'Mało kto, zwłaszcza poza granicami Polski, wie, że to kobiety ocaliły 'Solidarność' podczas stanu wojennego - rozmowa z artystką Sanją Iveković
ZOBACZ TAKŻE
- Guzik pan nam przysłał (19-01-10, 01:00)
- Chcę wrócić do Sahary. Żywa lub martwa (05-01-10, 01:00)
- Krew nie ma rasy (24-08-08, 11:00)
- Panna Modern (20-07-08, 11:00)
- Kobiety powinny się śmiać (25-05-08, 11:00)
- Agnieszka Tarasiuk. Awangarda w krzakach (10-09-07, 11:00)
- Iwona Zając, artystka (29-01-07, 11:00)
- Artystka bez talentu (07-02-04, 01:00)
Jest 10 maja 1979 roku, chorwacka artystka Sanja Iveković siedzi na balkonie swojego mieszkania, czyta książkę, popijając whisky, i udaje, że się onanizuje. W tym czasie dołem sunie wolno kawalkada samochodów eskortujących odkrytą limuzynę marszałka Jugosławii Josipa Broz-Tity składającego oficjalną wizytę w Zagrzebiu. Witają go tłumy nadzorowane przez uzbrojonych agentów bezpieki rozmieszczonych na dachach okolicznych budynków. W mieszkaniu Sanji Iveković rozlega się pukanie do drzwi. Mężczyzna w mundurze wydaje rozkaz 'usunięcia z balkonu osób i przedmiotów'. Tak oto, interweniując w działanie artystki, milicjant staje się współproducentem dzieła sztuki. Akcja Iveković nosi tytuł 'Trójkąt' i dziś należy do klasyki sztuki feministycznej. Iveković zaciera granicę pomiędzy sferą intymną a publiczną, erotyką i ideologią, i testuje zasięg władzy politycznej. Była pierwszą otwarcie feministyczną artystką w byłej Jugosławii i w Chorwacji oraz odgrywała jedną z głównych ról na artystycznej scenie lat 70. Do dziś pozostaje jedną z kluczowych artystek na arenie międzynarodowej.
W centrum jej uwagi pozostaje miejsce kobiet w społeczeństwie. Ostatnio zajmuje się projektami, które mają przeciwdziałać zbiorowej amnezji. W pracy 'Gen XX' wyposaża zdjęcia modelek zaczerpnięte z reklam w nazwiska i krótkie historie socjalistycznych 'bohaterek narodowych', kobiet biorących udział w jugosłowiańskich partyzantkach antyfaszystowskich w czasie II wojny światowej. Artystka jest świadoma, jak łatwo zapomina się o roli kobiet w wydarzeniach historycznych.
Zaproszona przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie Iveković zwraca uwagę na doniosłą rolę, jaką w obaleniu komunizmu odegrało zaangażowanie kobiet w działalność opozycyjną lat 80., i na to, że ta rola nie została upamiętniona po roku 1989. Demokracja w Polsce przybrała rodzaj męski, więc Iveković postanowiła wziąć na warsztat najbardziej rozpoznawalny symbol tamtych wydarzeń i przypomnieć, że do pojedynku i zwycięstwa w samo południe doszło w ogromnej mierze dzięki kobietom. (tekst Ana Janevski)
W polskich miastach pojawiły się zaprojektowane przez panią plakaty. Projekt 'Dom kobiet' (Okulary) towarzyszy pani wystawie w Muzeum Sztuki w Łodzi.
Po wojnie w byłej Jugosławii przemoc wobec kobiet się nasiliła, ale jej istnienie negowano. Realizację 'Domu kobiet' zaczęłam w 1998 roku. Wtedy właśnie zaczęły się tworzyć organizacje kobiece, ale były w zasadzie nielegalne, bo nie miały żadnego wsparcia ze strony rządu. Schronisko dla ofiar przemocy domowej, które powstało wtedy w Zagrzebiu, było jednym z pierwszych takich schronisk w Europie Środkowej. Założyły je kobiety, które bez zezwolenia zajęły jedno z opustoszałych po wojnie mieszkań. Prowadziłam wtedy zajęcia ze współczesnej sztuki kobiet w zagrzebskim Ośrodku Studiów Kobiecych. Wśród wykładowczyń były założycielki schroniska. Spotkanie z nimi otworzyło mi oczy. Oczywiście słyszałam o przemocy domowej, jednak w mojej rodzinie należącej do klasy średniej nie przywiązywało się do tego dużej wagi.
Spotkałam się z mieszkającymi w schronisku kobietami. Chciałam zrobić projekt artystyczny, ale nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Doszłam do wniosku, że praca powinna powstać we współpracy z rezydentkami. Zaczęło się od instalacji złożonej z gipsowych odlewów twarzy kobiet, która została włączona do ekspozycji wystawy 'Manifesta' w Luksemburgu w 1998 roku. Skontaktowałam się z miejscowym schroniskiem i zorganizowaliśmy kolejne warsztaty. Na końcową instalację złożyły się odlewy twarzy kobiet z Zagrzebia i Luksemburga oraz historie spisane przez kobiety w trakcie warsztatów. Wydrukowałam też pocztówki z imionami kobiet, które wzięły udział w warsztatach. Te imiona zostały umieszczone na szklanych drzwiach galerii, w której pokazywano instalację.
I to miało doprowadzić do upublicznienia zjawiska przemocy domowej?
Kobiety, które trafiają do schroniska, są wykluczone ze społeczeństwa. Projekt miał być raportem o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami domów i schronisk. Chciałam, aby to, co dzieje się w ukryciu, stało się widzialne dla szerokiej publiczności. Tak też powstały 'Okulary'. Wykorzystałam reklamy okularów słonecznych i stworzyłam serię plakatów o przemocy wobec kobiet. Kilka z nich udało mi się opublikować w pismach kobiecych wraz ze świadectwami ofiar. Umieściłam plakaty w przestrzeni publicznej. Kolejną serię zrobiłam we Włoszech, a potem w Tajlandii, znowu we współpracy z lokalnymi organizacjami kobiecymi. Ostatnio wyprodukowano turecką wersję w Stambule, a teraz pokazuję projekt w Polsce. W Turcji akcja dotyczyła okropnej tradycji honorowych zabójstw, wersja tajska była związana z zagadnieniem przemysłu seksualnego.
W Polsce kwestia, która wydała mi się szczególnie nagląca, to restrykcyjne prawo antyaborcyjne. Przy polskiej wersji 'Okularów' współpracowałam z organizacją pro-choice, Federacją na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Pomogła mi dotrzeć do prawdziwych historii. Wiele moich prac, ta również, to czysta dokumentacja. Obok wizerunku kobiety z reklamy Prady jest np. wyznanie Magdy, 31-latki, matki dwojga dzieci: 'W czasie przerwy w przyjmowaniu tabletek hormonalnych używałam prezerwatywy. Niestety, to zabezpieczenie zawiodło. Z powodu ciąży czułam się nieszczęśliwa i zdesperowana. Byłam pewna, że chcę się poddać aborcji, ponieważ nie czułam się na siłach, aby zostać po raz trzeci matką. Zdecydowałam się na nielegalny zabieg. W zdobyciu koniecznych funduszy (około 2 tys. zł) pomogli mi znajomi. Jestem przekonana, że miałam prawo do podjęcia takiej decyzji'.
W Polsce też mamy problem przemocy domowej, ale pani zdecydowała się zabrać głos w sprawie aborcji. Dlaczego?
Szukam najbardziej palących i trudnych kwestii. Zresztą brak dostępu do legalnej aborcji uważam za przemoc. To pogwałcenie praw kobiet, zagwarantowanych w konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji wobec kobiet (CEDAW) i w innych dokumentach Narodów Zjednoczonych. Prawem każdej kobiety powinno być prawo do wolnego wyboru. Po odzyskaniu niepodległości mieliśmy w Chorwacji konserwatywny, prawicowy rząd, którego pierwszą inicjatywą była próba delegalizacji aborcji. Przyłączyłam się od razu do koalicji kobiet, która zawiązała się wtedy przeciwko tej inicjatywie.
Występuje pani także w obronie 'Innych' - na przykład w poświęconej Romom pracy 'Żywy Pomnik Rohrbach'.
Tak zostałam wychowana, żeby się angażować. Moja matka zaangażowała się w antyfaszystowski ruch oporu podczas II wojny światowej w Jugosławii, kiedy miała zaledwie 18 lat. Była jedną z antyfaszystowskich bojowniczek. Po wojnie przez jakiś czas pielęgnowano pamięć o bohaterstwie takich kobiet, ale po zmianie ustroju zostały one wymazane z pamięci zbiorowej.
Mówią o tym prace 'SOS Nada Dimic' i 'Gen XX'. W Utrechcie zaproponowała pani nazwanie ulicy imieniem 'nieznanej bohaterki'.
I wygląda na to, że burmistrz Utrechtu wyrazi zgodę. Jeśli chodzi o 'Gen XX', był to kolejny projekt opierający się na zawłaszczeniu obrazów medialnych. Z reklam Diora, Chanel, Armaniego wymazałam nazwy firm i zastąpiłam je nazwiskami kobiet, które walczyły w antyfaszystowskim ruchu oporu. Zamierzałam umieścić je w magazynach kobiecych jak reklamy, chciałam, aby zaistniały w kontekście szerszym niż kontekst sztuki. Te kobiety były dobrze znane mojemu pokoleniu, w Jugosławii traktowano je jak bohaterki narodowe, fabryki i ulice nosiły ich imiona. Po wojnie domowej w Chorwacji zapanowała u nas zbiorowa amnezja wokół socjalistycznej przeszłości, ich nazwiska zostały wyparte z pamięci. Był to gest mojego prywatnego oporu wobec tego procesu i nacjonalistycznego dyskursu ówczesnego chorwackiego rządu.
Dlaczego miejsce kobiet w historii tak bardzo różni się od pozycji zajmowanej przez mężczyzn?
Specyfiką roli kobiet w historii jest to, że często się o nich zapomina. Mój kolejny projekt dotyczy roli, którą kobiety odegrały w 'Solidarności'. Mało kto, zwłaszcza poza granicami Polski, wie, że to kobiety ocaliły 'Solidarność' podczas stanu wojennego, kiedy mężczyźni siedzieli w więzieniach i nie mogli kontynuować pracy w podziemiu. Dwa lata temu dyrektorka Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie Joanna Mytkowska zaproponowała mi zrobienie w Warszawie projektu publicznego. W 2008 roku przyjechałam po raz pierwszy do Polski, żeby się rozejrzeć. Bardzo kształcącym doświadczeniem były lekcje polskiej historii, których udzielił mi Marcel Andino Velez. Po powrocie do Chorwacji spotkałam się z moją starą przyjaciółką Vesną Kesić, wybitną chorwacką feministką, która studiowała w Nowym Jorku w New School for Social Research u profesor Elżbiety Matyni. Książka Matyni 'Demokracja performatywna', a przede wszystkim rozdział 'Prowincjonalizacja globalnego feminizmu', zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Dowiedziałam się o roli, jaką w 'Solidarności' odegrały kobiety. Przyszło mi do głowy, że zajęcie się 'niewidzialnością' tych kobiet w polskim życiu publicznym byłoby rozwinięciem 'Gen XX'. Nie byłam pewna, czy to zyska akceptację samych kobiet i czy - jako cudzoziemka - powinnam zajmować się tak delikatną kwestią. W trakcie następnego pobytu w Warszawie spotkałam się z Krystyną Starczewską i Joanną Szczęsną. W tym samym czasie przygotowałam pracę 'Niewidzialne kobiety » Solidarności «' dla 'Krytyki Politycznej'. W końcu przeczytałam książkę Shany Penn 'Sekret » Solidarności «'. Traktuję ten projekt jako wielkie wyzwanie. Najbardziej chciałabym wybudować w Warszawie pomnik dla niewidzialnych kobiet 'Solidarności'.
To ma być prawdziwy pomnik czy kolejny projekt medialny?
Domyślam się, że mówiąc 'prawdziwy pomnik', ma pani na myśli coś dużego, trwałego, wykonanego z solidnego materiału. Większość tego typu produkcji traci szybko kontakt z rzeczywistością i staje się niewidzialna. A właśnie tego chciałabym uniknąć. Wolę zacząć od czegoś mniejszego. Przygotowałam rodzaj logo całego przedsięwzięcia. Jego tytuł roboczy to "W samo południe 1989-2009. Częścią solidarnościowego projektu będzie też stworzenie bazy danych z informacjami o zapomnianych kobietach działaczkach.
W centrum jej uwagi pozostaje miejsce kobiet w społeczeństwie. Ostatnio zajmuje się projektami, które mają przeciwdziałać zbiorowej amnezji. W pracy 'Gen XX' wyposaża zdjęcia modelek zaczerpnięte z reklam w nazwiska i krótkie historie socjalistycznych 'bohaterek narodowych', kobiet biorących udział w jugosłowiańskich partyzantkach antyfaszystowskich w czasie II wojny światowej. Artystka jest świadoma, jak łatwo zapomina się o roli kobiet w wydarzeniach historycznych.
Zaproszona przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie Iveković zwraca uwagę na doniosłą rolę, jaką w obaleniu komunizmu odegrało zaangażowanie kobiet w działalność opozycyjną lat 80., i na to, że ta rola nie została upamiętniona po roku 1989. Demokracja w Polsce przybrała rodzaj męski, więc Iveković postanowiła wziąć na warsztat najbardziej rozpoznawalny symbol tamtych wydarzeń i przypomnieć, że do pojedynku i zwycięstwa w samo południe doszło w ogromnej mierze dzięki kobietom. (tekst Ana Janevski)
W polskich miastach pojawiły się zaprojektowane przez panią plakaty. Projekt 'Dom kobiet' (Okulary) towarzyszy pani wystawie w Muzeum Sztuki w Łodzi.
Po wojnie w byłej Jugosławii przemoc wobec kobiet się nasiliła, ale jej istnienie negowano. Realizację 'Domu kobiet' zaczęłam w 1998 roku. Wtedy właśnie zaczęły się tworzyć organizacje kobiece, ale były w zasadzie nielegalne, bo nie miały żadnego wsparcia ze strony rządu. Schronisko dla ofiar przemocy domowej, które powstało wtedy w Zagrzebiu, było jednym z pierwszych takich schronisk w Europie Środkowej. Założyły je kobiety, które bez zezwolenia zajęły jedno z opustoszałych po wojnie mieszkań. Prowadziłam wtedy zajęcia ze współczesnej sztuki kobiet w zagrzebskim Ośrodku Studiów Kobiecych. Wśród wykładowczyń były założycielki schroniska. Spotkanie z nimi otworzyło mi oczy. Oczywiście słyszałam o przemocy domowej, jednak w mojej rodzinie należącej do klasy średniej nie przywiązywało się do tego dużej wagi.
Spotkałam się z mieszkającymi w schronisku kobietami. Chciałam zrobić projekt artystyczny, ale nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Doszłam do wniosku, że praca powinna powstać we współpracy z rezydentkami. Zaczęło się od instalacji złożonej z gipsowych odlewów twarzy kobiet, która została włączona do ekspozycji wystawy 'Manifesta' w Luksemburgu w 1998 roku. Skontaktowałam się z miejscowym schroniskiem i zorganizowaliśmy kolejne warsztaty. Na końcową instalację złożyły się odlewy twarzy kobiet z Zagrzebia i Luksemburga oraz historie spisane przez kobiety w trakcie warsztatów. Wydrukowałam też pocztówki z imionami kobiet, które wzięły udział w warsztatach. Te imiona zostały umieszczone na szklanych drzwiach galerii, w której pokazywano instalację.
I to miało doprowadzić do upublicznienia zjawiska przemocy domowej?
Kobiety, które trafiają do schroniska, są wykluczone ze społeczeństwa. Projekt miał być raportem o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami domów i schronisk. Chciałam, aby to, co dzieje się w ukryciu, stało się widzialne dla szerokiej publiczności. Tak też powstały 'Okulary'. Wykorzystałam reklamy okularów słonecznych i stworzyłam serię plakatów o przemocy wobec kobiet. Kilka z nich udało mi się opublikować w pismach kobiecych wraz ze świadectwami ofiar. Umieściłam plakaty w przestrzeni publicznej. Kolejną serię zrobiłam we Włoszech, a potem w Tajlandii, znowu we współpracy z lokalnymi organizacjami kobiecymi. Ostatnio wyprodukowano turecką wersję w Stambule, a teraz pokazuję projekt w Polsce. W Turcji akcja dotyczyła okropnej tradycji honorowych zabójstw, wersja tajska była związana z zagadnieniem przemysłu seksualnego.
W Polsce kwestia, która wydała mi się szczególnie nagląca, to restrykcyjne prawo antyaborcyjne. Przy polskiej wersji 'Okularów' współpracowałam z organizacją pro-choice, Federacją na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Pomogła mi dotrzeć do prawdziwych historii. Wiele moich prac, ta również, to czysta dokumentacja. Obok wizerunku kobiety z reklamy Prady jest np. wyznanie Magdy, 31-latki, matki dwojga dzieci: 'W czasie przerwy w przyjmowaniu tabletek hormonalnych używałam prezerwatywy. Niestety, to zabezpieczenie zawiodło. Z powodu ciąży czułam się nieszczęśliwa i zdesperowana. Byłam pewna, że chcę się poddać aborcji, ponieważ nie czułam się na siłach, aby zostać po raz trzeci matką. Zdecydowałam się na nielegalny zabieg. W zdobyciu koniecznych funduszy (około 2 tys. zł) pomogli mi znajomi. Jestem przekonana, że miałam prawo do podjęcia takiej decyzji'.
W Polsce też mamy problem przemocy domowej, ale pani zdecydowała się zabrać głos w sprawie aborcji. Dlaczego?
Szukam najbardziej palących i trudnych kwestii. Zresztą brak dostępu do legalnej aborcji uważam za przemoc. To pogwałcenie praw kobiet, zagwarantowanych w konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji wobec kobiet (CEDAW) i w innych dokumentach Narodów Zjednoczonych. Prawem każdej kobiety powinno być prawo do wolnego wyboru. Po odzyskaniu niepodległości mieliśmy w Chorwacji konserwatywny, prawicowy rząd, którego pierwszą inicjatywą była próba delegalizacji aborcji. Przyłączyłam się od razu do koalicji kobiet, która zawiązała się wtedy przeciwko tej inicjatywie.
Występuje pani także w obronie 'Innych' - na przykład w poświęconej Romom pracy 'Żywy Pomnik Rohrbach'.
Tak zostałam wychowana, żeby się angażować. Moja matka zaangażowała się w antyfaszystowski ruch oporu podczas II wojny światowej w Jugosławii, kiedy miała zaledwie 18 lat. Była jedną z antyfaszystowskich bojowniczek. Po wojnie przez jakiś czas pielęgnowano pamięć o bohaterstwie takich kobiet, ale po zmianie ustroju zostały one wymazane z pamięci zbiorowej.
Mówią o tym prace 'SOS Nada Dimic' i 'Gen XX'. W Utrechcie zaproponowała pani nazwanie ulicy imieniem 'nieznanej bohaterki'.
I wygląda na to, że burmistrz Utrechtu wyrazi zgodę. Jeśli chodzi o 'Gen XX', był to kolejny projekt opierający się na zawłaszczeniu obrazów medialnych. Z reklam Diora, Chanel, Armaniego wymazałam nazwy firm i zastąpiłam je nazwiskami kobiet, które walczyły w antyfaszystowskim ruchu oporu. Zamierzałam umieścić je w magazynach kobiecych jak reklamy, chciałam, aby zaistniały w kontekście szerszym niż kontekst sztuki. Te kobiety były dobrze znane mojemu pokoleniu, w Jugosławii traktowano je jak bohaterki narodowe, fabryki i ulice nosiły ich imiona. Po wojnie domowej w Chorwacji zapanowała u nas zbiorowa amnezja wokół socjalistycznej przeszłości, ich nazwiska zostały wyparte z pamięci. Był to gest mojego prywatnego oporu wobec tego procesu i nacjonalistycznego dyskursu ówczesnego chorwackiego rządu.
Dlaczego miejsce kobiet w historii tak bardzo różni się od pozycji zajmowanej przez mężczyzn?
Specyfiką roli kobiet w historii jest to, że często się o nich zapomina. Mój kolejny projekt dotyczy roli, którą kobiety odegrały w 'Solidarności'. Mało kto, zwłaszcza poza granicami Polski, wie, że to kobiety ocaliły 'Solidarność' podczas stanu wojennego, kiedy mężczyźni siedzieli w więzieniach i nie mogli kontynuować pracy w podziemiu. Dwa lata temu dyrektorka Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie Joanna Mytkowska zaproponowała mi zrobienie w Warszawie projektu publicznego. W 2008 roku przyjechałam po raz pierwszy do Polski, żeby się rozejrzeć. Bardzo kształcącym doświadczeniem były lekcje polskiej historii, których udzielił mi Marcel Andino Velez. Po powrocie do Chorwacji spotkałam się z moją starą przyjaciółką Vesną Kesić, wybitną chorwacką feministką, która studiowała w Nowym Jorku w New School for Social Research u profesor Elżbiety Matyni. Książka Matyni 'Demokracja performatywna', a przede wszystkim rozdział 'Prowincjonalizacja globalnego feminizmu', zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Dowiedziałam się o roli, jaką w 'Solidarności' odegrały kobiety. Przyszło mi do głowy, że zajęcie się 'niewidzialnością' tych kobiet w polskim życiu publicznym byłoby rozwinięciem 'Gen XX'. Nie byłam pewna, czy to zyska akceptację samych kobiet i czy - jako cudzoziemka - powinnam zajmować się tak delikatną kwestią. W trakcie następnego pobytu w Warszawie spotkałam się z Krystyną Starczewską i Joanną Szczęsną. W tym samym czasie przygotowałam pracę 'Niewidzialne kobiety » Solidarności «' dla 'Krytyki Politycznej'. W końcu przeczytałam książkę Shany Penn 'Sekret » Solidarności «'. Traktuję ten projekt jako wielkie wyzwanie. Najbardziej chciałabym wybudować w Warszawie pomnik dla niewidzialnych kobiet 'Solidarności'.
To ma być prawdziwy pomnik czy kolejny projekt medialny?
Domyślam się, że mówiąc 'prawdziwy pomnik', ma pani na myśli coś dużego, trwałego, wykonanego z solidnego materiału. Większość tego typu produkcji traci szybko kontakt z rzeczywistością i staje się niewidzialna. A właśnie tego chciałabym uniknąć. Wolę zacząć od czegoś mniejszego. Przygotowałam rodzaj logo całego przedsięwzięcia. Jego tytuł roboczy to "W samo południe 1989-2009. Częścią solidarnościowego projektu będzie też stworzenie bazy danych z informacjami o zapomnianych kobietach działaczkach.
Przeszła pani od performance'u i sztuki wideo do projektów w przestrzeni.
Z wiekiem staję się bardziej ambitna. Staram się wypracować sposób zajmowania się sztuką w polityczny sposób. Zamiast zajmować się tradycyjną sztuką zaangażowaną politycznie, proponuję polityczne zaangażowanie w praktykę artystyczną. Nawiązuję współpracę z organizacjami pozarządowymi, kobiecymi. Wierzę, że aktywizm i sztuka mogą się uzupełniać. W sztuce brakuje doświadczenia i wiedzy związanych z prawdziwą pracą z zagadnieniami istotnymi politycznie i społecznie.
Jest pani pierwszą jugosłowiańską artystką, która określiła się jako feministka.
Gdy w Jugosławii pojawił się feminizm, moja pozycja jako artystki była już mocna. Jugosławia ma ruch feministyczny o długiej tradycji i jest to sytuacja wyjątkowa na tle innych państw z bloku komunistycznego. W 1979 roku odbyła się w Belgradzie pierwsza konferencja feministyczna. Ktoś mnie wtedy zapytał, czy jestem feministką. 'Tak, jestem. A ty nie?' - odpowiedziałam. Wtedy taka deklaracja wydawała mi się naturalna.
Czy widzi pani różnice w sytuacji kobiet dziś i na początku kariery w latach 70.?
Kiedy porównuję Jugosławię i Chorwację, zauważam, że w Chorwacji jest lepiej - w rządzie mamy urząd do spraw równouprawnienia i rośnie rola organizacji kobiecych. Pojawia się coraz więcej artystek - bardzo utalentowanych. Nie można już chyba zrobić wystawy grupowej bez włączenia w nią kobiet. Obawiam się tylko, że wiele spośród tych dziewczyn nie nazwałoby się teraz feministkami, wydawałoby się im, że to słowo ma negatywne znaczenie. Powiedzieć, że jestem feministką, w 1979 roku było dla mnie sposobem sprzeciwienia się władzy, która traktowała feminizm jako burżuazyjny import z Zachodu. Komunizm nie zajmował się równouprawnieniem, mówiło się o równych prawach, ale była to tylko przykrywka dla bardzo stabilnego patriarchatu, który przetrwał do dzisiaj. Ale Bojana Pejić, kuratorka wystawy 'Gender Check', która rozpoczęła się właśnie w Wiedniu, napisała ostatnio, że feminizm jest znowu sexy. Należałoby zapytać nie o to, dlaczego feminizm wraca do mody, ale raczej - dlaczego w ogóle przestał być modny.
Wystawa Sanji Iveković 'Trening czyni mistrza' w Muzeum Sztuki w Łodzi do 13 grudnia (kuratorka Magdalena Ziółkowska) www.msn.org.pl
Z wiekiem staję się bardziej ambitna. Staram się wypracować sposób zajmowania się sztuką w polityczny sposób. Zamiast zajmować się tradycyjną sztuką zaangażowaną politycznie, proponuję polityczne zaangażowanie w praktykę artystyczną. Nawiązuję współpracę z organizacjami pozarządowymi, kobiecymi. Wierzę, że aktywizm i sztuka mogą się uzupełniać. W sztuce brakuje doświadczenia i wiedzy związanych z prawdziwą pracą z zagadnieniami istotnymi politycznie i społecznie.
Jest pani pierwszą jugosłowiańską artystką, która określiła się jako feministka.
Gdy w Jugosławii pojawił się feminizm, moja pozycja jako artystki była już mocna. Jugosławia ma ruch feministyczny o długiej tradycji i jest to sytuacja wyjątkowa na tle innych państw z bloku komunistycznego. W 1979 roku odbyła się w Belgradzie pierwsza konferencja feministyczna. Ktoś mnie wtedy zapytał, czy jestem feministką. 'Tak, jestem. A ty nie?' - odpowiedziałam. Wtedy taka deklaracja wydawała mi się naturalna.
Czy widzi pani różnice w sytuacji kobiet dziś i na początku kariery w latach 70.?
Kiedy porównuję Jugosławię i Chorwację, zauważam, że w Chorwacji jest lepiej - w rządzie mamy urząd do spraw równouprawnienia i rośnie rola organizacji kobiecych. Pojawia się coraz więcej artystek - bardzo utalentowanych. Nie można już chyba zrobić wystawy grupowej bez włączenia w nią kobiet. Obawiam się tylko, że wiele spośród tych dziewczyn nie nazwałoby się teraz feministkami, wydawałoby się im, że to słowo ma negatywne znaczenie. Powiedzieć, że jestem feministką, w 1979 roku było dla mnie sposobem sprzeciwienia się władzy, która traktowała feminizm jako burżuazyjny import z Zachodu. Komunizm nie zajmował się równouprawnieniem, mówiło się o równych prawach, ale była to tylko przykrywka dla bardzo stabilnego patriarchatu, który przetrwał do dzisiaj. Ale Bojana Pejić, kuratorka wystawy 'Gender Check', która rozpoczęła się właśnie w Wiedniu, napisała ostatnio, że feminizm jest znowu sexy. Należałoby zapytać nie o to, dlaczego feminizm wraca do mody, ale raczej - dlaczego w ogóle przestał być modny.
Wystawa Sanji Iveković 'Trening czyni mistrza' w Muzeum Sztuki w Łodzi do 13 grudnia (kuratorka Magdalena Ziółkowska) www.msn.org.pl
Źródło: Wysokie Obcasy
-
Kobiece w samo południe
dorsiak
10.12.09, 08:43
wszystko super, ale adres interneowy to nie msn.org.pl tylko msl.or.pl - gdyby ktos chcial spojrzec na strone. »
-
gó... prawda
tadeusz542
25.12.09, 14:19
w tamtych czasach przewijały się nazwiska: Kuroń , Michnik , Modzelewski, Moczulski.innych nie było.Im dalej od roku 1989 tym ilość walczących wzrasta, wkrótce dołączą nawet ci co mieli po »
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień











