Ranne ptaszki mają zdecydowanie lepszą opinię od ptaków nocnych. Śpiewają i na pewno są śliczne, chociaż zazwyczaj ich nie widać. Co innego ptaki nocne - naburmuszone sowy z zagiętymi nosami i dziwacznym uśmieszkiem. Ptaszkom, które rano wstają, mimo że nie sieją i nie orzą, Pan Bóg daje, a kiedy przylatują nocne, to już nic nie ma, bo ranne im zjadły. 'Ze skowronkami wstaliśmy do pracy/ i spać pójdziemy o wieczornej zorzy./ Ale w grobowcach my jeszcze żołdacy/ i hufiec boży'. Wieszcza cytuję z pamięci, więc pewno niedokładnie, jeśli ktoś pamięta lepiej, proszę mnie poprawić. W każdym razie wstawanie rano, najlepiej w rozćwierkanym humorze, jest godne pochwały. Zauważmy jednak, że rymuje się też z żołdakami i bożymi hufcami. No tak, rano wstają zakonnicy, żołnierze, o nieludzkiej porze budzi się pacjentów szpitali. Rano zrywają się uczniowie. Ogólnie rzecz biorąc, różnego rodzaju instytucje totalne zmuszają do rannego wstawania. Im bardziej totalne, tym wcześniej.
Może i poranki są ładne, nie pamiętam, ale też w rannym świetle wszystko lepiej widać - zmarszczki i łysiny, kurz, smugi na szybach. Mimo to skowronki rządzą. Jak to jest, że jedni są skowronkami, a drudzy sowami? To równie tajemnicze jak skracanie się i rozciąganie czasu zgodnie z zasadami teorii względności. Chociaż to, że u dentysty czas nam się dłuży, a w miłym towarzystwie (na przykład własnym) mija błyskawicznie, każdy wie z własnego doświadczenia. O wszystkich tych fenomenach fascynująco pisze Stefan Klein w książce 'Czas. Przewodnik użytkownika'. Ja dowiedziałam się z niej, czemu jestem sową. To nie lenistwo, jak tutejsza kultura skowronków próbuje mi wmawiać, tylko wewnętrzny zegar. Według mojego zegara doba trwa dłużej niż 24 godziny i nic nie może tego zmienić. W związku z tym, kiedy moja doba jeszcze się toczy, a ja powinnam spać, aż się skończy, złe skowronki próbują mnie obudzić i powiedzieć mi, że na świecie zewnętrznym zaczęła się już kolejna. Okropne.
Świat zewnętrzny ma swój czas - swoje sekundy, godziny i, niestety, kolejne lata. Ale każdy z nas ma też swój wewnętrzny zegar, a właściwie malusieńki zegareczek w każdej komórce naszego ciała. Wszyscy pamiętamy kłopoty z porannym wstawaniem do szkoły. Są tak powszechne, ponieważ w tym wieku prawie wszyscy jesteśmy sowami. W niektórych stanach amerykańskich w związku z tym wypłaca się premie pieniężne szkołom, które przesuwają lekcje na późniejsze godziny. Wtedy młodzież lepiej się uczy i mniej choruje. Bylibyśmy wszyscy - podobno - o wiele szczęśliwsi, gdybyśmy mogli żyć w zgodzie z naszym wewnętrznym rytmem. Panuje jednak dyktatura skowronków i to one określają warunki naszego życia.
Sama jednak nie narzekam. Pamiętam, jak na studiach zdawałam jakiś egzamin i nawet go zdałam. Pan, u którego zdawałam, wyraził jednak niezadowolenie: 'Całkiem nieźle, ale czemuż to nie widziałem pani na moich wykładach?' 'Bo miał pan wykłady o dziewiątej rano, a ja wtedy jeszcze śpię'. 'I myśli pani, że uda się pani tak przez całe życie?' 'Będę się starała. Taki mam cel w życiu'. 'No to życzę powodzenia' - powiedział pan ze zgryźliwym uśmieszkiem.
I co? Udało się! Zapracowałam na emeryturę, a więc do codziennego rannego wstawania nikt już mnie nie zmusi. Osiągnęłam cel, który sobie postawiłam, umrę jako kobieta spełniona. Czego wszystkim Państwu życzę. Precz z dyktaturą skowronków! Sowy wszystkich krajów, łączcie się.