http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Komisja

paulusia
05.01.2010 , aktualizacja: 28.12.2009 15:52
A A A Drukuj
Siostra nadal się uśmiecha. Ma marzenie, by już nic nie bolało - nie do spełnienia. Ma marzenie, by dostać rentę - nie do spełnienia
List
.
List
Moja siostra to brunetka o promiennym uśmiechu, sympatyczna, inteligentna i kompetentna. Jest też chora. Nie udało się powstrzymać pogłębiającego się skrzywienia kręgosłupa i uniknąć straszliwych operacji. Operacje pozwoliły żyć bez wózka, ale z bólem. Ten towarzyszy zawsze. Siostra nie daje się chorobie. Pracuje, chociaż siedem godzin przy komputerze nie sprzyja rehabilitacji.



Według przepisów dla takich osób są renty. Siostra stawiła się przed komisją lekarską. W dużej sali stały trzy biurka, a przy każdym elegancka pani doktor. Kazały jej się rozebrać do majtek i stanąć na krześle pośrodku sali. Najpierw przyglądały się, jak się rozbiera, potem - jak stoi półnaga. Były szepty, lekarki podchodziły. Każda osobno oglądała moją siostrę odartą z godności i upokorzoną. Na koniec jedna burknęła: 'Odpowiedź przyjdzie pocztą'. Przyszła odmowna... Zero wyjaśnień, zero szacunku. Siostra nadal się uśmiecha. Ma marzenie, by już nic nie bolało - nie do spełnienia. Ma marzenie, by dostać rentę - nie do spełnienia.



Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (1)

  • aruma

    0

    Dokładnie tak jak ja. Dokładnie ta sama choroba, może jeszcze bardziej przykre historie dowodzące bezduszności większości polskich lekarzy i poniżenia do jakiego trzeba było się kiedyś przyzwyczaić będąc pacjentem. Z tym, że nie marzę o marnej rencinie. Marzyłam, kiedy byłam na studiach, bo to zawsze jakiś dodatkowy grosz. Teraz marzę, żebym znalazła lepszą pracę. Taką, w której nie będę musiała siedzieć 7 godz przed komputerem, na co nie narzekam, bo inni muszą w tym czasie zasuwać fizycznie. Po prostu marzę o czymś, co da mi większą satysfakcję.
    Moje operacje się nie udały - jedyne co mi po nich zostało to blizny i ból. Ale poprawy brak. Pomimo fizycznych ubytków (które jakkolwiek nie przeszkadzają mi w uprawianiu sportu i bawieniu się na tyle, na ile daję sobie radę) uważam, że to wszystko nie poszło na marne. Inaczej myślę o życiu i o problemach. Nie rozpaczam nad byle błahostką. Zmieniłam także podejście do ludzi. Zmieniłam przyjaciół. Zmieniłam siebie - na kogoś, kto czuje się szczęśliwy mimo wszystko.
    Teraz jestem w ciąży, a ludzie zamiast gratulować - współczują mi. Choć jeszcze bardziej mojemu mężowi - 'życzliwie' obawiając się, czy aby nie zostanę 'kaleką'; czy nie będzie musiał sie mną zajmować, czy nie będę mu kulą u nogi. I czy dziecko nie będzie takie jak ja. Nie wiedzą nawet, że to nie jest choroba dziedziczna. Zazwyczaj idiopatyczna - czyli niawiadomego pochodzenia.
    Ale jakby na złość wszystkim tym 'życzliwym' ja czuję się dobrze, nawet bardzo dobrze, ja się uśmiecham i jedyne o czym marzę, to to, o czym marzy każda przyszła matka - żeby moje maleństwo było zdrowe i nigdy nie musiało przechodzić tego co ja. I żeby mogło kiedyś powiedzieć, że jest szczęśliwe.
    Bo wszyscy mamy marzenia, ale czasami warto się zastanowić co tak naprawdę dałoby nam prawdziwe szczęście.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX