Pomiędzy szczytami gór widać wszechkosmos. Tak pan pisze o Islandii. Gdzie dokładnie widać ten wszechkosmos?
20 minut samochodem od Rejkiawiku. Jedziesz i nagle znajdujesz się na pustkowiu Jeśli nie przygotujesz się odpowiednio, zimą możesz mieć problemy. My, Islandczycy, żyjemy blisko natury. Ktoś wybitnie pewny siebie może ze szczytu góry patrzeć w dół jak zdobywca, a sekundę później zginąć. Dlatego w Islandii lepiej być pokornym. Przypominają o tym nordyckie mity.
Jaką Islandię zna pan z dzieciństwa?
Chyba inną od tej rzeczywistej. Jako dziecko byłem zafascynowany islandzkim folklorem. Znalazłem w domowej bibliotece sześć tomów XIX-wiecznych islandzkich bajek. Akademickie wydanie, kilka wersji jednej historii, żadnych rysunków, więc wydawało mi się to trudne, a jednocześnie fascynujące. Bohaterowie mieli zwyczajne nazwiska, takie jakie znałem z tabliczek na drzwiach sąsiadów, ale spadali z nieba, wychodzili z morza, w ciemnych lasach zamieniali się w zwierzęta.
Jacy są bogowie nordyckiej mitologii?
Mieli być symbolami cnót jak w każdej mitologii. Potem stali się karykaturami. Kościół w Islandii po reformacji zwrócił się przeciwko folklorowi. W katolicyzmie akceptowane są historie z wieloma barwnymi postaciami, protestanci mają jednego silnego Boga, cała reszta jest słaba. Zatem nordyccy bogowie najpierw zostali zdemonizowani, potem stali się trywialni, w końcu zamienili się w karykatury samych siebie. Należałoby ich zrehabilitować.
Próbował pan to zrobić w powieści 'Skugga Baldur'?
Wyśmiewam w niej karykatury. Kiedy pisałem tę książkę, premierem Islandii był człowiek, który na początku miał wizerunek sympatycznej postaci, ale szybko stał się rodzajem tyrana. Taki jest mój bohater. Baldur to imię boga światła w nordyckiej mitologii, Skugga znaczy cień. Istnieje też w islandzkiej mitologii stworzenie, które nazywa się Skugga Baldur, pół kot, pół lisica, dziki stwór, którego ludzie się boją. Mój Baldur też jest takim stworem. Ksiądz, który wierzy w materializm. Kiedy znajduje się pośród natury, pierwszym jego pomysłem jest polowanie. Drugim bohaterem jest naukowiec o lirycznym sercu. Celebruje picie herbaty, zbiera zdjęcia zakochanych. Widziałem ich jako dwa elementy, z których zbudowany jest islandzki charakter narodowy. Ten słabszy jest mniej pewny siebie, nie chce władzy, za to jest głodny wiedzy o świecie. Są jak dwie postaci siedzące na ramionach jednego człowieka w kreskówce. Wszystko w tej książce polega na zmienianiu ról, na rewersach.
Zmieniają się przez to spotkanie?
Postać taka jak Baldur zupełnie nie dba o to, co ludzie o nim myślą. Nie ma ochoty się zmieniać. Taki jest problem z tyranami. Mogą ich nienawidzić miliony, a oni mają to w nosie. Gdyby przeszedł metamorfozę, nic by już z niego nie zostało. Zatem jest draniem do końca. Znalazłem kiedyś stare zdjęcie człowieka stojącego na niewielkim wzgórzu przed szeregiem małych domów. Absolutnie elegancki, wyprasowana koszula, marynarka, pieczołowicie zakręcony wąs. Pomyślałem: 'To jest zły Islandczyk, który znajduje się na pięknej ziemi'. Pomyślałem: 'Takiego bohatera szukam', a potem: 'O mój Boże, on musi być księdzem'. Wtedy też zdałem sobie sprawę, że chcę napisać książkę, która byłaby mieszanką kontrastów.
Skomponował ją pan jak kwartet smyczkowy.
Układanie kompozycji zajęło mi dużo więcej czasu niż samo pisanie. Kiedy zacząłem myśleć o tej powieści, pracowałem z Kwartetem Brodskiego, pisałem słowa do muzyki klasycznej. Zdałem sobie sprawę, że nowela tak się ma do powieści jak kwartet do symfonii. Narzuciłem pisaniu rygorystyczną konstrukcję, układanie planu było niemal matematyczne, rozdziały mają przemyślaną liczbę stron, pracowałem jak kompozytor. Schubert byłby dobrą ścieżką dźwiękową tej książki. Początek jest jak introdukcja, lekka, prosta melodia. Potem bardziej skomplikowany fragment - wchodzimy do głów bohaterów, następnie powrót do melodii pierwszej części, na koniec łagodne wyciszenie. Ta książka jest dla mnie dowodem, że dobrze jest współpracować z muzykami między pisaniem książek.
Kiedy zaczął pan pracować z Björk?
Jesienią 1981 roku na jedną z imprez grupy poetyckiej Meduza, do której należałem, przyszła nowa dziewczyna. Rozczochrana, mała, w kolorowej sukience. Miała 16 lat, była dziewczyną jednego z moich przyjaciół. Ale wtedy nie pisałem jeszcze dla niej tekstów. Pojawialiśmy się czasem razem na scenie podczas surrealistycznych happeningów.
O co chodziło grupie Meduza?
Ja byłem przede wszystkim zainteresowany pisaniem, ale organizowaliśmy też polityczne akcje. Podczas punkowych koncertów między piosenkami wychodziłem na scenę, żeby odczytywać wiersze. W 1983 roku, podczas wyborów prezydenta Rejkiawiku, zachęcaliśmy do oddawania pustych głosów. Wierzyliśmy, że uda nam się zachwiać system przez trzymanie ludzi z daleka od głosowania. Rzeczywiście udało nam się trochę wyprowadzić polityków z równowagi. Wtedy uważali za oczywiste, że wspierają ich młodzi ludzie. Daliśmy pierwszy znak w latach 80. w Islandii, że nie mogą nas używać jako broni propagandowej. Próbowali organizować konkurencyjne koncerty, w bardziej atrakcyjnych miejscach, z popularniejszymi artystami, ale nikt tam nie chodził.
Kogo wspieraliście?
Byliśmy ponad politycznymi podziałami na prawą i lewą stronę. Prawie wszyscy starsi pisarze byli związani z partią socjalistyczną choćby przez to, że największe islandzkie wydawnictwo było związane z tą partią. Resztę uważało się za burżujów. My chcieliśmy działać jak anarchiści. Wierzyliśmy w rewolucyjną siłę słowa. Chcieliśmy zmieniać ludzi, prowokować eksplozje w ich głowach, działać na podświadomość.
Dlatego został pan poetą?
Zacząłem pisać jako 15-latek, nie wiem dlaczego. Byłem wtedy redaktorem szkolnego czasopisma, które oddawaliśmy do najtańszej drukarni w Rejkiawiku. Jednocześnie było to centrum niezależnych wydawnictw podziemnych. Marzyłem o tym, żeby wydać książkę. Wyobraziłem sobie, że jedyną rzeczą, którą muszę zrobić, jest zgromadzenie swoich wierszy, a potem wysłanie ich do drukarni. Zapłaciłem za to pieniędzmi, które zarobiłem latem, pracując w szpitalu. Kiedy książkę wydrukowano, zimą 1979 roku, sam sprzedawałem ją na ulicach, w autobusach. Mama powiedziała: 'Jeśli chcesz być poetą, będę cię wspierać'. Pracowała w wydawnictwie, z którym było związanych kilku młodych islandzkich artystów. Ponieważ śledziła ich kariery, spodziewała się, że ja też opublikuję jedną albo dwie książki.
Stało się inaczej.
Tak, pewnego dnia zdajesz sobie sprawę, że wszyscy wokół widzą w tobie pisarza. U mnie przyszło to późno, miałem około 30 lat. Wcześniej pracowałem fizycznie, jako listonosz, asystent w biurze. Pisanie było wtedy związane z zachwycaniem się, jak różne fenomenalne rzeczy można robić z islandzkimi słowami. Surrealistyczny ruch literacki eksplodował w Islandii na początku lat 80. Kiedy myślę o Rejkiawiku tamtych czasów, mam w głowie powalające metafory, widzę obrazy samochodów przemierzających ulice jak lwy. Ta tęsknota artystów za anarchią została już na zawsze we wszystkich, którzy wtedy byli związani z Meduzą. Moja praca z Björk do dziś polega na takiej samej zabawie, jaką uprawialiśmy w latach 80. Zaczyna się od rozmawiania o dziwnych wyobrażeniach, ona zazwyczaj ma jakiś pomysł na emocję, wymyśla na ten temat melodię, potem razem zastanawiamy się nad narracją. Rozmawiamy, nucimy, aż wymyślę pierwszy wers.
Czego zazdrości pan pisarzom spoza Islandii?
Pochodzę z uprzywilejowanego społeczeństwa. Mamy bogatą, ciekawą historię literacką, ale nie znamy wojen, krwawych rewolucji. Dla autorów, którzy przeżyli Holocaust albo są politycznymi wygnańcami, pisanie jest prawem, które musieli sobie wywalczyć. Ja pochodzę z bezpiecznego małego nordyckiego kraju, jednak i tu jest o co walczyć. Mogę być głosem tych, którzy zostali stłamszeni. W czystej Islandii, którą można opisywać jak raj, nie ma ludzi z zespołem Downa. Wystarczająco wcześnie można sprawdzić w badaniach, czy dziecko będzie chore, żeby matka mogła zdecydować, że go nie chce. Takie dzieci w Islandii rodzą się coraz rzadziej. Nauka pozwala na eliminowanie ułomności. Niezależnie od tego, czy jestem za aborcją, czy przeciw, zauważam niebezpieczne zjawisko - zanika przyzwolenie dla słabości. Jeśli ktoś jest słaby, ukrywa się, bo inni nie wiedzą, jak na niego reagować. Tymczasem właśnie dzięki niepewności żyje się pełnią, celebruje życie. To jest to, co pisarz z uprzywilejowanego społeczeństwa może powiedzieć tym społeczeństwom, które mają bardziej skomplikowaną historię.