http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Pani prezydent Clinton

Bartosz Węglarczyk
02.09.2009 , aktualizacja: 02.09.2009 17:01
A A A Drukuj
Lipiec 1996 z Hilary Clinton w Belwederze Fot. Sławomir Kamiński / AG Lipiec 1996 z Hilary Clinton w Belwederze
Kobiety jej nie ufały. Mężczyźni panicznie się bali. Wszyscy sądzili, że związek z Clintonem będzie katapultą do jej własnych niezmierzonych ambicji
Hilary Clinton i Barack Obama
Fot. Carolyn Kaster / AP
Hilary Clinton i Barack Obama
ZOBACZ TAKŻE
Tekst ten pochodzi z WYSOKICH OBCASÓW nr 1, dodatku do Gazety Wyborczej nr 79, wydanie z dnia 03/04/1999

Przeczytaj również tekst Clintonowie Katarzyny Bosackiej napisany dokładnie 10 lat później, pochodzi z wydania z dnia 05/04/2009

To było siedem lat przed aferą z Moniką Lewinsky, na krótko przed tym, jak Bill Clinton został czterdziestym drugim prezydentem USA.

Hillary zobaczyła Gennifer Flowers po raz pierwszy na ekranie telewizora w poczekalni lotniska w Little Rock. Mocno utapirowana piosenkarka kabaretowa opowiadała o swym romansie z gubernatorem Arkansas Williamem Jeffersonem Clintonem.

Przyszła Pierwsza Dama oglądając kochankę męża nawet nie drgnęła. "Bez cienia jakichkolwiek uczuć, po prostu oceniała kolejną przeszkodę" - wspomina dziennikarka Gail Sheehy, która towarzyszyła wówczas Hillary. Pięć minut później pani Clinton dyskutowała z mężem przez telefon treść oświadczenia dla prasy.

I tylko na boku syknęła do Gail: "Gdybym mogła, tobym ją ukrzyżowała". "Ją. Nie jego. Nigdy jego" - zanotowała dziennikarka.

Gdy półtora roku temu "Washington Post" pierwszy raz napisał o Monice Lewinsky, wielu było przekonanych, że Hillary odejdzie, nie czekając nawet na usunięcie Billa ze stanowiska. Clinton pozostał jednak w Białym Domu, a Hillary wyszła z najpoważniejszego kryzysu swojego małżeństwa jeszcze silniejsza - po raz pierwszy podziwiana nawet przez wrogów.

- Nie znosiłem jej. Do dziś uważam wiele jej projektów politycznych za bezsens - opowiadał mi doradca jednego z konserwatywnych senatorów w dniu, kiedy Kongres uniewinnił Clintona. - Ale dziś muszę przyznać, że jest kobietą niezwykłą. I broń cię Boże cytować mnie z nazwiska, bo koledzy będą się śmiali.

Zabójczo ambitna studentka zerka na Billa

Podczas wojny sierżant Hugh Rodham uczył musztry poborowych, którzy lądowali potem na plaży w Normandii lub szturmowali którąś z wysepek na Pacyfiku. Do domu w Chicago wrócił odmieniony - łatwo się irytował, dużo wymagał od rodziny. Zdaniem znanego psychoanalityka Paula Lowingera te właśnie cechy urodzona dwa lata po wojnie Hillary przejęła po ojcu sierżancie.

W przeciwieństwie do matki Clintona pani Rodham nigdy nie opublikowała pamiętników. O młodości Hillary wiemy tylko tyle, ile od jej krewnych udało się dowiedzieć biografom Billa. A także z książki "It takes a village" ("Trzeba całej wioski"), gdzie Pierwsza Dama pisze o wychowaniu dzieci na przykładach z własnego życia.

W latach czterdziestych Rodhamowie przeprowadzili się do eleganckiej posiadłości pod Chicago. Hugh, wtedy już biznesmen, co roku wymieniał cadillaca na nowszy model. Zdaniem historyka Rogera Morrisa ojciec Hillary psychicznie maltretował dzieci. Nie znosił sprzeciwu, zawsze wiedział lepiej. Gdy przyniosła świadectwo z samymi piątkami, powiedział: - To musi być łatwa szkoła.

A gdy Hillary przybiegła kiedyś poskarżyć się matce, że koleżanka uderzyła ją w twarz, usłyszała od niej: - Następnym razem masz oddać. W naszym domu nie ma miejsca dla tchórzy.

Największy wpływ na dojrzewającą Hillary wywarło dwoje obcych ludzi. Pastor z miejscowego kościoła metodystów - trzydziestoletni bard śpiewający piosenki Boba Dylana, właściciel czerwonej corvetty - był podobno pierwszą miłością trzynastolatki. To on pokazał jej slumsy południowego Chicago, czytał poezję T.S. Elliota. To dzięki niemu usłyszała w jednym z kościołów kazanie Martina Luthera Kinga.

Z kolei nauczycielka z podstawówki potraktowała Hillary jak swój "prywatny projekt naukowy". Tak się przejęła jej edukacją, że poszła za nią do innej szkoły, gdy Rodhamowie się przeprowadzili.

W szkole średniej Hillary była nie tylko najlepsza w nauce, ale także pierwsza w organizowaniu klubów dyskusyjnych i akcji charytatywnych. Pod koniec lat sześćdziesiątych - w samym środku hippisowskiej rewolucji - poznała Billa na Wydziale Prawa prestiżowego Uniwersytetu Yale. Była już wtedy popularną działaczką samorządu studenckiego. Lubiano ją, choć uchodziła za "zabójczo ambitną". - On jeden się mnie nie bał - wspominała po latach spotkanie z Clintonem. Niektórzy z dawnych kolegów twierdzą jednak, że przystojniak Bill długo nie zwracał uwagi na spojrzenia ukrytej za grubymi okularami źle ubranej koleżanki.

Zaledwie rok po studiach Clinton startował - i przegrał - w wyborach do parlamentu Arkansas. Kilka miesięcy później Hillary dołączyła do niego w Little Rock. Wzięli ślub. Wkrótce Clinton został prokuratorem stanowym, a w roku 1978 najmłodszym gubernatorem w historii USA.

Już wtedy Hillary prowadziła jego kampanię wyborczą. Jej chrzest bojowy miał jednak dopiero nadejść.

Żona gubernatora ratuje niewiernego męża

"Tak jak wiele innych matek, w naszej rodzinie to ja jestem od zamartwiania się" - pisze Hillary w "It takes a village". Oznacza to: dbam, żeby mój Bill nie wpakował się w kłopoty, a gdy to się stanie, szukam wyjścia z kryzysu.

Podziel się