http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Oszukać śmierć

Mariola Wiktor
11.08.2009 , aktualizacja: 06.08.2009 14:24
A A A Drukuj
Natalie rozebrała się, weszła do wanny z szampanem i zaczęła krzyczeć. Wpadła w histerię. Tak skończyła się nasza 'orgia' - rozmowa z Dennisem Hopperem, który zagrał w 150 filmach
Dennis Hopper
Fot. Evan Agostini AP Evan Agostini AP
Dennis Hopper
ZOBACZ TAKŻE
Chciałabym zacząć od pana nałogów, ale nie wiem, czy zgodzi się pan o nich porozmawiać.

Tak! Bez nich nie byłoby Dennisa Hoppera. Są częścią mnie. Bardzo ważną.

Cygara. Jakie lubi pan najbardziej?

Zdecydowanie kubańskie, chociaż od kiedy udoskonalono produkcję tytoniu w Hondurasie, na Dominikanie i w Nikaragui - cygara z tych krajów też smakują wyśmienicie. Palenie cygar ma w sobie coś z magii. To był zresztą kiedyś obrzęd rytualny. Dla mnie jest to rodzaj kontaktu metafizycznego z innymi, niedostępnymi nam na co dzień światami smaków i zapachów.

A hazard? Jest pan pokerzystą?

Może mam pokerową twarz, ale nie jestem aż tak dobry jak Woody Harrelson, który w duecie z Alice Taglioni wygrał pokerowy turniej gwiazd w Cannes. W naszej ósemce byli jeszcze Salma Hayek, Goldie Hawn, Adrien Brody, Edward Norton oraz Tim Robbins. Zwycięska para przeznaczyła wygrany milion dolarów na cele charytatywne.

A alkohol i inne używki?

Och! Miałem może siedem lat, gdy po raz pierwszy poczułem 'odlot'. Po kryjomu, żeby nikt nie widział, wąchałem benzynę z baku samochodu ojca. Nie wiem, dlaczego to robiłem. Podobał mi się zapach paliwa. No i kiedyś tak bardzo się w tym wąchaniu zapamiętałem, że zacząłem mieć przywidzenia. Ojciec w końcu się zorientował, wyprawił do lekarza, ale potem sprał mnie na kwaśne jabłko i tak się ta przygoda skończyła. W tym roku mija 25 lat, odkąd zerwałem z alkoholem i narkotykami. Do końca życia jednak będę pamiętał takie dni, kiedy musiałem wziąć przynajmniej ze trzy gramy koki tylko po to, by na tyle wytrzeźwieć, aby znów móc się napić. Ile? Jakieś 30 piw i ze dwa litry rumu to była norma dzienna. Po takim 'treningu' powinienem już z dziesięć razy zejść z tego świata.

Kiedy nastąpił przełom?

To było podczas zdjęć w Meksyku. Piłem i brałem narkotyki, by jakoś trzymać się w formie, ale mój organizm w którymś momencie odmówił posłuszeństwa. Całkowicie straciłem nad sobą kontrolę. Wydawało mi się, że zaczęła się III wojna światowa. Rozebrałem się do naga i zacząłem biegać po dżungli, krzyczałem jak wariat, masturbowałem się na oczach przerażonej ekipy. Musieli zadzwonić po policję i lekarzy, by mnie obezwładnić. Zostałem odesłany do LA i zamknięty w szpitalu psychiatrycznym. Miałem wszystkie objawy choroby Parkinsona. To trwało jakieś trzy miesiące. Byłem wiązany do łóżka i pilnowany. Krzyczałem, że dłużej tego nie zniosę, że muszę się napić, że zwariuję i wykorkuję. A jednak jakoś przez to piekło przeszedłem. Byłem po tym odwyku w tak fatalnej fizycznej i psychicznej kondycji, że to naprawdę cud, że wróciłem po tym wszystkim do równowagi i dostałem od życia drugą szansę. Niestety, przez te uzależnienia i niekontrolowane napady agresji rozbijały się moje kolejne małżeństwa. Byłem pięciokrotnie żonaty. Z obecną żoną Victorią jestem najdłużej. Ten związek trwa już 14 lat i na razie nie zanosi się na żadne zmiany.



W 2004 r. znalazł się pan na pierwszym miejscu w rankingu na największego szaleńca Hollywood.

Wiem, że to zabrzmi dziś niewiarygodnie, ale ja byłem bardzo nieśmiałym chłopakiem z prowincji z farmy w Kansas. Strasznie ambicjonalnie przeżywałem to, czy jako aktor sprostam oczekiwaniom reżysera, widzów i krytyków, czy ich nie rozczaruję. Poza tym jako młody chłopak namiętnie studiowałem biografie słynnych artystów i co się okazywało? Że oto zadziwiająco wielu z nich to byli albo alkoholicy, schizofrenicy, seksualni dewianci, albo narkomani. To było w moim naiwnym szczeniackim rozumieniu coś w rodzaju przykazania, że jak obetnę sobie ucho, to będę malował tak genialnie jak van Gogh. Ucha na szczęście sobie nie zdeformowałem, ale zacząłem pić i brać narkotyki. Traktowałem to jako część procesu twórczego: wyostrzenie zmysłów, doświadczanie stanów halucynogennych, otwieranie się na nowe doznania. Nie czułem strachu, ale ciekawość, podniecenie. I ja naprawdę dostawałem niesamowitej energii, byłem błyskotliwy i twórczy. Jednak z czasem byłem na coraz większym głodzie, co stawało się uciążliwe. Aktorstwo przestało przynosić mi radość, kreatywność wyparowała. Praca zaczynała mnie męczyć. Działka białego proszku przysłaniała wszystko inne. W końcu razem ze swoimi wspaniałymi ideałami lądowałem pod drzwiami narkotykowego dilera albo dostawałem napadów szału. To była równia pochyła.

A jak to naprawdę było ze słynną orgią z Natalie Wood?

(śmiech) Gdzieś w połowie lat 50. spotkaliśmy się na przyjęciu: Natalie Wood, James Dean, Nick Adams, Tony Perkins i ja. Byliśmy paczką zgranych przyjaciół i artystów, którzy w owym czasie próbowali naśladować szalony, rozrywkowy styl życia starszego od nas pokolenia gwiazd, takich jak John Barrymore, Errol Flynn i Frank Sinatra. Pamiętam, trochę już wypiliśmy i to Natalie zaproponowała orgię, ale postawiła jeden warunek. Musimy mieć do tego wannę pełną szampana. No więc wlaliśmy do wanny zawartość wszystkich posiadanych butelek. Wtedy Natalie się rozebrała, weszła do wanny, położyła się w niej i zaczęła strasznie krzyczeć. Myśleliśmy, że to tak dla żartu, ale ona wpadła w histerię. Nie mogła się uspokoić. Wtedy ktoś zadzwonił po pogotowie. Lekarze zabrali Natalie do szpitala i tak skończyła się nasza 'orgia'.

Słynął pan z tego, że często awanturował się i kłócił na planie. Były jakieś specjalne powody?

Tak. Wkurzało mnie, że w latach 50., kiedy zaczynałem, większość hollywoodzkich reżyserów traktowała aktora jak automat do wykonywania ich poleceń. Traktowali nas jak tępaków, którzy nie mają nic własnego do zaproponowania. Próbowałem grać jak Marlon Brando, James Dean i Montgomery Clift, czyli po prostu być przed kamerą, zamiast grać, ale to było wtedy zbyt rewolucyjne. Tamci mieli już ugruntowaną pozycję i mogli sobie pozwolić na takie 'fochy', a mnie po prostu wyrzucano z planu.

Z tej trójki James Dean wywarł na pana największy wpływ.

On zmienił całkowicie moje postrzeganie aktorstwa. Po raz pierwszy zobaczyłem go na planie podczas zdjęć do 'Buntownika bez powodu'. Skończyłem właśnie 18 lat i byłem świeżo po doświadczeniach z 'Hamletem' na deskach Globe Theater w San Diego. Nigdy wcześniej nie widziałem aktora, który improwizuje. Wydawało mi się to niezwykłe i fascynujące, że można przed kamerą robić rzeczy i wtrącać zdania, które nie są zapisane w scenariuszu. Olśniony zapytałem go, co powinienem zrobić, żeby nauczyć się improwizacji. Czy powinienem pojechać do Nowego Jorku i zapisać się do szkoły Lee Strasberga? Wtedy on powiedział, że nie. Wystarczy, żeby zamiast pokazywać, że coś robię, po prostu robić to. Jeżeli, powiedział, masz scenę z papierosem, to nie udawaj, że go zapalasz, tylko naprawdę zrób to. Jeśli w scenariuszu jest napisane, że musisz napić się drinka, to nie imituj osoby sięgającej po kieliszek, tylko napełnij go i wychyl, tak jakbyś to robił sam, gdy nikt nie widzi.

Podziel się