Aż trudno uwierzyć, że już minęło siedem lat od powstania 'Mojego wielkiego greckiego wesela'. Niedawno byłam na kolacji z producentami pierwszego filmu i wspominaliśmy historie z planu. Przypomnieli mi, że paranoicznie bałam się, że nie dostanę roli Touli. Gdy ją dostałam, to bałam się, że zaraz ją stracę, a w kontrakcie była nawet klauzula, że jeśli uda mi się przetrwać pierwsze trzy dni pracy na planie, to nie mogę zostać zwolniona. Trzeciego dnia przymierzałam ubranie w garderobie i sprawdzałam, czy na wieszaku wisi cała seria kostiumów. Przełom nastąpił dopiero czwartego dnia, gdy o siódmej rano wyjrzałam z hotelu i zobaczyłam, że czeka na mnie kierowca, by zawieźć mnie na plan. Dopiero wtedy uwierzyłam, że gram w tym filmie, i po raz pierwszy usiadłam na krześle z moim nazwiskiem - taka jestem przesądna.
Do kin wchodzi 'Moja wielka grecka wycieczka'. Myśli pani, że Grecy są rzeczywiście tacy, jak przedstawiają ich oba filmy? Oczywiście, że nie! To wizja Greków w trochę podkolorowanej wersji inspirowana członkami mojej ogromnej grecko-kanadyjskiej rodziny. Zdarzały mi się rozmowy ze starszymi paniami w kościele, które ganiły mnie za zbytnie przerysowywanie pewnych cech. Chwilę później dawały mi domowej roboty musakę i zapominały o całej sprawie. Powiedzmy sobie szczerze, nie jest to może film, który zapisze się w historii kina, ale fajna
komedia na lato opowiadająca o tym, że to, co najistotniejsze, czasem leży pod samym nosem.
Gdzie znikła pani na te siedem lat między filmami? Jeszcze niedawno nie byłam gotowa opowiadać o tym, ale teraz jestem. Po pierwsze nie dostałam dobrego scenariusza. Niestety, Martin Scorsese nigdy nie zadzwonił. Oferty, które dostawałam, były naprawdę na żenującym poziomie, który nazwałabym tanią perwersją. Drugą sprawą był kryzys w moim życiu spowodowany dziesięcioletnią walką z niepłodnością, którą przegrywałam. Cała kariera aktorska była dla mnie nic niewarta, ponieważ nie mogłam zostać matką. Nie czułam się gotowa, żeby stanąć ani za, ani przed kamerą. Dlatego zrobiłam sobie bardzo długie wakacje, podczas których napisałam sześć scenariuszy. Gdy w końcu dotarłam do scenariusza 'Mojej wielkiej greckiej wycieczki' i zaczęłam go przerabiać, coraz bardziej zagłębiałam się w postać głównej bohaterki Georgii i coraz bardziej byłam przekonana, że powinnam ją zagrać. Najbardziej ucieszyła mnie możliwość powrotu do Grecji. Wiedziałam, że producenci będą musieli się postarać o pozwolenie kręcenia na Partenonie - nie mogliśmy go przecież zbudować w Calgary!
Podobnie jak Georgii, i pani udało się rozwiązać życiowe problemy. Tak. Przez trzy lata staraliśmy się o adopcję. Raz zaoferowano nam, w innym kraju, że jeśli zechcemy, to zostaniemy przesunięci na sam początek listy oczekujących. Nie zgodziłam się na takie postępowanie, ponieważ zepchnęlibyśmy inną rodzinę na dół listy. Chciałam, żeby wszystko przebiegało tak, jak powinno - w końcu adoptowałam
dziecko jako osoba prywatna, a nie jako celebrytka. Panuje dziwne przeświadczenie wśród aktorek, że jeśli adoptują dziecko z innego kraju, to natychmiast staną się takie piękne i utalentowane jak Angelina Jolie, a
studia filmowe będą się bić o ich udział w swoich filmach. Bzdura - wcale nie jest tak łatwo adoptować dziecko z innego kraju, to długi i ciężki proces. W końcu trafiliśmy na stronę organizacji adoptuskids.org i poznaliśmy pracownice socjalne, które od początku zapewniały nas, że zostaniemy rodzicami. Mówiły: 'Właśnie ta dziewczynka spośród 130 tysięcy
dzieci w
USA oddanych do adopcji będzie waszą córką'. Nawet nie wie pani, jak takie słowa brzmią w uszach kogoś, kto przez siedem lat słyszał tylko: 'nie', 'niemożliwe', 'nic z tego nie będzie'!
Czy pani córka już zdaje sobie sprawę z tego, że jej mama jest znaną aktorką? Była na planie kilkakrotnie, ale myślę, że nie zdaje sobie jeszcze do końca sprawy z tego, co robię. Wie jednak, że ludzie uważnie słuchają tego, co mówię. Wyreżyserowałam niedawno film 'I Hate Valentine's Day' i gdy mnie odwiedzili z Ianem na planie, brała do ręki każdą rzecz i pytała się, czy należy do mnie. Godzenie kariery, pracy i życia rodzinnego nie jest łatwe. Na szczęście jestem przyzwyczajona do robienia kilku rzeczy naraz. Kiedy jednak jestem w domu z mężem i córeczką, to jestem wyłącznie żoną i mamą - nie odbieram telefonów. To jest całkiem nowa rzecz dla nas obu, dopiero się poznajemy. Uwielbiam kłaść ją spać i wiem, że przynajmniej na początku chcę robić to codziennie. Miniony rok był najbardziej szalony w moim życiu - nakręciłam dwa filmy jednocześnie i adoptowałam małą dziewczynkę.
Wracając do filmu - czy kiedykolwiek była pani taką stereotypową amerykańską turystką, jaką przedstawia film? Jestem przeciwniczką zorganizowanych wyjazdów. Gdy jadę do nieznanego mi kraju, pierwsze, co robię, to wymieniam pieniądze na lokalną walutę, a potem chodzę aż do skrajnego wyczerpania i totalnego zagubienia się. Wtedy łapię taksówkę z powrotem do hotelu. Raz, będąc w Madrycie, zgubiłam wizytówkę hotelu i nie byłam w stanie wytłumaczyć kierowcy, gdzie ma mnie zawieźć. Na szczęście trafiliśmy z powrotem. Gdy przygotowywałam się do roli Georgii wybrałam się na zorganizowaną wycieczkę autobusem z odkrytym dachem po Londynie. Przewodniczka pokazywała poszczególne miejsca: budynek parlamentu, Big Bena, opactwo westminsterskie, ale w turystach nie wzbudziły one żadnego entuzjazmu i nawet nie wyciągnęli aparatów, żeby zrobić zdjęcia. Ożywili się, dopiero gdy pokazała okno, które kiedyś zostało wykorzystane w filmie o Jamesie Bondzie.
Czy chciałaby pani wrócić do teatru? To moje największe marzenie. Chciałabym bardzo wrócić na scenę, szczególnie w Nowym Jorku. Byłam ze znajomymi na sztuce 'Jersey Boys' i przez cały czas powtarzałam sobie: 'Tylko nie wskocz na scenę'. Ale wiem, że musiałabym poświęcić na to półtora roku, a kiedy jest się mężatką i matką, nie jest to tak łatwe.
A nowy film? Oczywiście! Proszę napisać w swojej gazecie, że jeśli tylko nie muszę się rozbierać przed kamerą, to wezmę każdą rolę!