Hit: Hanna Samson 'Flesz. Zbiorowy akt popświadomości', wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009
'Flesz' to bodaj najlepsza książka jednej z moich ulubionych autorek. Forma przerażająca na pierwszy rzut oka, bo oto mamy coś, co wygląda na zapis żywej, nieprzetworzonej mowy. 'Zbiorowy akt popświadomości', jak głosi podtytuł, opatrzony jest zaskakującym w tym otoczeniu, ale bezsprzecznie trafnym mottem z Konstantego Jeleńskiego: 'To jest prawdziwy puls epoki'. Bo jest. 'Flesz' to współczesny poemat prozą, starannie skonstruowany, niemal bez zbędnego słowa. Donos rzeczywistości, gadanie ludzkie, babskie w tym wypadku, w całej potworności, nędzy i nieodpartym komizmie. Głosy kobiet, uczestniczek badań fokusowych zamówionych przez redakcję 'Ekskluzywnego Magazynu o Gwiazdach', są w całym tekście niemal nierozróżnialne, tworzą świat pozornie bez dramaturgii, oparty na powtórzeniach i skojarzeniach. Wszyscy ten świat znamy: z pociągów, poczekalni, przystanków, z rozmaitych przeznaczonych dla kobiet miejsc takich jak piaskownice, sale szpitalne, salony piękności. To jest nasz świat. Wciąga jak wirówka nonsensu, straszliwa katarynka, magiel odwieczny. Strumień wolnych skojarzeń toczy się utartą koleiną komunałów i stereotypów, sięgając komizmu na miarę Mirona Białoszewskiego i Elfriede Jelinek. Kobiety nie mówią językiem. To język magazynów o gwiazdach mówi nimi, dyscyplinując je, podporządkowując i wpajając im hierarchie. Skuteczniej niż państwo policyjne.
Kit: Andrzej Stasiuk 'Czekając na Turka', wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009
Niewielki utwór sceniczny stworzony 'w ramach europejskiego projektu teatralnego Instytutu Goethego', niemieckich teatrów narodowych i kilku jeszcze równie poważnych instytucji, które - jak rozumiemy - łożyły przez pewien czas na pisarza, aby mogło powstać jego dzieło. Chyba nie posłużyło to znanemu z umiłowania wolności artyście, bo Stasiuk osiągnął tym razem poziom niezamierzonej autoparodii. A może i zamierzonej? Mamy noc, mamy las, mamy ciemność i wiatr, co 'wieje przez przełęcz'. 'Chór starych przemytników' na dawnym karpackim przejściu granicznym siedzi pod sklepem z alkoholem. Granicy nie ma, nie ma zatem sensu ich istnienie. Sklep to 'ściana butelek', za nią las. Stary abdykować musi na rzecz młodego, totalitaryzm zastąpiła prywatyzacja i wykup ziem postgranicznych przez Turka. Umowność scenerii podkreśla, być może, że oto nadszedł kres stasiukowszczyzny, że sam tekst o zbójach spod sklepu, psach gestapowskich i budce strażnika kruszy się jak papier i gdyby nie zobowiązania wobec Federalnej Centrali Kształcenia Politycznego wymienionej z tyłu tej (wydanej w dwujęzycznej wersji) książeczki - doprawdy nie warto by było jej pisać. Inwestor turecki pojawia się pod postacią pani Salaminy, która tę nostalgiczną scenerię karpacką obrócić ma w skansen. Władza kobiety symbolizuje, jak rozumiemy, powszechny uwiąd wszystkiego.