http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Kiedy kobieta rodzi kobietę

Wojciech Eichelberger
02.09.2009 , aktualizacja: 02.09.2009 10:38
A A A Drukuj
Kiedy rodzi się dziecko, stosunki między matką i córką wkraczają w nową fazę.
Kiedy rodzi się dziecko, stosunki między matką i córką wkraczają w nową fazę.
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Tekst ten pochodzi z WYSOKICH OBCASÓW nr 1, dodatku do Gazety Wyborczej nr 79, wydanie z dnia 03/04/1999

Relacja matka - córka jest jedyna w swoim rodzaju. Kobieta rodzi kobietę, daje życie istocie tej samej płci.

Matka łatwo może ulec złudzeniu, że córka jest jej kontynuacją, kolejnym wcieleniem jej samej. Często nie widzi powodu, by dać jej prawo do autonomicznego istnienia.

Córka musi myśleć i czuć jak matka, nawet przechodzić w życiu takie same doświadczenia, aby mieć udział w jej cierpieniu

Taki stosunek do córek mają przede wszystkim kobiety, których matki też uzależniały swoje dzieci.

Jest wiele strategii uzależnienia córek przez matki

Jedna z najbardziej powszechnych to kastrowanie córki

Matka wychowuje córkę w taki sposób, że sprawy ciała i seksualności stają się dla niej czymś groźnym, nieobliczalnym, obrzydliwym, grzesznym i bolesnym. Bezkrytycznie przekazuje córce swoje własne najgorsze doświadczenie, swój niespójny stosunek do mężczyzn.

Mężczyźni jawią się córce jako obleśne zwierzęta, które od kobiet chcą tylko jednego - a jednocześnie jako panowie świata, bez których kobieta nie może istnieć.

Niepewna siebie, przerażona mężczyznami i seksualnością córka zostaje z matką i związek z matką staje się jedynym sensem jej życia.

To jest przekaz kobiecego nieszczęścia, które jest bardziej rozpowszechnione, niż przypuszczamy.

Matka, która ma udane życie małżeńskie, nie będzie wiązać córki.

Inna często spotykana strategia uzależniania to wchodzenie córce na kolana

Matka, która w dzieciństwie nie czuła się kochana przez swoją matkę, teraz uzależnia córkę, aby poczuć się wreszcie ważną i kochaną przez jakąś kobietę.

W miarę dorastania córki matka zamienia się z nią rolami. Jak najszybciej zdejmuje córkę ze swoich kolan i stara się usadowić na jej kolanach. Córka ugina się pod ciężarem najintymniejszych zwierzeń matki, staje się bezradną powiernicą wszystkich jej dramatów i kłopotów.

W końcu córka nabiera przekonania, że to ona jest po to, aby wspierać, rozumieć i troszczyć się o matkę. Trudno jej będzie opuścić tę małą, nieszczęśliwą dziewczynkę.

Jeszcze inną strategią jest szantaż

Córka słyszy od matki: "Umrę bez ciebie, nie poradzę sobie, jestem taka słaba, chora i samotna. Ty jesteś całym moim życiem".

Świadomie - choć częściej nieświadomie - matka przez lata robi wszystko, by nikomu nawet nie przyszło do głowy, że będzie w stanie poradzić sobie bez córki.

Nie dba o siebie, o swoją pracę ani o swoje związki z ludźmi, zaniedbuje swoje małżeństwo. Wreszcie jest rzeczywiście samotna, bezradna i chora. Córka nie może zostawić matki samej, bo zabiłoby ją poczucie winy. Zostaje z matką. Nie ma wyboru.

Z kolei matka nadopiekuńcza to taka, która wpaja córce, że świat jest tak niebezpieczny, iż sobie bez niej w nim nie poradzi.

Nadopiekuńcza matka wie lepiej od córki, kiedy ta jest głodna, czy jest jej zimno, czy ciepło. Wie, co się jej dziecku podoba, czy ono czuje się dobrze, czy źle, czy czegoś chce, czy nie. I córka zaczyna wątpić w siebie. W to, co czuje, czego pragnie i w to, co myśli.

W starciu ze światem dorastająca córka jest zagubiona i bezradna - a więc mama miała rację. Nie rozumie, dlaczego jej trudno żyć, choć miała tak kochającą, opiekuńczą mamę. Będzie się trzymać matki do końca życia.

Istotą symbiotycznego związku jest niemożliwość życia poza nim. Nawet myśl o tym budzi lęk.

Wzór stosunków z matką, który był dla dziecka pierwszym i jedynym dostępnym, staje się wzorem relacji z innymi ludźmi

Jeśli się utkwi w tym schemacie, nic nowego nie może się zdarzyć. Trudno z tego wyjść. Jeśli tak jest, trzeba szukać pomocy.

* Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta, buddysta, autor książek psychologicznych i programów telewizyjnych ("Okna"). Ojciec dwóch synów

Podziel się