, który ciągle wygląda jakby był brudny. Kiedy czytam wasz artykuł czuję się lepiej i jestem już bliska pokochaniu siebie takiej, jaką jestem, w tym a nie innym rozmiarze. Zasypiam z uśmiechem, ale nagle ten uśmiech znika, bo myślę, co go wywołało - świadomość że inne mają rozstępy wszędzie, a ja tylko kilka na pupie. No i na pewno po odstawieniu małego od piersi wezmę się za siebie i wrócę do rozmiaru 36! Kasia
Źródło: Wysokie Obcasy
1
2
następne »
-
Jak naprawdę wygląda kobieta po urodzeniu dziecka?
yurino-hana
20.02.10, 03:24
Dobry temat. Teraz to juz wskazniki urodzen poleca na leb na szyje:)»
-
faceci omijaja ten temat szerokim lukiem
pinup
23.02.10, 10:29
znamienne, ze nie wypowiedzial sie w tym temacie zaden mezczyzna. gdyby artykul dotyczyl cial kobiecych w innym kontekscie, co drugi post pisany bylby przez faceta. piekny przyklad tego jak »
-
U mnie nic sie nie zmienilo nadal mam piekne ciało
ebenark
27.02.10, 15:44
Ja urodziłam w wieku 30 lat pierwsze dziecko i po porodzie parę miesięcywyglądam dokładnie jak przed ciążą i karmie 2,5 roku moja córkę i nicspecjalnego nie robiłam ze sobą, żadnych diet, »
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć




