Co roku jedynie nieco ponad 10 tysięcy młodych ludzi rozpoczyna w tym kraju naukę na uniwersytecie. (W Polsce, na zaledwie dwa razy więcej ludności przypada aż 50 razy więcej nowych studentów).
Ahmad nie wygląda na początkującego studenta. Wielki i barczysty, ma 25 lat, a sprawia wrażenie jeszcze starszego. Tuż po upadku talibów zaczął naukę w szkole wojskowej, potem wyjechał do Petersburga, do krewnych. Pracował na budowie i studiował. Chciał zostać inżynierem. Trenował też zapasy i boks. Bogaty życiorys jak na pierwszy rok dziennikarstwa.
Na powrót do Afganistanu namówili go rodzice, a właściwie jego druga mama - jak w Afganistanie określa się kolejną żonę ojca. Matka Ahmada nie żyje, ojciec jest już stary i lepiej, żeby miał syna bliżej siebie. Dlatego mieszkająca w Kunduzie rodzina chętnie łoży na utrzymanie Ahmada. Na szczęście załapał się na miejsce w akademiku, ale i tak bez pomocy krewnych studia byłyby nie możliwe. Nauka jest co prawda bezpłatna, ale stypendia dostają tylko najlepsi. Zresztą z nich i tak nie da się wyżyć.
Poznałam go w kafejce uniwersyteckiej. Jako pierwszy z grupy kilkunastu młodzieńców odważył się zagadać z nami. Dobrze to wróży jego przyszłej karierze dziennikarskiej. Nawiązać rozmowę z dwoma obcymi, na dodatek ewidentnie starszymi od siebie kobietami, to akt prawdziwej przebojowości w kraju, gdzie po skończonych zajęciach nie wypada się nawet odezwać do koleżanki z roku.
Studenci po przejściach
Po kilkunastu minutach pogawędki dołączyli do nas koledzy Ahmada: Mobin z trzeciego roku rolnictwa, Mohammad z dziennikarstwa i Rahmat z drugiego roku filozofii.
- Jaki jest twój ulubiony filozof? - zapytałam Rahmata. - Interesują mnie współcześni filozofowie niemieccy. - Habermas? - zgadywałam. - Nie Hegel.
Przestarzały program studiów to największa bolączka państwowych uczelni w Afganistanie. Przez ostatnich 20 lat afgańscy profesorowie zamiast doskonalić swoje umiejętności częściej walczyli o życie w obozach dla uchodźców w Peszawarze albo w najlepszym razie wiązali koniec z końcem jako sprzedawcy ubrań na bazarach Bandar Abbas czy taksówkarze w Teheranie.
Żaden z kolegów Ahmada nie zaczął studiów w normalnym trybie: od razu po 6 latach podstawówki, trzech gimnazjum i trzech liceum. W Afganistanie wojny trwają od trzydziestu lat, czyli dłużej niż moi rozmówcy żyją na świecie. Przerwy w nauce to lata emigracji (najczęściej do Pakistanu lub Iranu), praca zarobkowa czy po prostu zamknięte z powodu działań wojennych szkoły.
Edukacja afgańskich dziewcząt jest jeszcze bardziej poszarpana. Każda ma w swoim szkolnym życiorysie 5 letnią dziurę. Za talibów w ogóle nie wolno było im się uczyć. Wiele kobiet dokształcało się po domach, ale za to groziły surowe kary. Dlatego dzisiejsza, nawet skromna liczba 1,7 tys studentek przypadająca na 5,3 tysiąca studentów kabulskiego państwowego uniwersytetu jest imponująca.
Na trawnikach kampusu dziewczęta faktycznie są w mniejszości, ale już w salach wykładowych instytutu filologii - na zajęciach z rosyjskiego, historii literatury perskiej czy niemieckiego jest ich prawie tyle co chłopców. Towarzystwo zbija się w jednolite płciowo grupki: z przodu dziewczyny z tyłu chłopaki, albo pod oknem dziewczyny, pod ścianą chłopaki. W kawiarenkach na trzy stoliki zajęte przez chłopców przypada jeden dziewczyński.
Co zostało po Nadżibullahu
Kobietom w studiowaniu oprócz braku pieniędzy przeszkadzają też surowe obyczaje. Nadżiba pochodzi z Bamjanu, studiuje geologię, ale wolałaby medycynę. Ma nadzieje, że uda jej się zamienić kierunki jeśli dobrze zaliczy pierwszy rok. Rodzice w życiu nie zgodzili by się na jej wyjazd na studia, gdyby nie to, że ma w stolicy wujka, u którego może mieszkać. Akademik, a tym bardziej wynajmowanie mieszkania w kilka osób, co często robią chłopcy, w przypadku większości dziewczynek nie wchodzi w grę.
Wiele studentek to już mężatki. W Afganistanie kobiety wychodzą za mąż nawet jako siedemnastolatki, idąc na uniwersytet często są już matkami. Z myślą o nich i o innych dzieciatych pracownicach uniwersytetu na terenie uczelni jest przedszkole. Ten przejaw troski państwa o pracujące kobiety to dziedzictwo wspieranych przez ZSRR komunistycznych rządów z lat 80. Zamone Nadżib (czasy Nadżibullaha, komunistycznego prezydenta Afganistanu w latach 1986-1992) mieszkańcom Kabulu nie kojarzą się ze zbrodniami wojsk sowieckich, które dotykały głównie prowincje, a ze spokojem, względnym dobrobytem i rozwojem opieki socjalnej. Oprócz przedszkola, uniwersytet odziedziczył po czasach komunistycznych większość swoich dzisiejszych budynków w stylu komunistycznego modernizmu. A także wykładowców, a przede wszystkim wykładowyczyń, które dziś stanowią zaledwie 15 % kadry naukowej. - Studiowałyśmy w latach osiemdziesiątych, tutaj, na tej samej katedrze - mówią Nilufar i Firuza - wykładowczynie z rusycystyki. - Czy po inwazji sowieckiej nie ma w Afganistanie niechęci do kultury i języka rosyjskiego? - pytam. - Ależ skąd, Rosjanie byli lepsi niż Amerykanie. Pomagali nam.
Z szoferem na zajęcia
Wbrew zapewnieniom rusycystek większość afgańskiej młodzieży woli jednak zgłębiać tajniki kultury amerykańskiej niż rosyjskiej. Marzeniem wielu młodych kabulczyków są studia na uniwersytecie Kardan. To pierwsza uznana przez ministerstwo edukacji prywatna wyższa uczelnia w kraju (jest ich kilka, np. amerykański uniwersytet w Afganistanie, uniwersytet Bachtar). Jest filią amerykańskiego Preston University. Semestr kosztuje kilkaset dolarów (zależnie od kierunku, można wybierać pomiędzy technologiami informacyjnymi, biznesem i ekonomią).
Na Kardan wykłady odbywają się po angielsku. Profesorowie są głównie z Pakistanu. Uczy się tu kabulska klasa średnia: dzieci biznesmenów (drobnych, grube ryby wysyłają dzieci na Zachód lub do Indii czy Pakistanu) oraz dobrze opłacanych pracowników międzynarodowych organizacji. Ale choć ubrania dziewcząt są na ogół bardziej śmiałe, chustki kokieteryjnej zsuwają się z głów, a wśród chłopców inaczej niż na państwowej uczelni nie uświadczysz tradycyjnych strojów szalworkamiz, to segregacja płciowa obowiązuje dokładnie tak samo. Żadne ze spotkań po zajęciach nie odbywa się w koedukacyjnym gronie.
- Dziewczyny w Afganistanie są mniej inteligentne od chłopaków. - mówi Turadż - student pierwszego roku biznesu.
- Tylko Laila dorównuje nam poziomem. Jej kuzyn zrobił już MA z biznesu i bardzo jej pomagał w lekcjach. - wtrąca Mahmud - Reszta ma kłopoty, szczególnie z przedmiotami ścisłymi - orzeka. - Może dlatego że wiele lat siedziały w domu, a poza tym mniej są zachęcane do nauki niż my, chłopaki - przyznaje po chwili. Jego starszej siostrze, jeszcze, gdy była w szkole, tata - inżynier rolnictwa współpracownik jednej z międzynarodowych misji w Kabulu - wybrał męża. Zamiast dalej się uczyć musiała zająć się rodziną.
Więcej szczęścia miała Sila. W Kardan studiuje biznes, chciałaby później handlować babskimi ciuchami i biżuterią, jak tata. Najwięcej problemów sprawia jej statystyka. - Ledwo zdałam ten egzamin - przyznaje i zbiera się do wyjścia. Czeka na nią kierowca, dziewczyny same nie prowadzą samochodów w Afganistanie.
Klawiatura zamiast kierownicy
Jeżeli Ahmad, Sila, Turadż, Nadżiba i reszta studentów będą mieli wystarczająco zapału, pieniędzy i determinacji, oraz jeśli nie wybuchnie kolejna wojna, skończą studia. 11 milionów ich rodaków w wieku ponad 15 lat nie umie czytać ani pisać. Brakuje inżynierów, nauczycieli, lekarzy i wszelkich innych specjalistów. Każda osoba z wyższym wykształceniem jest bezcenna. Oczywiście lepiej byłoby, gdyby to czego się uczą także odpowiadało nowoczesnym standardom, ale najważniejsze jest doświadczenie, które zdobywają w trakcie studiów.
- Wykształcona kobieta, która sama zarabia, nigdy nie da się zdominować mężowi i lepiej wychowa dzieci - mówił mi Łakil Azizi, absolwent Kijowskiej politechniki - Ukraińskie studia w latach 80. otworzyły mi oczy. Dzięki koleżankom studentkom, sto razy lepszym ode mnie, zrozumiałem, że kobiety też potrafią się uczyć i logicznie argumentować. - twierdzi Łakil. Teraz przy swojej firmie budowlanej założył fundację. Kształci kobiety: organizuje dla nich kursy czytania i pisania, lekcje prawa jazdy i tkania dywanów.
Chciałabym, żeby i dla moich znajomych kabulskich studentów słowa Łakila były oczywistością. Gdy szłyśmy po kampusie z Ahmadem zaczepiła go koleżanka z roku - Nasrin. Zżerała ją ciekawość, skąd znalazłyśmy się w jego towarzystwie. A może po prostu chciała sobie pogadać z przystojnym kolegą z roku? W końcu afgańska młodzież tak samo ma prawo do żartów, nauki i flirtów. Tylko niestety wciąż zbyt wiele młodych Afganek zamiast uczyć się wychowuje kolejne dzieci, urodzone mężom, których nie mogły same sobie wybrać, a zbyt wielu młodych, zdolnych Afgańczyków prowadzi taksówki, handluje na bazarze albo nie robi nic. Nie dlatego, że nie chce tylko dlatego, że nie ma wyboru.