http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Efekt szminki w kryzysie

Krystyna Naszkowska
26.01.2010 , aktualizacja: 21.01.2010 18:48
A A A Drukuj
'Po wojsku postanowiłem ruszyć z własną firmą. Wróciłem do Przemyśla, jak mówili znajomi, na końcu niczego, totalnym zadupiu zacząłem robić kosmetyki' - rozmowa z Wojciechem Inglotem
Wojciech Inglot, właściciel firmy kosmetycznej Inglot z Przemyśla
Fot. Bartosz Bobkowski
Wojciech Inglot, właściciel firmy kosmetycznej Inglot z Przemyśla
ZOBACZ TAKŻE
To o czym mamy rozmawiać?

O panu. I o firmie. Bo firma to pan. Nazywacie się tak samo - Inglot. Swoją drogą ciekawe to pana nazwisko.

Owszem, choć nie wiem dokładnie, skąd się wzięło. Podobno w staroangielskim to znaczy anioł.

To najpierw pogadajmy o biznesie. Jaka jest ta pana firma?

Bardzo specjalna. Od firm światowych różnimy się tym, że większość towarów sami produkujemy. W moim rodzinnym mieście Przemyślu mamy kompleks zakładów produkcyjnych. Na świecie działalność wielkich firm kosmetycznych coraz częściej sprowadza się do marketingu i handlu, a nie wytwarzania. Różnimy się też tym, że praktycznie się nie reklamujemy. Oszczędności na reklamie oddajemy klientom w postaci niskich marż handlowych. I jeszcze tym, że oferujemy ogromną różnorodność produktów.

Powiedział pan kiedyś, że chce mieć największą kolekcję kosmetyków na świecie. Jak daleko pan jest od tego?

Blisko. W ciągu roku to osiągnę.

Nie przeszkadza panu, że jest pan producentem szminek, cieni do powiek itp.? Takie mało męskie zajęcie.

No skąd, wcale mi nie przeszkadza. To jest frajda.

Co jest frajdą?

Praca z kobietami. Ciekawymi, mądrymi, zdolnymi. Uwielbiam to.

To skąd w pana życiu wzięły się te kolorowe kosmetyki?

Kiedyś marzyłem, by być chemikiem, naukowcem. Skończyłem studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1979 r., ale pośliznąłem się na egzaminie na studia doktoranckie. Wtedy mój mentor prof. Stefan Smoliński umieścił mnie w Polfie w laboratorium badawczym. Miałem tam przeczekać do następnego egzaminu. Ale albo ktoś doniósł, albo wojsko samo się zorientowało, że nie studiuję, i zgarnęli mnie na rok. Wylądowałem w krakowskim desancie, a kiedy wprowadzono stan wojenny, byłem w koszarach jakieś kilkaset metrów od akademika, gdzie mój młodszy brat, wtedy student fizyki, zabarykadował się wraz z kolegami. Strasznie się bałem, że rzucą nas do pacyfikacji tych akademików. Na szczęście nic takiego się nie stało. Jak wyszedłem z wojska, to wróciłem do Polfy, ale szybko się zorientowałem, że kariery to ja tu nie zrobię. Więc postanowiłem ruszyć z własną firmą. Wróciłem do Przemyśla, jak mówili znajomi, na końcu niczego, totalnym zadupiu zacząłem robić kosmetyki.

Jak rodzice podeszli do tego, że rezygnuje pan z kariery naukowej?

Niespecjalnie byli zadowoleni. To były czasy, kiedy etykieta prywaciarza nie cieszyła się uznaniem. Moja historia niczym szczególnym się nie różni od innych polskich przedsiębiorców, którzy zakładali firmy kosmetyczne w latach 80.

Tak, ale większość z nich nie zdołała wyjść z garażu, w którym zaczynali produkcję. Zaczynał pan w wynajętym garażu?

Na pięterku w małym domu. Zacząłem sam, a potem dołączyła siostra, parę osób, żona - i się rozrosło.

Zaczął więc pan do razu wyżej niż większość. Ale musi być coś jeszcze, że panu się udało?

Może większa determinacja, lepsze przygotowanie, może szczęście. Nie wiem. Na pewno moją przewagą była wiedza, jaką zdobyłem w Stanach. Bo w Polsce w latach 80. nie było żadnych publikacji na temat produkcji kosmetyków, żadnych pism fachowych, brakowało wiedzy, krótko mówiąc. Dlatego te polskie firmy kosmetyczne zakładali na ogół chemicy albo farmaceuci, bo tylko oni mieli jakieś pojęcie o tej branży. Chyba w 1987 r. miałem już firmę i postanowiłem pojechać do Nowego Jorku na duży kongres amerykańskiego stowarzyszenia chemików kosmetyków. Kupiłem bilet na samolot i zarezerwowałem pokój w Waldorff-Astorii.

Oszalał pan?! Pokój w jednym z najdroższych hoteli na świecie!

Podziel się