Skomentuj:
Komentarze (1)
-
Dokładnie tak jak ja. Dokładnie ta sama choroba, może jeszcze bardziej przykre historie dowodzące bezduszności większości polskich lekarzy i poniżenia do jakiego trzeba było się kiedyś przyzwyczaić będąc pacjentem. Z tym, że nie marzę o marnej rencinie. Marzyłam, kiedy byłam na studiach, bo to zawsze jakiś dodatkowy grosz. Teraz marzę, żebym znalazła lepszą pracę. Taką, w której nie będę musiała siedzieć 7 godz przed komputerem, na co nie narzekam, bo inni muszą w tym czasie zasuwać fizycznie. Po prostu marzę o czymś, co da mi większą satysfakcję.
Moje operacje się nie udały - jedyne co mi po nich zostało to blizny i ból. Ale poprawy brak. Pomimo fizycznych ubytków (które jakkolwiek nie przeszkadzają mi w uprawianiu sportu i bawieniu się na tyle, na ile daję sobie radę) uważam, że to wszystko nie poszło na marne. Inaczej myślę o życiu i o problemach. Nie rozpaczam nad byle błahostką. Zmieniłam także podejście do ludzi. Zmieniłam przyjaciół. Zmieniłam siebie - na kogoś, kto czuje się szczęśliwy mimo wszystko.
Teraz jestem w ciąży, a ludzie zamiast gratulować - współczują mi. Choć jeszcze bardziej mojemu mężowi - 'życzliwie' obawiając się, czy aby nie zostanę 'kaleką'; czy nie będzie musiał sie mną zajmować, czy nie będę mu kulą u nogi. I czy dziecko nie będzie takie jak ja. Nie wiedzą nawet, że to nie jest choroba dziedziczna. Zazwyczaj idiopatyczna - czyli niawiadomego pochodzenia.
Ale jakby na złość wszystkim tym 'życzliwym' ja czuję się dobrze, nawet bardzo dobrze, ja się uśmiecham i jedyne o czym marzę, to to, o czym marzy każda przyszła matka - żeby moje maleństwo było zdrowe i nigdy nie musiało przechodzić tego co ja. I żeby mogło kiedyś powiedzieć, że jest szczęśliwe.
Bo wszyscy mamy marzenia, ale czasami warto się zastanowić co tak naprawdę dałoby nam prawdziwe szczęście.
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX












