Bo tutaj - czy to wojna, czy PRL, czy demokracja - zawsze jest tak samo strasznie.
Przeglądając recenzje książki Joanny Bator 'Piaskowa góra', możemy dowiedzieć się z nich, że zaletą tej powieści jest opisanie trudnego losu kobiet w PRL-u, natomiast wadą ideologiczne naleciałości feministyczne. A konkretnie o co chodzi? Na czym naleciałości te polegają? Nikt nie stawia autorce zarzutu, że zajmuje się kobietami, ich losami, odczuciami, marzeniami. Bo dlaczego to akurat miałoby być feministyczne? Jak wiadomo, feminizm nie na tym polega. Jest natomiast łyżką dziegciu, która może popsuć nawet największą kadź miodu. Jakże wspaniałe mielibyśmy pisarki, gdyby nie te feministyczne naleciałości!
Na przykład feministyczny podobno jest sarkazm, z jakim autorka traktuje zwykłe kobiety oglądające telewizyjne seriale. Jednak recenzentka 'Polityki' Maria Cuber ma z feminizmem jeszcze ciekawsze skojarzenia. Jej zdaniem pisarka 'nie uwalnia się od feministycznego stereotypu, gdy podsuwa czytelnikowi historie o aborcjach dokonywanych przez Polki w latach 60. i 70. albo o ich romansach z Żydami (wojenna historia Zofii) albo księżmi (historia Dominiki z lat 90. ubiegłego wieku)'. Jak rozumiemy, samo wspomnienie o zjawisku na 'a' czyni z twórcy (płci dowolnej) feministę. Wystarczy unikać brzydkiego słowa na 'a' i wszystko będzie dobrze. Polska bez 'a' byłaby zdrowa i niestereotypowa. Co jest jednak feministycznego w opisywaniu romansu z Żydem albo księdzem? Czy chodzi o jakieś stereotypowe wyobrażenia na temat feministek jako kobiet, które sypiają wyłącznie z Żydami i księżmi?! Czy jedyny dający się pomyśleć niefeministyczny romans to narzeczeństwo Polki z Polakiem, bez seksu przedmałżeńskiego i zakończone przed ołtarzem?
Nie zamierzam jednak dalej zajmować się tropieniem ideologii feministycznej w książce Bator. Mam wrażenie, że wszelkie napomknienia na ten temat nie służą zgłębieniu tej zagadki, tylko pogrożeniu autorce paluszkiem, że coś jest nie tak z tym, co napisała. A jeżeli coś jest nie tak, a autorka jest kobietą, i to taką, która feminizmem się zajmowała, to na pewno winny jest feminizm. Może jednak coś innego mogło w tej powieści bardziej drażnić?
Mnie całkiem nieoczekiwanie skojarzyła się ona z 'Malowanym ptakiem' (przypomnijmy, że powieść Jerzego Kosińskiego pod tym tytułem dotyczyła strasznego losu odmieńca zaszczutego w czasie okupacji przez stado miejscowych). W 'Piaskowej górze' też mamy odmieńców i swojaków. Swoi to Polacy - genetyczni i stroniący od wszelkiej odmienności. Są brzydcy, głupi, katoliccy, skupieni na swoich małych sprawach, bezduszni, czasem cwaniacy, a czasem nawet mordercy. Odmieńcy to Żydzi, geje, lesbijki, osoby nierepresjonujące swojej seksualności (puszczalska), ci, którzy są zbyt piękni i inteligentni jak na miejscowe warunki, a jak nie są piękni i inteligentni, to przynajmniej są dobrzy. Czego mogą spodziewać się po swojskich Polakach? Wytykania palcami, separacji, ataków mniejszych lub większych. Skatowania prawie na śmierć, zamordowania, podpalenia, utopienia. Co mogą z tym zrobić? W Polsce nic. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest wyjazd, chociażby do Niemiec. Albo gdziekolwiek, gdzie jest pięknie, ciepło i ludzie mogą żyć, jak chcą.
Bo tutaj - czy to wojna, czy PRL, czy demokracja - zawsze jest tak samo strasznie. Brzydko, głupio, ciasno. No i bohaterka powieści - w której odezwały się żydowskie geny, jest więc piękna i studiuje matematykę - wyjeżdża. A my zostajemy w Wałbrzychu. Przypominam: to nie ja mówię, ja tylko streszczam to, co z powieści tej dość jasno wynika. Osobiście nie mam nic przeciwko Wałbrzychowi, a już na pewno nie przeciwko ludziom, którzy tam mieszkają. Sądząc po recenzjach, można przeczytać 'Piaskową górę' i w ogóle tego wszystkiego nie zobaczyć. Nie chcieć zobaczyć? W końcu to niezbyt miły obrazek.
Na przykład feministyczny podobno jest sarkazm, z jakim autorka traktuje zwykłe kobiety oglądające telewizyjne seriale. Jednak recenzentka 'Polityki' Maria Cuber ma z feminizmem jeszcze ciekawsze skojarzenia. Jej zdaniem pisarka 'nie uwalnia się od feministycznego stereotypu, gdy podsuwa czytelnikowi historie o aborcjach dokonywanych przez Polki w latach 60. i 70. albo o ich romansach z Żydami (wojenna historia Zofii) albo księżmi (historia Dominiki z lat 90. ubiegłego wieku)'. Jak rozumiemy, samo wspomnienie o zjawisku na 'a' czyni z twórcy (płci dowolnej) feministę. Wystarczy unikać brzydkiego słowa na 'a' i wszystko będzie dobrze. Polska bez 'a' byłaby zdrowa i niestereotypowa. Co jest jednak feministycznego w opisywaniu romansu z Żydem albo księdzem? Czy chodzi o jakieś stereotypowe wyobrażenia na temat feministek jako kobiet, które sypiają wyłącznie z Żydami i księżmi?! Czy jedyny dający się pomyśleć niefeministyczny romans to narzeczeństwo Polki z Polakiem, bez seksu przedmałżeńskiego i zakończone przed ołtarzem?
Nie zamierzam jednak dalej zajmować się tropieniem ideologii feministycznej w książce Bator. Mam wrażenie, że wszelkie napomknienia na ten temat nie służą zgłębieniu tej zagadki, tylko pogrożeniu autorce paluszkiem, że coś jest nie tak z tym, co napisała. A jeżeli coś jest nie tak, a autorka jest kobietą, i to taką, która feminizmem się zajmowała, to na pewno winny jest feminizm. Może jednak coś innego mogło w tej powieści bardziej drażnić?
Mnie całkiem nieoczekiwanie skojarzyła się ona z 'Malowanym ptakiem' (przypomnijmy, że powieść Jerzego Kosińskiego pod tym tytułem dotyczyła strasznego losu odmieńca zaszczutego w czasie okupacji przez stado miejscowych). W 'Piaskowej górze' też mamy odmieńców i swojaków. Swoi to Polacy - genetyczni i stroniący od wszelkiej odmienności. Są brzydcy, głupi, katoliccy, skupieni na swoich małych sprawach, bezduszni, czasem cwaniacy, a czasem nawet mordercy. Odmieńcy to Żydzi, geje, lesbijki, osoby nierepresjonujące swojej seksualności (puszczalska), ci, którzy są zbyt piękni i inteligentni jak na miejscowe warunki, a jak nie są piękni i inteligentni, to przynajmniej są dobrzy. Czego mogą spodziewać się po swojskich Polakach? Wytykania palcami, separacji, ataków mniejszych lub większych. Skatowania prawie na śmierć, zamordowania, podpalenia, utopienia. Co mogą z tym zrobić? W Polsce nic. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest wyjazd, chociażby do Niemiec. Albo gdziekolwiek, gdzie jest pięknie, ciepło i ludzie mogą żyć, jak chcą.
Bo tutaj - czy to wojna, czy PRL, czy demokracja - zawsze jest tak samo strasznie. Brzydko, głupio, ciasno. No i bohaterka powieści - w której odezwały się żydowskie geny, jest więc piękna i studiuje matematykę - wyjeżdża. A my zostajemy w Wałbrzychu. Przypominam: to nie ja mówię, ja tylko streszczam to, co z powieści tej dość jasno wynika. Osobiście nie mam nic przeciwko Wałbrzychowi, a już na pewno nie przeciwko ludziom, którzy tam mieszkają. Sądząc po recenzjach, można przeczytać 'Piaskową górę' i w ogóle tego wszystkiego nie zobaczyć. Nie chcieć zobaczyć? W końcu to niezbyt miły obrazek.
Źródło: Wysokie Obcasy
-
Malowany ptak w Wałbrzychu
micawber
03.08.09, 10:42
I slusznie ostrzega Recenzentka z Polityki przed nalecialosciami feminizmu w dobrej skaninad powiesci.Pies Bobik na swym blogu www.blog-bobika.eu nie od dzis ostrezga przed zagrozeniami »
-
Malowany ptak w Wałbrzychu
krzysztofczyz
06.08.09, 22:22
Po felietonie pani Kingi nie czuję jakiejkolwiek pokusy aby przeczytac tą książkę. Czy o to pani chodziło? »
-
Re: Twój narodek - Oby Sczezł, micawber
drojb
06.08.09, 23:44
Razem z twoimi zamrożonymi "zarodeńkami" i całą twoją bezduszną bezmyślnością!»
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień










