Szpetne dwudziestoletnie
Atropina
13.11.2009
, aktualizacja: 12.11.2009 15:47
Oglądam je trochę z boku. Tak, jakbym nie była jedną z nich. To wiele ułatwia. Wszystkie są na swój sposób wyjątkowe. Każda z nich ma pasje, fascynacje, lubi teatr, nurkuje, nałogowo je pistacje albo po prostu ma słabość do włoskiej piłki nożnej
.
List
Studiują na prestiżowych uczelniach, czytają mądrą literaturę i można z nimi przegadać przy winie całe noce. Są samotne. Ze wszystkimi swoimi zaletami, zasypiają co noc same. I rozumowo wiedzą, że samorozwój, że praca, że tysiące spraw, które uczynią je jeszcze bardziej wartościowymi.
Ale prawda jest taka, że przy każdej spadającej gwiazdce, na każde urodziny szepczą te same życzenia- móc kogoś kochać i być kochaną. Coś sprawia, że ich historie usiane są potknięciami, romansami z tzw. "złymi mężczyznami", opowieściami o kolejnych zawiedzionych nadziejach. Potrafią oddać siebie, nie mają problemów z samoakceptacją, z zaufaniem i emocjonalnością. A jednak coś sprawia, że po raz kolejny powielają tak dobrze znane przecież schematy, że okłamują siebie, ze tym razem będzie inaczej, że ten czy kolejny jest już na pewno tym wybranym, nie wierząc słowom bliskim, a przecież oddanym.
Skąd bierze się - przy całej tej mądrości - taka słabość do niewłaściwych znajomości? Odbieram to jako fenomen. Czy to właśnie tak jest, że dzisiejsze młode kobiety nie potrafią znaleźć mężczyzn, którzy sprostaliby ich oczekiwaniom? Czy to mężczyźni boją się kobiet, które wiedzą czego chcą?
Oglądam to wszystko trochę z boku. Tak, jakbym nie była jedną z nich. I przy całej swojej znajomości świata zastanego - nie rozumiem.