To był zwykły supermarket - miasto w mieście. Szłam wąskimi uliczkami jak zawsze zamyślona - po prostu należę do ludzi, którzy nigdy nie są tu i teraz, więc rzeczywistość myli mi się z marzeniami i naprawdę mało co może mnie zdziwić. I właśnie wcale nie zdziwiło mnie to, że sunąc wózkiem po jednej z alej, natknęłam się na sex-shop. Tak. Nagle zrobiło się podejrzanie różowo i błyszcząco, a z półek patrzyły na mnie popiersia gumowych lalek z wielkimi ustami. Dość dawno nie byłam w tym supermarkecie, teraz wpadłam po okulary, bo moje przepadły. Zresztą dlatego moja wiara w to, co widzę, nie była wielka. Róż i błyskotki na gumowych ciałach zlewały mi się z napisami na pudełkach i tylko klimat cukierkowego seksu nie pozostawiał wątpliwości.
- Przepraszam, mogę o coś spytać? - starszy mężczyzna trzymał dwa pudła z wydekoltowanymi blondynkami. - Ja się nie mogę zdecydować, którą kupić. Może pani mi pomóc? Blondynki zza papierowej szyby nie różniły się niczym oprócz tego, że jedna uosabiała estetykę prostytutki XIX-wiecznej z jedną nogą odkrytą w stylu 'chodź, maleńki', a druga była ubrana w czarny strój sadomacho.
- No nie wiem To jest naprawdę bardzo osobista sprawa. A która się panu podoba?
- Mnie żadna - odpowiedział mężczyzna. - Nie wiem, która się spodoba bardziej mojej wnuczce.
- Pan to chce kupić wnuczce?
- Ciągle płacze, że nie ma Barbie, więc postanowiłem jej zrobić niespodziankę - mężczyzna pokazał ruchem głowy dziewczynkę około sześciu lat, która stała przy kasie smutna.
Jak mogłam nie zauważyć, że to jest Barbie! Nie widziałam jej już jakieś dwadzieścia parę lat! Moje córki dawno mają za sobą pierwsze i drugie dzieciństwo i jakoś odstałam od zabawek. Oczywiście wiem, czytałam, Barbie ma już pięćdziesiątkę, dalej jest przedmiotem sporów, wyniesiono ją do roli ikony, a jednocześnie uznano za największe zło dla rozwoju mentalności dziewczynek Barbie nie zrobiła kariery w naszym domu, a jeśli nawet, to niszową, tylko na miarę dziecinnego pokoju. Owszem, pamiętam swoje zdziwienie, że lalka to ktoś starszy od dziecka. Moje były albo niemowlętami, albo rówieśniczkami. Pamiętam też opór na widok gumowych wypukłości i milimetrowych gadżetów, które ją otaczały. Jednak uważałam, że dziecko powinno zetknąć się ze wszystkim i dokonać wyboru. Tak więc nie zabraniałam Barbie, ale też równoważyłam ją spacerami i rozmowami. Tyle że jakoś inaczej pamiętam tę Barbie. Zawsze emanowała głupotą, banałem, ale z drugiej strony jako osoba, której moda nic nie obchodzi, myślałam sobie, że ta lalka wyrabia może coś, czego mi brak. Dbałość o wygląd, pewną dyscyplinę kobiecości Lepsze to niż nic.
Jakoś nigdy nie zastanawiałam się nad tym, co właściwie Barbie robi i skąd ma na to wszystko pieniądze. Na stroje, na samochód, na dom Można przecież zobaczyć, jakie ma życie. Płynie w luksusowej gondoli z papierowym (!) mężczyzną, którego sobie wynajęła, ma konie, kilka samochodów. Jak ta 50-letnia kobieta doszła do takiej forsy? Ja bym chciała powiedzieć swojemu dziecku, jak to się robi. No i teraz już wiem. Producenci Barbie w końcu musieli odpowiedzieć na pytanie, które od 50 lat wisi w powietrzu. Każda z Barbie ustawionych na półce w supermarkecie mówi to dzisiaj bez żenady. No cóż. Zawód jak każdy. I to nie jest takie sobie ot. Trzeba się przyłożyć. Klienci mają różne wymagania. Jeden lubi, żeby być w błyszczącym gorsecie, drugi w czarnych butach i w koronkowych szortach, inny w czerwonych błyskotkach na biuście, przy motorze.
- I tak, córeczko, skupiona na swojej robocie możesz dojść do samodzielności i seledynowego mercedesa.
Moim zdaniem dzieci, które zwłaszcza w dużych miastach stykają się z ulotkami agencji towarzyskich, nie mają wątpliwości, gdzie pracuje Barbie. Bo przecież tak nie chodzi się na dyskoteki ani na randki. Tak się tańczy przy rurze. Oczywiście wiem, że istnieją anty-Barbie, np. Barbie Kierowca Śmieciarki, ale przecież chodzi o przeciętny klimat. Chodzi o klientów supermarketów, gdzie stoi Barbie w błyszczącym gorsecie i czeka na klientów.
No dobrze. Ale skąd ona miała na początek kariery? Jak dziecko ma się nauczyć dochodzenia do czegoś, jeśli ideał ma wszystko od początku? Moja propozycja jest prosta i dosyć tania. Część lalek poubierać w maleńkie kurtki puchowe, takie jakie noszą dziewczyny pod polskimi lasami. Mogą stać na dolnych półkach, żeby było widać, jak się pną. Tiry też powinny się nieźle sprzedawać.