Właśnie skończyłam czytać niezwykle nieprzyjemną, a zarazem pełną inspiracji książkę prof. Magdaleny Środy 'Kobiety i władza'. Nieprzyjemną, bo po każdym rozdziale musiałam odetchnąć i opanować narastającą frustrację i złość. Uczucia, które mnie ogarniają, gdy po raz kolejny czytam o tym, że kobiety nie mają realnej władzy, że po uszy siedzą w patriarchacie i podległości, nie zdając sobie z tego sprawy, że są gorzej wynagradzane, molestowane, wykorzystywane... Lektura to niełatwa, ale jakże kształcąca! Wszystko, o czym pisze prof. Środa, dotykało mnie i bolało tym bardziej, że nie wiedziałam, co mogę zrobić, by było inaczej. Czytałam, licząc też na to, że dostanę receptę, co robić, by zmienić sytuację kobiet w naszym kraju. I znalazłam! Oprócz szczegółowych wskazówek w '13 krokach ku równości' jest jeszcze coś. Coś, czego tak bardzo brakuje polskim kobietom - solidarność! Brak solidarności między kobietami we wszystkich dziedzinach życia jest u nas zastraszający. Same o tym nie wiedząc (albo nie chcąc wiedzieć), pracujemy na rzecz utrzymania patriarchatu i nierównej sytuacji społecznej, ekonomicznej i politycznej kobiet. Niesolidarne są posłanki, które twierdzą, że parytetów nie potrzeba, bo jak one mogły, to każda może; kobiety na wysokich stanowiskach, które nie zatrudniają kobiet, i my wszystkie, które wiemy o niesprawiedliwości, ale nic nie robimy.
Jeśli nie zrozumiemy, że elementarna solidarność (choćby głosowanie na kobiety w wyborach) jest niezbędna, żeby nasz los się zmienił, to długo jeszcze będziemy żyć w Polsce, w której nasze podstawowe prawa (reprodukcyjne, ekonomiczne, polityczne) nie będą respektowane. A jestem przekonana, że nie tylko we mnie frustracja jest żywa... Mam ochotę krzyczeć: kobiety z całej Polski, łączmy się!!!