Swego czasu mówiło się, że jej nazwisko w obsadzie filmu jest stuprocentową gwarancją artystycznej i finansowej klapy - niezależnie od innych czynników: reżysera, partnerów na planie, scenariusza. Madonna położy wszystko. Nawet gdy staje po drugiej stronie kamery? Wchodząca właśnie do polskich kin 'Mądrość i seks' dowodzi, że owszem. Na świecie film zdążył już przejść swoje, trafiając z zeszłorocznego festiwalu w Berlinie - gdzie Madonna po raz pierwszy pokazała swój reżyserski debiut - prosto na festiwal drwin w międzynarodowej prasie. W Londynie pisano, że zaślepiona dziką ambicją Madonna wreszcie dopięła swego i z bardzo niedobrej aktorki przeistoczyła się w jeszcze gorszą reżyserkę. W Nowym Jorku kpiono, że jeśli stawki dla aktorów były wprost proporcjonalne do prezentowanych talentów, to pewnie wyniosły po 40 dol. na głowę.
Narrator 'Mądrości i seksu' to ukraiński imigrant mieszkający w Londynie. Ma zespół rockowy, ale na życie zarabia, prowadząc domowy zakład sadomaso i zaspokajając wyuzdane fantazje bardzo perwersyjnych typów. Nosi wąsy i mundur, strzela z pejcza i przeraża arsenałem życiowych mądrości przywiezionych z rodzinnych stron. To półbiograficzny wątek. Głównego bohatera gra Eugene Hütz, charyzmatyczny lider Gogol Bordello, najważniejszych przedstawicieli cygańskiego punk rocka, który kilka lat temu zrodził się w prowadzonych przez wschodnioeuropejskich imigrantów nowojorskich knajpach.
Na pierwszym planie splatają się losy granego przez Hütza A.K. i jego dwóch współlokatorek - bezrobotnej baletnicy, która zatrudnia się w klubie ze striptizem, i domorosłej misjonarki, która chciałaby zbawić Afrykę, tymczasem jednak pracuje w aptece. W tle przewija się niewidomy poeta, który przestał pisać, kiedy stracił wzrok. I właściciel apteki, który zapomina o rodzinnych rozczarowaniach, obwąchując płaszcz swojej pracownicy. I jeden z klientów A.K., który wstydliwej przyjemności szuka oczywiście w tajemnicy przed żoną. Liczne happy endy służą jednoznacznej, wyłożonej już na początku tezie - że nie ma mądrości bez brudu (dosłowne tłumaczenie oryginalnego tytułu to 'Mądrość i brud'), zła bez dobra, radości bez smutku, róży bez kolców i tak dalej. Co w trochę swobodniejszej interpretacji mogłoby się sprowadzać do kuszącej prawdy: żeby do czegoś w życiu dojść, trzeba porządnie nagrzeszyć. A kto wie o tym lepiej niż Madonna? Pytanie, gdzie by dziś była, gdyby nigdy nie zbliżyła się do mikrofonu. Załóżmy.
Jest rok 1977. Do Nowego Jorku przyjeżdża 19-letnia dziewczyna mocno spragniona uwagi. Jest półsierotą, trzecią z szóstki rodzeństwa, ojciec po śmierci matki ożenił się ze służącą. Słowem, do tej pory zauważa ją wyłącznie nauczyciel baletu. To za jego namową wyjeżdża z rodzinnego Bay City w stanie Michigan, by zostać słynną tancerką. Kończy się na zamiarach. Pracuje jako kelnerka, po godzinach pozując w rozbieranych sesjach fotograficznych. Nie jest wybredna, za to zdeterminowana. Dostaje rolę w 'A Certain Sacrifice' ('Pewne poświęcenie'), połączeniu soft porno i satanistycznego thrillera. Madonna gra Brunę, która mieszka z mężczyzną, kobietą i transseksualistą; czwórka ta tworzy rożne konfiguracje erotyczne. Ale Bruna pewnego dnia się zakochuje i postanawia przejść na wierność i monogamię. Współlokatorom nie podoba się ani ta decyzja, ani nowy wybranek. Połączy ich dopiero zemsta na gwałcicielu Bruny, którego złożą diabłu w ofierze. Tę wiekopomną bzdurę kręcono z przerwami dwa i pół roku, ekipa pracowała za darmo. Madonna również, jeśli nie liczyć 100 dol., które reżyser - przejęty sytuacją finansową aktorki - dał jej na czynsz. Film nie trafił do kin, wyszedł na wideo w 1985 r. I tu scenariusze są dwa - prawdziwy i alternatywny. W prawdziwym Madonna, już gwiazda dzięki królującemu na listach hitowi 'Like a Virgin', próbowała odkupić od reżysera prawa do filmu, żeby powstrzymać jego premierę (czyli jednak wie, co to wstyd!). W alternatywnym nigdy nie nagrała nawet pół przeboju, więc musiało jej wystarczyć zamieszanie, jakie sprowokował jej obnażony w filmie biust (czyli może jednak nie wie).
Finał byłby ten sam. 'Desperacko szukając Susan', pierwszy i największy kasowy hit Madonny aktorki. Film zarobił 27 mln dol. w samych tylko Stanach Zjednoczonych, mimo że reżyserka Susan Seidelman zdecydowała się zaryzykować i zatrudnić obok początkującej Madonny równie początkującą Rosannę Arquette zamiast proponowanego przez producentów gwiazdorskiego tandemu Diane Keaton i Goldie Hawn. Po pierwszych próbnych zdjęciach Madonna została przymusowo odesłana na miesięczny kurs gry aktorskiej.
Zwolennicy teorii spiskowych utrzymują, że Madonna zawdzięcza filmowe angaże albo liberalnemu podejściu do negliżu, albo prominentnym narzeczonym i/lub mężom. W 'Niespodziance z Szanghaju' zagrała u boku świeżo poślubionego Seana Penna. Nie pomogła egzotyka plenerów, Penn, nic. Krytycy zgnębili fabułę nieudolnie łączącą romans z kinem gangsterskim. Madonna dostała swoją pierwszą Złotą Malinę dla najgorszej aktorki. Sprowadziła też nieszczęście na swego ostatniego męża - niezależnego brytyjskiego reżysera Guya Ritchiego, który po obiecujących 'Porachunkach' i 'Przekręcie' w 2002 r. spektakularnie splamił się 'Rejsem w nieznane', remakiem włoskiej produkcji z lat 70. Madonnę obsadził w głównej roli - 40-letniej, zepsutej, obrzydliwie bogatej kobiety, która płynie z mężem i jego przyjacielem w wakacyjny rejs wzdłuż wybrzeży południowej Europy. Hollywoodzko dosładzana komedyjka, zero nieobliczalnego i błyskotliwego Ritchiego, za to sto procent Madonny. Czyli siedem nominacji do Złotych Malin, pięć nagród, w tym tradycyjnie już statuetka dla najgorszej aktorki.
Trzeba jej jednak oddać sprawiedliwość - miała też lepszy czas. Lata 90. Dekadę sukcesów zaczęła od drugoplanowej roli w ekranizacji komiksu 'Dick Tracy'. Dwa lata później zagrała u Allena w 'Cieniach we mgle' i u Penny Marshall w popularnej 'Ich własnej lidze'. Pojawiła się w świetnym epizodzie w 'Dziewczynie nr 6' Spike'a Lee. Wreszcie zagrała Evę Peron w musicalu Alana Parkera i dostała Złoty Glob. Tyle że to, co doceniła krytyka, jej przeszkadzało. W przełamaniu wizerunku widziała utratę dotychczasowych fanów. Nie chciała być utożsamiania ze staromodnie wzruszającą 'Evitą'. Żeby znów być fajną i nowoczesną, zagrała w 'Układzie prawie idealnym', filmie, którego scenariusz uwłacza ludziom myślącym. Główna bohaterka przyjaźni się z gejem, z którym niechcący zachodzi w ciążę.
Trzy lata temu obraziła się na media, które sformułowały filmowe prawo Madonny: obsadź ją i zgiń. Obiecała, że więcej nie zagra. Branża filmowa wstrzymała oddech. Nie zagra, ale - ha! - będzie reżyserować i kto wie, może kiedyś dorówna geniuszem Godardowi lub Felliniemu. Nie wyklucza tego złotousta mistrzyni marketingu. Może jej kontakty z kinem powinny ograniczać się do małżeństw z aktorami i reżyserami. Dla dobra ludzkości, bo mężowie nie wychodzą na tym najlepiej.