http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Kabulska szkoła jazdy

Ludwika Włodek
08.05.2009 , aktualizacja: 08.05.2009 16:50
A A A Drukuj
Ulice Kabulu, okolica bazaru Mandali Fot. Marzena Hmielewicz / AG Ulice Kabulu, okolica bazaru Mandali
Spieszy ci się? Jedź szybciej. Brak miejsca na drodze? Zjeżdżasz na pobocze lub jedziesz pod prąd - szkoda, że w życiu Afgańczycy nie są równie praktyczni jak na drodze
Prywatny Uniwersytet w Kabulu
Fot. Marzena Hmielewicz / AG
Prywatny Uniwersytet w Kabulu
GALERIA ZDJĘĆ
Piątek wieczór to w Afganistanie koniec weekendu. Droga z Czarikaru do Kabulu powoli zatyka się. Kabulczycy wracają do domów po świątecznych pobytach u rodzin, wypadach na morwy i szaszłyki do Pandższiru i odwiedzinach na grobach świętych mężów.

Szosa jest wąska. Po jednym pasie w każdą stronę plus miękkie pobocza. Teraz w stronę Kabulu płynie nią rzeka samochodów. Cztery rzędy ściśniętych Toyot Corolli, z rzadka poprzetykanych Land Cruiserami, wypełniają cały asfalt. Nieliczne samochody zmierzające w drugą stronę jadą poboczem. Na ogół swoim, ale zdarza się, że także przeciwnym.

Tu problemu korka nie rozwiązałoby zarządzenie policji wydawane w niektórych miastach Zachodu, wymagające od kierowców by nie podróżowali samotnie. Wszystkie pojazdy wypchane są po brzegi. Z przodu siedzi po kilku mężczyzn, czasami też dzieci, z tyłu kobiety. W co drugim samochodzie także w bagażnikach niebieszczą się burki. Próbuję liczyć pasażerów poszczególnych pojazdów ale na ogół po dziesięciu, zmęczona rozszyfrowaniem z plątaniny turbanów, chust, dziecięcych rączek i nóżek ilości osób, daję za wygraną.

Właściwie cieszę się z korka bo to oznacza, że nasz kierowca nie ma już jak wyprzedzać. Po całym dniu spędzonym w samochodzie mam wrażenie, że ilość dokonanych wyprzedzeń ma bezpośredni związek z honorem i dobrym imieniem prowadzącego. Im więcej tym lepiej oczywiście. Przystępując do wyprzedzania należy mieć tylko sprawny klakson i światła. Widoczność nie ma znaczenia. Wyprzedzać można pod górkę, na zakręcie, tuż przed skrzyżowaniem. A także na trzeciego i na czwartego. Najwyżej kierowca skrajnego pojazdu zjeżdża na pobocze.

- U nas jest prosto prowadzić. Jak ktoś się spieszy to włącza światła, trąbi i wszyscy go puszczają - wyjaśnia mi Nijaz, kierowca w jednym z zachodnich NGO w Kabulu.

Jedyna zasada jaka obowiązuje na drogach to "Kto pierwszy ten lepszy", nie ma znaczenia czy jesteś z prawej czy z lewej, czy wyjeżdżasz z podporządkowanej uliczki czy skręcasz w lewo na rondzie. Ronda zresztą są bardzo częstym elementem miejskiego krajobrazu Kabulu. Tyle tylko że nikt nie zawraca sobie głowy ich objeżdżaniem. Skręcający w lewo na ogół wybierają najkrótszą drogę i przez chwilę jadą pod prąd.

Policji na ulicach jest dużo, ale wiadomo, że jak jest tłok to należy jechać tak jak warunki pozwalają a nie tak jak zapisano w kodeksie drogowym. Policjanci w tych sprawach wykazują pełne zrozumienie. Stojący na rondzie patrol, podobnie jak reszta kierowców, tylko wybuchnął serdecznym śmiechem na widok kierowcy, który usiłował wymusić pierwszeństwo na skrzyżowaniu ale wobec nieustępliwości tego drugiego był zmuszony zahamować z piskiem opon. W końcu w tym kraju policja ma na głowie ważniejsze rzeczy niż pouczanie piratów drogowych.

Mimo ciągłych przepychanek, korków i trąbienia nigdy nie wiedziałam w Afganistanie zdenerwowanego kierowcy. Nikt nie przeklina współużytkowników dróg, nikt nie krzyczy "jak jedziesz baranie" a największe bezczelności kwitowane są co najwyżej uśmiechem.

Nie znaczy to, że nie ma wypadków. Jedna ze znajomych lekarek kilka dni przed naszym przyjazdem do Afganistanu straciła ośmioletniego syna. Chłopczyk bawił się na osiedlowej uliczce w Makrajonie - jednej z mieszkalnych dzielnic Kabulu, gdzie wybudowane przez Rosjan bloki chruszczowki do złudzenia przypominają przedmieścia Moskwy, Mińska czy Nowosybirska - gdy rozpędzony samochód uderzył go w potylicę. Dziecko zmarło na miejscu, sprawca uciekł. Po całym zdarzeniu pozostała na chodniku maleńka marmurowa płyta z pierwszą surą Koranu, jaką muzułmanie wykuwają na grobach i powiewająca nad nią, zatknięta na patyku zielona flaga.

Samochody to męska rzecz. W Kabulu bardziej niż gdzie indziej. Przez kilka dni szukałyśmy kobiety kierowcy. Zwątpiłyśmy, gdy jedna z dziennikarek - przedstawiona nam jako wspaniały kierowca - po dojechaniu samochodem do bramy wyjazdowej z siedziby swojej agencji informacyjnej i zapozowaniu nam do kilkunastu zdjęć grzecznie przesiadła się do tyłu i oddała kluczyki swojemu asystentowi aby ten zawiózł ja gdzieś do miasta.

Musiałam wypróbować na sobie. Trochę mnie denerwowało, że nie wzięłam swojego prawa jazdy z Warszawy ale mój przyjaciel Eradż szybko rozwiał wątpliwości. - U nas można jeździć nawet bez rejestracji. Co dopiero bez prawa jazdy! Trzeba mieć tylko wystarczająco dużo pieniędzy na łapówkę. Kilka dni wcześniej widziałam jak ten sam Eradż złapany przez policję na prowadzeniu po alkoholu i ze skrzynką piwa w bagażniku (w Afganistanie już samo picie jest nielegalne) wykpił się od kary jedną butelką Corony na trzech posterunkowych - dałam się przekonać.

Po 10 minutach jazdy samochodem - oczywiście toyotą corollą - innych osobowych właściwie w Kabulu się nie spotyka - zrozumiałam, że nie warto wrzucać czwórki, bo nigdy nie wiadomo kiedy trzeba będzie coś wyprzedzać. Stać i czekać aż samochód przed tobą wypuści pasażera, albo zwalniać za autobusem zatrzymującym się na przystanku to dyshonor.

Jednak nikt nie zwracał na mnie przesadnej uwagi, nikt nie trąbił bardziej niż na innych. Najwyraźniej wcale im nie przeszkadzało, że jestem kobietą. Formalnie dziewczyny, zupełnie tak samo jak chłopcy mogą przystępować do kursów na prawo jazdy.

Jeden z miejscowych Ngo-sów ubiegał się o grant na program szkolenia kobiet kierowców. Trenerkami miały być kobiety, w kursie miały uczestniczyć same dziewczęta. Grantu jednak nie dostali. Co z tego, że kurs przebiegnie bez zarzutu skoro po kursie trzeba znaleźć pracę? A ile jest pracy dla kobiet kierowców, które mogą wozić jedynie kobiety? Najwyżej kilka bardzo bogatych rodzin mogłoby je wynająć do wożenia własnych córek. Tylko, że kto wypuściłby córkę do miasta jedynie w towarzystwie drugiej dziewczyny. Kobietom nie wypada samym wychodzić na ulice, ani rozmawiać z obcymi mężczyznami.

To troska o morale kobiet a nie rzekomy agresywny styl jazdy afgańskich kierowców sprawiają, że nie widuje się w tym kraju kobiet za kierownicą. Na drodze Afgańczycy są bardzo praktyczni, bez oporów naginają zasady by ułatwić sobie osiągnięcie zamierzonego celu. I nikogo to nie gorszy. Jeśli ten sam pragmatyzm w miejsce uporczywego przywiązania do tradycji zacząłby obowiązywać w afgańskich rodzinach może życie Afgańczyków byłoby równie proste jak przejazd przez zatłoczone kabulskie Kolola Puszta w godzinach szczytu.

Podziel się