http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Mamo, odkryj kołdrę

rozmawiała Katarzyna Surmiak-Domańska
22.03.2009 , aktualizacja: 10.06.2011 14:19
A A A Drukuj
Słyszę, jak tata z głębi pokoju mówi: "Nic jej takiego nie zrobiłem. Tylko podotykałem trochę sobie". I mama za nim do słuchawki: "Ojciec mówi, że nie miał z nią stosunku. Tylko ją trochę podotykał. No to co się takiego stało?" - z Halszką Opfer rozmawia Katarzyna Surmiak-Domańska


Opowiedz o tym, jak ojciec cię przeprosił.

To było dwa lata temu. Robię coś w kuchni, dzwoni brat. 'Tata chce ci coś powiedzieć' - mówi.

Ja na to: 'Ale ja nie chcę, zostaw, po co?'.

Brat nalega: 'Weź, porozmawiaj z nim'.

Oddał ojcu słuchawkę i słyszę: 'Przepraszam cię'.

Tak sam z siebie postanowił nagle cię przeprosić?

Był już wtedy bardzo chory, właściwie umierał. Leżał w domu i chciał, żeby mój brat do niego przyjechał. Właśnie brat, nie ja czy siostra. Ojciec go w dzieciństwie strasznie bił, wyzywał, poniżał, ale na starość zaczęło mu nagle na tym jedynym synu zależeć. Sławek przyjechał, ojciec poprosił go o wybaczenie, a wtedy brat: 'Wybaczę ci, jak przeprosisz również moje siostry'. I stąd ten telefon do mnie.

Tak więc takie to były przeprosiny.

Jak zareagowałaś?

On mówi 'przepraszam', a ja od razu w płacz.

Tak od razu?

Od razu. On jedno słowo, a ja już: 'Dobra, tata, OK, wybaczam ci - i łzy połykam. - To jak? Chcesz, żeby przyjechać do ciebie?'. A on: 'Przyjedź, jeśli chcesz'. Pojechałam. Wyglądał dramatycznie. Wiesz z książki, jaki był wcześniej: tęgi, butny, despota. A teraz ledwo go poznałam. Wychudzony, chyba ze 40 kilo ważył. Upał był ze 30 stopni, a on siedzi, taka sierota, w łóżku, w grubych skarpetach, w wełnianej czapce.

W czapce?

Tak. Odkąd zachorował na marskość wątroby, mama kazała mu chodzić w czapce non stop. Żeby się nie przeziębił. Przy łóżku stał brat. Mama się kręciła, coś zaczęła mówić, a brat twardo: 'Mamo, ty wyjdź, ty się nie wtrącaj, z tobą sobie później porozmawiamy'. I zamknął za nią drzwi. I wtedy tata jeszcze raz mnie przeprosił. Płakał. Nigdy w życiu nie płakał. Ja przez chwilę poczułam się tak, jakbym go odzyskała. Znowu zaczęłam płakać. Pytam: 'Tatuś, czemu tak późno? Czy nie mogliśmy normalnie żyć?'. I łzy mu wycieram. 'Wybaczam ci, wybaczam' - powtórzyłam. A on tak się oparł na moim ramieniu. Tak inaczej się przytuliliśmy. Pierwszy raz tak jak ojciec z córką. I dopiero wtedy Sławek powiedział: 'Teraz i ja ci wybaczam'. Pożegnałam się z nim, wróciłam do domu i on za pięć dni umarł. Pytają mnie, dlaczego pod pseudonimem napisałam tę książkę. Jednak kocha się tych rodziców.

Masz poczucie, że on żałował tego, co robił?

Ja nie wiem, czy on mnie przeprosił za to. Mam takie wrażenie, że on akurat za to nie czuł się winny. Że mnie przeprosił raczej za awantury, za pijaństwo. Tak wynika z tego, co potem mówiła nam mama - że on powtarzał, że zmarnował życie, że nie powinien był pić, bić nas, wyzywać, demolować mieszkania. Pijaństwo to wiadomo, że jest grzech. O tym nawet ksiądz w kościele mówi. Ale tamto? W tamtym chyba do końca nie widział nic złego.

W tamtym, czyli...

Molestował mnie od trzeciego roku życia. Kiedy miałam osiem lat, zmusił mnie do stosunku oralnego, wkrótce potem zaczął ze mną regularnie współżyć. Zawsze, jak to się mówi, uważał. Dlatego nie zaszłam w ciążę. Myślałam, że widocznie tak musi być, bo to mój tata i na pewno mnie nie skrzywdzi. Godziłam się. Ze strachu, z poczucia, że rodziców trzeba słuchać. On stosował różne metody. Nie zawsze to było na siłę. Jeżeli mu nie dawałam tego, co chciał, to mnie szantażował, dąsał się, wyszedł, zamknął się w pokoju, nie odzywał się do mnie, nie kupował mi nic. Albo upajał mnie alkoholem. Przecież mama, jak wracała z pracy, musiała widzieć, że jestem wypita! To kilkakrotnie się zdarzało. Nigdy nie reagowała. Miałam wrażenie, że mama to akceptuje. Przecież to ona zostawiała mnie na noc w pokoju taty, a sama spała z resztą rodzeństwa w drugim. Mama, którą kochałam ponad wszystko. Byłam przekonana, że tak jest we wszystkich rodzinach, że moje koleżanki z klasy też tak mają. Nie miałam jednak odwagi się upewnić. Coś w środku mi podpowiadało, że nie wypada o to pytać.

Przeczuwałaś, że coś jednak jest nie tak?

Ja byłam z tym strasznie nieszczęśliwa. Czułam wstręt do ojca. I do siebie też. Poza tym mnie to drażniło. Bo on mi przeszkadzał w spaniu. Mama wychodziła do pracy, a on już do mnie pod kołderkę, dwie herbatki stawiał obok... Mówiłam: 'Tato, ja chcę spać. Nie przeszkadzaj mi, bo jestem śpiąca'. Do głowy mi nie przychodziło, że on nie ma prawa tego robić. Ale on nigdy nie odpuszczał. Opór bardziej go podniecał.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (12)

  • zbyrom

    0

    @leokadia2011
    Witaj Leokadio. abardzo mnie wzruszyłaś. Dziękuję za ten komentarz. Proszę napisz do mnie. halszkaopfer@onet.eu

  • zbyrom

    0

    Witaj Leokadio. Bardzo mnie wzruszyłaś.
    alszkaopfer@onet.eu

  • leokadia2011

    Oceniono 2 razy 2

    Halszko, wciąż sie z Tobą identyfikuję. Zachowanie "rodziców" to szablon. Dostrzegam jednak róznicę miedzy Twoją a moją odpornością psychiczną. Ty mowiłaś w wywiadzie, jeśli dobrze zapamiętałam, że mimo wszystko kochasz tych ludzi bo to są jednak "rodzice". Ja natomist nigdy, prznigdy nie powiedziałam, że ich kocham. Bo nigdy ich nie kochalam. Chyba byłam silniejsza od Ciebie. Relacje między mną dorosłą a "rodzicami" układałam w mirę poprawnie ze strachu i wstydu przed skandalem. Halszko, dzielna jesteś, że piszesz. Ja jestem Ci niezmiernie wdzięczna, że "przerabiając" Twoją historię mogę o sobie powiedzieć, to nie była moja wina, byłam normalnym wrażliwym dzieckiem, dzielną dziewczynką, może kiedyś pozbęde się tej "kości" w gardle. Ale na pewno nigdy nie wybaczę, ani ojcu nieżyjacemu już, ani starej matce. I na pewno nie zacznę darzyć jej szacunkiem, tylko dlatego, że starość na szacunek zasługuje. Ona czeka na ten szacunek. Boi się umierać. To chyba mój ostatni wpis Halszko. Dobranoc

  • sweetmeat

    0

    to straszne na ile pozwoliła matka Halszki. patrzeć tyle lat na krzywdę własnego dziecka i nie reagować...to nieludzkie. przeraziła mnie jej postać, jest jak z najgorszego horroru. obraz tej rodziny także. podziwiam Halszkę, że pomimo tego, co ją spotkało pisze tę książkę - ostatecznie przerywa milczenie. bardzo dobrze, niech ludzie wiedzą, do czego zdolni są niejedni rodzice - "mamusia" i "tatuś".
    A co do komentarza poniżej...rekolekcje ignacjańskie? To chyba jakaś kpina! Prędzej długoterminowa terapia.

  • kryskas53

    Oceniono 3 razy -1

    Współczuję przeżyć i tak traumatycznego dzieciństwa.Pragnę polecić rekolekcje ignacjańskie /lub inne/ UZDROWIENIE WSPOMNIEŃ albo UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE
    W nawiązaniu do wywiadu w`` Ludzie na walizkach`` to ważne jest mówić bliskim o swojej miłości i wkrótce oni nam to odwzajemniają. Wiem ,że jest to trudne,ale naprawdę działa.

  • escott

    Oceniono 4 razy 4

    polska rodzina... niech każdego, kto kiedykolwiek, w jakiejkolwiek sprawie powiedział "przecież to twoja mamusia/tatuś" na miejscu trafi szlag.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX