A może, jeśli chcemy zadbać o moralność Kowalskich spragnionych nowego telewizora, warto też tę samą miarę przyłożyć do innych Na przykład do menedżerów wielkich korporacji, którzy - kryzys nie kryzys - gotowi są zawsze przyznać sobie milionowe premie i odprawy.
ZOBACZ TAKŻE
- Sterylizacja, czemu nie? (08-10-09, 01:00)
- Sens i bezsens (03-09-09, 01:00)
Jeden z niedawnych felietonów rozpoczęłam od Michaela Jacksona, co - jak się wydaje - przyciągnęło uwagę. Dlatego tym razem już w tytule jest Madonna, chociaż też niewiele o niej będzie.
Zaczniemy od pouczeń, których w związku z tamtym felietonem udzielił mi jeden z czytelników. Otóż nie powinnam czepiać się księdza Sowy, że poucza maluczkich, bo to jego rola, natomiast nie jest jego rolą zajmowanie się instytucjami bankowymi, bo tu moralność ma niewiele do rzeczy, a kapitalizm nie ma nic wspólnego z chciwością. I jeszcze: 'Ksiądz, Nauczyciel, Mama i Tata (Pani też) mają prawo, wręcz obowiązek pouczać innych (wiernych, dzieci, swoich przyjaciół) o tym, co jest moralne, a co nie. Ale tym, co jest »moralne « w działalności gospodarczej, zajmują się instytucje państwowe'.
Nawet jeżeli, jak sugeruje czytelnik, piszę głównie po to, by nakarmić własne ego, to ubocznie moim celem jest wskazywanie na to, że pewne oczywiste oczywistości, chociażby te wyżej przytoczone, nie są takie oczywiste. Jak widać, nie udało mi się za pierwszym razem, może teraz zaskoczy. Wcale nie jest oczywiste, że kapitalizm, każąc nam głównie zarabiać i wydawać, nie opiera się na chciwości - czyli nadmiernym pożądaniu dóbr materialnych i pieniędzy. Oczywiście kwestią dyskusyjną jest, kiedy jest ono nadmierne, ale faktem bezspornym - że system, w którym żyjemy, te predyspozycje w nas wzmacnia, czyli w istocie zmusza nas do przyjmowania grzesznej postawy.
Gdybyśmy byli jako ptaszkowie niebiescy, co to nie sieją, nie orzą i na żadnych dobrach im nie zależy, to wszystko przestałoby działać. Jasne, za stan swojej duszy każdy sam odpowiada, ale nakłanianie do grzechu też nie jest obojętne moralnie. I o to miałam pretensję do księdza Sowy. Że widzi drobne grzechy marzących o własnym domku kredytobiorców, a nie widzi grzesznego mechanizmu, który wodzi nas na pokuszenie. Także o to, że dostrzega źdźbło w oku bliźniego, nie widzi zaś belki we własnym kościelnym oku - nieprzyzwoitej zachłanności Kościoła. Kapitalizm opiera się na prywatnej własności, poucza mnie czytelnik, a ksiądz Sowa mówi, że jest on dobry. Ale czy zawsze? Jeśli nawet Kościół ma tytuł prawny do jakiegoś budynku, to czy rzeczywiście własność prywatna jest aż taką świętością, że przestają liczyć się dzieci, które tracą szkołę, chorzy wyrzuceni ze szpitala? A może nadmierne przywiązanie do prywatnej własności ma jednak coś wspólnego z chciwością?
I wreszcie - czy każdy ma prawo moralizować? Nie można nikomu tego zabronić. Lepiej jednak wskazówki moralne najpierw zastosować do siebie. I - pozwolę sobie pomoralizować - lepiej nie skupiać się na maluczkich, tylko dobrać się do skóry wielkim. Czytelnik chwali się, że wszystkich ludzi traktuje równo. Doprawdy? A może, jeśli chcemy zadbać o moralność Kowalskich spragnionych nowego telewizora, warto też tę samą miarę przyłożyć do innych. Na przykład do menedżerów wielkich korporacji, którzy - kryzys nie kryzys - gotowi są zawsze przyznać sobie milionowe premie i odprawy. I zapytać się o skalę grzechu chciwości.
A teraz nadszedł czas na obiecaną Madonnę, a nawet dwie. Jedną czczoną 15 sierpnia i drugą, która tego samego dnia będzie śpiewała na lotnisku na Bemowie. Czy katoliccy moraliści, a przede wszystkim rzecznik praw obywatelskich mają prawo widzieć w tym zestawieniu obrazę uczuć religijnych i pouczać nas, co wolno nam tego dnia robić? Madonna jest kwintesencją kultury masowej, więc jeśli nie może pojawić się obok świąt kościelnych, to trzeba też wstrzymać nadawanie wszelkich programów telewizyjnych. A może chodzi o zarezerwowane imię? U nas może zarezerwowane, ale ją włoscy rodzice naprawdę tak nazwali.
Są pewne ogólne zasady moralne, których wszyscy powinniśmy przestrzegać, i irytujące różnice, które należy tolerować. Mnie denerwują procesje, kogoś innego koncert - jakoś trzeba się pogodzić. I powstrzymać się od moralizowania, by uszanować prawo drugiego człowieka do innej wrażliwości.
Zaczniemy od pouczeń, których w związku z tamtym felietonem udzielił mi jeden z czytelników. Otóż nie powinnam czepiać się księdza Sowy, że poucza maluczkich, bo to jego rola, natomiast nie jest jego rolą zajmowanie się instytucjami bankowymi, bo tu moralność ma niewiele do rzeczy, a kapitalizm nie ma nic wspólnego z chciwością. I jeszcze: 'Ksiądz, Nauczyciel, Mama i Tata (Pani też) mają prawo, wręcz obowiązek pouczać innych (wiernych, dzieci, swoich przyjaciół) o tym, co jest moralne, a co nie. Ale tym, co jest »moralne « w działalności gospodarczej, zajmują się instytucje państwowe'.
Nawet jeżeli, jak sugeruje czytelnik, piszę głównie po to, by nakarmić własne ego, to ubocznie moim celem jest wskazywanie na to, że pewne oczywiste oczywistości, chociażby te wyżej przytoczone, nie są takie oczywiste. Jak widać, nie udało mi się za pierwszym razem, może teraz zaskoczy. Wcale nie jest oczywiste, że kapitalizm, każąc nam głównie zarabiać i wydawać, nie opiera się na chciwości - czyli nadmiernym pożądaniu dóbr materialnych i pieniędzy. Oczywiście kwestią dyskusyjną jest, kiedy jest ono nadmierne, ale faktem bezspornym - że system, w którym żyjemy, te predyspozycje w nas wzmacnia, czyli w istocie zmusza nas do przyjmowania grzesznej postawy.
Gdybyśmy byli jako ptaszkowie niebiescy, co to nie sieją, nie orzą i na żadnych dobrach im nie zależy, to wszystko przestałoby działać. Jasne, za stan swojej duszy każdy sam odpowiada, ale nakłanianie do grzechu też nie jest obojętne moralnie. I o to miałam pretensję do księdza Sowy. Że widzi drobne grzechy marzących o własnym domku kredytobiorców, a nie widzi grzesznego mechanizmu, który wodzi nas na pokuszenie. Także o to, że dostrzega źdźbło w oku bliźniego, nie widzi zaś belki we własnym kościelnym oku - nieprzyzwoitej zachłanności Kościoła. Kapitalizm opiera się na prywatnej własności, poucza mnie czytelnik, a ksiądz Sowa mówi, że jest on dobry. Ale czy zawsze? Jeśli nawet Kościół ma tytuł prawny do jakiegoś budynku, to czy rzeczywiście własność prywatna jest aż taką świętością, że przestają liczyć się dzieci, które tracą szkołę, chorzy wyrzuceni ze szpitala? A może nadmierne przywiązanie do prywatnej własności ma jednak coś wspólnego z chciwością?
I wreszcie - czy każdy ma prawo moralizować? Nie można nikomu tego zabronić. Lepiej jednak wskazówki moralne najpierw zastosować do siebie. I - pozwolę sobie pomoralizować - lepiej nie skupiać się na maluczkich, tylko dobrać się do skóry wielkim. Czytelnik chwali się, że wszystkich ludzi traktuje równo. Doprawdy? A może, jeśli chcemy zadbać o moralność Kowalskich spragnionych nowego telewizora, warto też tę samą miarę przyłożyć do innych. Na przykład do menedżerów wielkich korporacji, którzy - kryzys nie kryzys - gotowi są zawsze przyznać sobie milionowe premie i odprawy. I zapytać się o skalę grzechu chciwości.
A teraz nadszedł czas na obiecaną Madonnę, a nawet dwie. Jedną czczoną 15 sierpnia i drugą, która tego samego dnia będzie śpiewała na lotnisku na Bemowie. Czy katoliccy moraliści, a przede wszystkim rzecznik praw obywatelskich mają prawo widzieć w tym zestawieniu obrazę uczuć religijnych i pouczać nas, co wolno nam tego dnia robić? Madonna jest kwintesencją kultury masowej, więc jeśli nie może pojawić się obok świąt kościelnych, to trzeba też wstrzymać nadawanie wszelkich programów telewizyjnych. A może chodzi o zarezerwowane imię? U nas może zarezerwowane, ale ją włoscy rodzice naprawdę tak nazwali.
Są pewne ogólne zasady moralne, których wszyscy powinniśmy przestrzegać, i irytujące różnice, które należy tolerować. Mnie denerwują procesje, kogoś innego koncert - jakoś trzeba się pogodzić. I powstrzymać się od moralizowania, by uszanować prawo drugiego człowieka do innej wrażliwości.
Źródło: Wysokie Obcasy
-
Madonna i Madonna
possessive
20.08.09, 00:43
Ksiądz-dobrodziej nie żyje na kredyt to pewne.»
-
Madonna i Madonna
amerlyn
23.08.09, 12:41
Nie wiem, czy czytelnik, ktorego post tak pania zdenerwowal, tym razem zaskoczyl, jezeli chodzi o mnie, to wrecz przeciwnie! Nie tylko nie zaskoczylem, ale spotegowalo sie moje wrarzenie, ze»
-
Re: Madonna i Madonna
mamalgosia
24.08.09, 12:16
Myślę, że zdrowa krytyka jest potrzebna. Kościołowi Katolickiemu także.Zdrowa - nie jest nią niestety jad szastany na oślep»
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień










