http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Guzik pan nam przysłał

Anna Kamińska
19.01.2010 , aktualizacja: 14.01.2010 16:57
A A A Drukuj
Od lewej: Guzik z portretem syna Napoleona Bonapartego, trzy guzy liberyjne z herbami Zamoyskich, Radziwiłłów i Dembińskich oraz spinki do koszuli Stanisława Ignacego Witkiewicza - Witkacego, ze zbiorów Muzeum Guzików w Łowiczu Fot. Wojciech Olkuśnik Od lewej: Guzik z portretem syna Napoleona Bonapartego, trzy guzy liberyjne z herbami Zamoyskich, Radziwiłłów i Dembińskich oraz spinki do koszuli Stanisława Ignacego Witkiewicza - Witkacego, ze zbiorów Muzeum Guzików w Łowiczu
O Jacku Rutkowskim - założycielem Muzeum Guzików w Łowiczu - pisze Anna Kamińska
<b>Jacek Rutkowski</b>
- założyciel Muzeum Guzików w Łowiczu.
W grudniu od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego otrzymał odznakę 'Zasłużony dla Kultury Polskiej'
Fot. Wojciech Olkuśnik
Jacek Rutkowski - założyciel Muzeum Guzików w Łowiczu. W grudniu od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego otrzymał odznakę 'Zasłużony dla Kultury Polskiej'
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
'Wisława Szymborska, przesyłając swój guzik, napisała: Jeśli to muzeum naprawdę istnieje - to proszę bardzo, przesyłam dwa guziczki odprute od nienoszonej już sukni'



Każdy guzik to podróż. Kiedy jakiś dociera do nas, to tak, jakby ktoś do nas przyjechał. Jakiś gość. Puka, a my mu otwieramy. Piszemy od razu do osoby, od której guzik przychodzi, z potwierdzeniem, że dotarł. Jacek Rutkowski każdy guzik fotografuje, kataloguje, czyli nadaje mu numer, a list wkłada w specjalną teczkę. Guzik przyszywa do odpowiedniej tekturki albo wkłada w foliową torebkę, a potem do pudełka. Każdy guzik ma u niego w domu swoje miejsce. W guzikach musi być porządek.

- Guziki pomogły mi się zorganizować. Walczyć z wrodzoną skłonnością do robienia bałaganu. Bez nich moje życie byłoby rozmemłane. Chce pani wiedzieć, jak wygląda życie wśród guzików? Tak właśnie wygląda. Życie wśród guzików jest w porządku.



Z masy perłowej, z kości bawołu, z drewna. Do odzieży, do pościeli i miniaturowe do przypinania kołnierzyków. Pasmanteria przy ulicy Zduńskiej przy rynku w Łowiczu nie była duża (20 metrów kwadratowych z zapleczem), ale dobrze zaopatrzona. - To była duża lada w centralnym miejscu i setki kasetek. W specjalnych szufladach z tysiącami przegródek znaleźć można było to, co niezbędne krawcowej i co powinno znaleźć się w pudełku z igłami w każdym domu - opowiada Rutkowski. - Zapięcia, tasiemki i spinki do koszul. Igły i nici. O sklepie swojej babci Czesławy ze Srzednickich Majewskiej wie tylko z rodzinnych opowieści. Babcia zmarła, gdy miał rok. Jej sklep funkcjonował przy Zduńskiej do końca wojny. Kiedy część budynku spłonęła, zlikwidowała pasmanterię i zajęła się szyciem kołder na zamówienie. Zmarła w 1967 roku.



Z dzieciństwa pamięta ukłucia igłą i guziki, choć nie mógł bawić się nimi tak jak klockami. Po pierwsze, guziki to była pamiątka po babci, po drugie, wyjmowanie ich z szafy w domu dziadka oznaczało zawsze rewolucję. Z dzieciństwa zapamiętał jedno: - Z guzikami trzeba ostrożnie. Jeśli oglądał guziki, to zawsze pod czujnym okiem dziadka, który dbał, by w babcinych relikwiach za często się nie grzebało. Tak jak na guziki lubił patrzeć na zapałki. - Spędzałem kilka razy wakacje w Bystrzycy Kłodzkiej, gdzie jest Muzeum Zapałek. Jako siedmiolatek uwielbiałem tam chodzić. Gapiłem się godzinami na zapałki, pudełka, zapalniczki i krzesiwa. Z czasem pozwolono mi tam wchodzić za darmo. Muzeum Zapałek odwiedził kilkadziesiąt razy.



- Podobało mi się, że to muzeum było takie zwyczajne. Że ludzie kupowali bilety i oglądali tylko zapałki. W Bystrzycy zrodziło się marzenie, żeby kiedyś założyć swoje muzeum. Zanim je spełnił, został pracownikiem muzeum łowickiego. Dziesięć lat pracował w Łowiczu w filii Muzeum Narodowego w Warszawie. Zdobywał eksponaty związane z ziemią łowicką. Stroje ludowe, meble, stare filmy czy zapiski rolnika, który podczas wojny opisywał podłowicką wieś. Organizował wystawy.

W 1997 roku przestał pracować w muzeum i zajął się grafiką komputerową. Z tęsknoty za eksponatami, które przez lata wyszukiwał w okolicach Łowicza, zaczął zbierać guziki. Zrealizował marzenie z dzieciństwa i założył swoje muzeum. Muzeum Guzików. - Jako były muzealnik poczułem potrzebę zebrania czegoś, co jest świadectwem czasu, który minął.



Na początku jego pomysł na guziki miał być trochę dowcipem, z czasem uznał, że zbieranie drobnych rzeczy wcale nie musi być śmieszne. - W 1997 roku była w Polsce powódź. Ludzie, którzy tracili swój dobytek, wynosili z domu w ostatniej chwili drobne rzeczy. To, co mogli schować w dłoni. Takie małe przedmioty, często rodzinne pamiątki, były dla nich ważne. Drobiazgi. - Zdałem sobie sprawę, że rola guzików jako przedmiotów zabytkowych jest niedoceniona. Guziki nie tylko zapinają, ale są nośnikami symboliki, np. rodzinnej czy narodowej. Poza tym ludzie na guziki sympatycznie reagują. Bo guzikowi nic nie da się zarzucić. W swoim domu miał już kolekcję kilkuset przedwojennych guzików ze sklepu babci. Po śmierci dziadka trafiły w jego ręce. Dołączyły guziki z herbami szlacheckimi z połowy XVIII wieku. Odkupił ich garść za wszystkie pieniądze, z którymi po nie pojechał do Krośniewic.



Na inne natrafił w jednej wsi pod Łowiczem. - W starej szopie zarośniętej bzami na gwoździu wisiała stara łowicka sukmana, a do niej przyszyte były różne guziki. Właściwe - od stroju ludowego, carskie z czasów pierwszej wojny światowej, a nawet takie, jakie nosili przy mundurach żołnierze Wehrmachtu. Polskie, rosyjskie i niemieckie. Gospodarz przyszywał do sukmany to, co akurat miał. Z czasem okazało się, że ma w domu zabytek, który oddaje prawdę o wydarzeniach pod Łowiczem na przestrzeni 200 lat. Jacek Rutkowski zrozumiał, że guziki mogą też świadczyć o ludziach. Tak powstał pomysł, by gromadzić guziki konkretnych osób. Po co? - Za pomocą guzika można przedłużyć komuś życie. Zachować o kimś pamięć. Guzik to ślad istnienia osoby. Żeby odbudować czyjąś historię, wystarczy drobiazg. Niekoniecznie drogocenny.



'Był związany z moją dolą, guzik od koszuli polo' - napisał Szymon Kobyliński, przekazując swój guzik. Nie był pierwszą znaną osobą, której guzik znalazł się w łowickim muzeum, ale znaczącą. Kobyliński jako znawca guzików mundurowych podzielił się w listach z założycielem muzeum swoją wiedzą na temat takich guzików. Wisława Szymborska, przesyłając swój, napisała z kolei w 2000 roku: 'Jeśli to muzeum naprawdę istnieje - to proszę bardzo, przesyłam dwa guziczki odprute od nienoszonej już sukni', a niedługo potem guzikowym zbiorom poświęciła felieton w 'Lekturach nadobowiązkowych'. Pierwszym eksponatem związanym z konkretną osobą była spinka Witkacego przekazana w 1999 roku przez jego potomków. Guziki, które znajdują się w kolekcji Jacka Rutkowskiego (3 tys.), to nie tylko guziki osób żyjących (od letniej kurtki, w której podróżował Sławomir Mrożek, czy angielskiego trencza Daniela Olbrychskiego), ale też postaci historycznych, np. przekazany przez Irenę Anders guzik od munduru generała Andersa czy Rydza-Śmigłego, który jest autorem słów (on, nie minister Beck): - Nie oddamy ani guzika.

-

Guziki są jak biblioteka. Każdy niesie ze sobą jakąś historię. O guście, namiętnościach, losach osoby. W Muzeum Guzików znajduje się guzik Lecha Wałęsy od togi, w której przyjmował tytuł doktora honoris causa w Honolulu, guzik gen. Jaruzelskiego od munduru, w którym ogłosił stan wojenny, czy guzik papieża Jana Pawła II. Strzeże go guzik Szwajcara ze straży papieskiej, który, kiedy usłyszał, że papieski guzik z Watykanu ma znaleźć się w muzeum, postanowił przekazać też swój. Najwięcej jest guzików polskich, ale są też zagraniczne. - Najfajniejsze są te, których się nie spodziewamy. Na przykład listonosz przyniósł ostatnio guzik od Grzegorza Turnaua. O guzik Wandy Chotomskiej postarała się jakaś dziewczynka i nam przysłała. Nie mam, niestety, guzika Dalajlamy, bo jak odpisał jego sekretarz, Dalajlama nie nosi niczego z guzikami.



Podziel się