Matczyne "ale"
Córka Swojej Matki
16.09.2009
, aktualizacja: 16.09.2009 11:00
Jestem szczęśliwa. Mam przyjaciół, chłopaka i wszystko, czego tylko kiedykolwiek pragnęłam. Dobre studia, buty na szpilkach i dużo kolorowych ubrań. Moja mydlana bańka szczęściaczęsto pryska jednak z winy tego samego sprawcy. Mojej Mamy.
.
List
Wbija we mnie malutkie szpileczki, karmi zwątpieniem i nieustannie wprowadza chaos. "Tak okropnie się roztyłaś", "dlaczego kupujesz takie szmaty?", "popatrz na siebie, jak ty wyglądasz!". Zawsze źle.
Kiedy miałam 16 lat, płakałam po każdej takiej uwadze i w mojej głowie kłębiły się setki myśli. Może jednak ma rację? Może faktycznie jestem aż tak beznadziejna, jak mówi?
Jest Moją Mamą, chce dobrze i pewnie ma rację... Teraz jestem starsza i staram się nie analizować tego, co do mnie mówi. Kiwam głową i robię swoje. Jednego tylko nie zrozumiem, po co to mówisz, Mamo? Dlaczego każdym swoim słowem podkopujesz moją ciężko wypracowaną wiarę w siebie? To naprawdę boli, mimo całego pancerza ochronnego, którym otoczyłam się w obronie przed twoimi słowami.
Boli mnie, że Ty, ta jedyna która powinna mnie akceptować beż żadnego "ale" widzisz we mnie wszystko to, co nie odpowiada Twoim wymaganiom. Setki niedociągnięć i wad. Przepraszam, Mamo. Przepraszam, że nie jestem taka, jakbyś chciała. Jestem szczęśliwa. Mam wszystko. Nie mam tylko tego, na czym mi najbardziej zależy- akceptacji Mojej Mamy.