Cesarskie cięcie: Warto dać się pokroić?
Debata odbyła się 17 września w siedzibie 'Gazety Wyborczej' w Warszawie
2008-10-05, ostatnia aktualizacja 2008-10-09 11:01
Może za 15 pokoleń nie będzie wysokich blondynek z wąskimi biodrami, bo takie mogą rodzić tylko cesarskim cięciem
ZOBACZ TAKŻE
- Moda na cesarskie cięcie (02-03-05, 10:16)
- Zamknij się, bo obudzisz cały oddział (31-12-09, 07:00)
- Cesarka i co dalej? (15-12-08, 15:44)
- Darmowego znieczulenia przy porodzie nie będzie (10-10-08, 07:09)
- Połóg po cesarskim cięciu (13-10-05, 10:24)
- Zanim podejmiesz decyzję o cesarskim cięciu (02-03-05, 10:17)
- Cięcie cesarskie - wskazania lekarskie (28-05-04, 11:24)
- Karmienie piersią po cesarskim cięciu (28-05-04, 11:24)
SERWISY
Elżbieta Cichocka, dziennikarka 'Gazety Wyborczej', moderatorka: Kiedy w 1994 r. zaczynaliśmy naszą akcję 'Rodzić po ludzku', bardzo wyraźnie określiliśmy cele, do których dążymy. Pierwszy to podmiotowość pacjentki. Drugi - eliminacja zbędnych ingerencji medycznych robionych dla wygody personelu, a nie dla dobra kobiety i dziecka. Nie śniło mi się wówczas, że kilkanaście lat później coraz więcej kobiet będzie chciało uzyskać prawo do cesarskiego cięcia na życzenie. Spróbujmy się najpierw zastanowić, dlaczego kobieta woli operację niż poród.
Dorota Frontczak z redakcji działu akcji społecznych 'Gazety Wyborczej': Jedna z matek pisze na forum dyskusyjnym w internecie: Jestem fanką cesarskiego cięcia, moje wyglądało tak: przecięli, wyjęli, odcięli, zaszyli. Jedyne, o czym myślałam, to żeby nie upuścili dziecka na podłogę, bo takie mokre było. Mam w rodzinie dziecko z porażeniem mózgowym. Dzięki cesarce - zero lęku o moje dziecko. Warto było dać się pokroić. Myślę, że wiele kobiet przede wszystkim boi się o dziecko.
Patrycja Iwańska, mama Tymka i Filipa (1,5 roku i 3 lata): Przyczyny są bardziej złożone. Pierwszy raz chciałam urodzić w sposób naturalny. O piątej rano zgłosiłam się do szpitala, po kilku godzinach skurczów, ale tam uznano, że za wcześnie. Lekarz powiedział, że może mnie przyjąć na patologię ciąży. 'Ale chyba lepiej byłoby, aby tę część porodu odbyła pani w domu' - stwierdził . Wróciłam do domu, klęłam na czym świat stoi, bo było mi bardzo ciężko przez cały dzień. Wieczorem zjawiłam się z powrotem w szpitalu. I znowu usłyszałam komunikat, że to jeszcze nie jest ten etap. Ale po jakichś dalszych oględzinach, po podaniu zastrzyku - jeszcze nie z oxytocyny, tylko z no-spa - kiedy skurcze zamiast ustać, zaczęły się nasilać, powzięto decyzję, że jednak porodówka, że oxytocyna itd. I wtedy się zaczęło już na dobre, choć poród postępował bardzo wolno. Skończyło się tym, że ja rodziłam naturalnie, a lekarz wyciskał ze mnie dziecko. Ja już nie miałam siły. Po porodzie zdałam sobie sprawę, że chyba miałam dużo szczęścia. Dziecko urodziło się zdrowe, przetrwało ten poród.
Drugi synek wcale nie miał ochoty się urodzić. W dniu, kiedy miałam wyznaczony termin, nic nie wskazywało na to, że będę rodzić, tydzień po terminie też nic na to nie wskazywało. Byłam wymęczona do granic, jedno dziecko na rękach, drugie w brzuchu. Moja pani doktor stwierdziła, że jeśli tak będzie nadal, to być może warto byłoby pomyśleć o cesarce. Na drugi poród zdecydowałam się w prywatnej klinice. Dziecko ważyło prawie 4 kg i miało 57 cm, więc to była normalna, donoszona ciąża.
E.C.: Ale rozumiem, że nie było żadnych medycznych wskazań?
P.I.: Nie, nie. To nie było tak, że ja już powinnam mieć cesarkę, tylko po prostu było tydzień po terminie. Byłam zmęczona i ciążą, i wszystkim. Uznałam, że jeżeli mam drugi raz tak rodzić jak poprzednio, to nie.
Dr Grzegorz Południewski, ginekolog, przewodniczący Zarządu Głównego Towarzystwa Rozwoju Rodziny, pracuje w Centrum Medycznym Damiana: U pani dominował lęk. Myślę, że tutaj cały czas będziemy mówili o lęku. O lęku kobiet przed porodem, przed tą częścią fizjologii, z którą mają do czynienia przy okazji porodu. Lęk przed bólem jest wywołany tym, że w standardzie porodu nie ma znieczulenia. Kobiety wybierają rozwiązanie z punktu widzenia zdrowotnego w jakimś stopniu bardziej niebezpieczne, ale bardziej komfortowe, bo bez bólu.
E.C.: Przecież po operacji też boli.
G.P.: Krótki ból pooperacyjny związany z cięciem cesarskim bez problemu daje się opanować. Jest to kwestia kilku dni i praktycznie wraca się do zdrowia.
Anna Otffinowska, prezes fundacji Rodzić po Ludzku: Nazwała pani swój pierwszy poród 'naturalnym', chociaż taki nie był. Według danych, jakie mamy w fundacji, mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że poród naturalny w Polsce niemal nie istnieje. Istnieje w niespełna 6 proc. przypadków, jest to margines. Dominuje poród zmedykalizowany, który wg definicji WHO oznacza poród, w czasie którego dokonywanych jest bardzo wiele rutynowych interwencji, niekoniecznie ze względu na to, co dzieje się z kobietą i jej dzieckiem. Pani była odsyłana do domu bez żadnego wsparcia, podano pani najpierw środek rozkurczowy, potem oksytocynę wzmagającą skurcze, a na końcu było wyciskanie dziecka z brzucha, czyli zabieg Kristellera, bardzo ryzykowny i niezalecany we współczesnym położnictwie. Była pani przestraszona, bo to już długo trwało.
P.I.: Powiem szczerze, że za pierwszym razem z tego szpitala uciekłam.
G.P.: Stres był u pani ogromny.
P.I.: Tak, ale ja w ogóle boję się bólu. Zastrzyków boję się z definicji. Za pierwszym razem, jak weszłam do szpitala i już nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, bo obudziłam się w nocy ze skurczami, lekarka w izbie przyjęć mi powiedziała, że nic się nie dzieje. Dla mnie to był szok. Gdybym się dobrze zastanowiła, tobym sobie może uświadomiła: aha, przecież wiem, co to są skurcze przepowiadające. Ale wtedy nie mogłam myśleć.
A.O.: Bardzo wysoki poziom lęku u kobiety jest czynnikiem, który zaburza przebieg porodu i prawie go uniemożliwia. Stres blokuje naturalną czynność skurczową. I potem rozpoczyna się kaskada interwencji. Wchodzi oxytocyna, potem coś, jeszcze coś, na koniec albo zabieg Kristellera, albo kleszcze, albo cesarskie cięcie. I to jest scenariusz szalenie częsty w polskich szpitalach. Z naszych danych wynika, że co druga kobieta ma podaną oxytocynę, która jest jakby wrotami do kolejnych interwencji w czasie porodu. Twierdzenie, że brakuje tylko znieczulenia, żeby porody były fantastyczne, jest pójściem na duże skróty.
G.P.: Według pani nie trzeba znieczulać porodu?
A.O.: Ja nie to powiedziałam. W medycynie jest złota zasada, że używamy czegoś, kiedy korzyści z użycia zdecydowanie przewyższają skutki niekorzystne dla pacjenta. Używamy więc cesarskiego cięcia, bo inaczej kobieta by umarła albo dziecko by się urodziło niedotlenione i tutaj nie ma w ogóle dyskusji. Jeśli jednak w literaturze medycznej są wyszczególnione 33 obszary ryzyka, które wynikają z cesarskiego cięcia, to mówienie kobiecie, że ma wybór, jest nieuczciwe.
Nie ma wyboru między porodem naturalnym a cesarskim cięciem, bo cesarskie cięcie jest operacją, a poród procesem fizjologicznym. Tak naprawdę cesarskie cięcie powinno być - i na razie jest - zarezerwowane dla sytuacji, które naprawdę tego wymagają.
G.P.: Cięcie cesarskie jest drogą na skróty, ale drogą, która daje szansę urodzenia dziecka w jak najlepszej kondycji.
Mamy dzisiaj do czynienia ze zjawiskiem większych oczekiwań od lekarzy i od biologii, bo kobieta, przychodząc do szpitala, chce urodzić szybko i bez bólu. Mamy ku temu medyczne sposoby. Ponadto jeżeli dziś ludzie planują dwoje, a bywa, że jedno dziecko w życiu, to robią wszystko, żeby to dziecko było w jak najlepszej kondycji. Wskazania do cesarskiego cięcia powinny być rozszerzane, a nie zawężane. Dlaczego mamy nie uwzględniać zapatrywań pary oczekującej jedynego dziecka, która bardzo często udaje się do prywatnej kliniki, żeby mieć z głowy problem łapówek i innych możliwości załatwiania cesarskiego cięcia? Owszem, ryzyko dla matki przy cięciu cesarskim, jak przy każdej operacji, jest znacznie wyższe. Śmiertelne przypadki, a takich jest kilka w Polsce każdego roku, w większości dotyczą powikłań po cięciach cesarskich. Jednak ryzyko dla dziecka jest rzędu jeden na 4 tys. noworodków, w odniesie niu do porodu to ryzyko wynosi jeden do 1750. Podczas międzynarodowego zjazdu 'Kontrowersje w ginekologii i położnictwie' w 2002 r. jeden z profesorów postawił pytanie: 'Czy wszyscy mamy rodzić cięciem cesarskim?'. Środowisko lekarskie cały czas nad tym dyskutuje. Dlatego nie rozwiąże się tego problemu dyrektywami ze strony ministerstwa, ponieważ takie dyrektywy są niebezpieczne.
Dorota Frontczak z redakcji działu akcji społecznych 'Gazety Wyborczej': Jedna z matek pisze na forum dyskusyjnym w internecie: Jestem fanką cesarskiego cięcia, moje wyglądało tak: przecięli, wyjęli, odcięli, zaszyli. Jedyne, o czym myślałam, to żeby nie upuścili dziecka na podłogę, bo takie mokre było. Mam w rodzinie dziecko z porażeniem mózgowym. Dzięki cesarce - zero lęku o moje dziecko. Warto było dać się pokroić. Myślę, że wiele kobiet przede wszystkim boi się o dziecko.
Patrycja Iwańska, mama Tymka i Filipa (1,5 roku i 3 lata): Przyczyny są bardziej złożone. Pierwszy raz chciałam urodzić w sposób naturalny. O piątej rano zgłosiłam się do szpitala, po kilku godzinach skurczów, ale tam uznano, że za wcześnie. Lekarz powiedział, że może mnie przyjąć na patologię ciąży. 'Ale chyba lepiej byłoby, aby tę część porodu odbyła pani w domu' - stwierdził . Wróciłam do domu, klęłam na czym świat stoi, bo było mi bardzo ciężko przez cały dzień. Wieczorem zjawiłam się z powrotem w szpitalu. I znowu usłyszałam komunikat, że to jeszcze nie jest ten etap. Ale po jakichś dalszych oględzinach, po podaniu zastrzyku - jeszcze nie z oxytocyny, tylko z no-spa - kiedy skurcze zamiast ustać, zaczęły się nasilać, powzięto decyzję, że jednak porodówka, że oxytocyna itd. I wtedy się zaczęło już na dobre, choć poród postępował bardzo wolno. Skończyło się tym, że ja rodziłam naturalnie, a lekarz wyciskał ze mnie dziecko. Ja już nie miałam siły. Po porodzie zdałam sobie sprawę, że chyba miałam dużo szczęścia. Dziecko urodziło się zdrowe, przetrwało ten poród.
Drugi synek wcale nie miał ochoty się urodzić. W dniu, kiedy miałam wyznaczony termin, nic nie wskazywało na to, że będę rodzić, tydzień po terminie też nic na to nie wskazywało. Byłam wymęczona do granic, jedno dziecko na rękach, drugie w brzuchu. Moja pani doktor stwierdziła, że jeśli tak będzie nadal, to być może warto byłoby pomyśleć o cesarce. Na drugi poród zdecydowałam się w prywatnej klinice. Dziecko ważyło prawie 4 kg i miało 57 cm, więc to była normalna, donoszona ciąża.
E.C.: Ale rozumiem, że nie było żadnych medycznych wskazań?
P.I.: Nie, nie. To nie było tak, że ja już powinnam mieć cesarkę, tylko po prostu było tydzień po terminie. Byłam zmęczona i ciążą, i wszystkim. Uznałam, że jeżeli mam drugi raz tak rodzić jak poprzednio, to nie.
Więcej opinii na ten temat znajdziesz na forum prywatnym: cesarskie cięcie
>Dr Grzegorz Południewski, ginekolog, przewodniczący Zarządu Głównego Towarzystwa Rozwoju Rodziny, pracuje w Centrum Medycznym Damiana: U pani dominował lęk. Myślę, że tutaj cały czas będziemy mówili o lęku. O lęku kobiet przed porodem, przed tą częścią fizjologii, z którą mają do czynienia przy okazji porodu. Lęk przed bólem jest wywołany tym, że w standardzie porodu nie ma znieczulenia. Kobiety wybierają rozwiązanie z punktu widzenia zdrowotnego w jakimś stopniu bardziej niebezpieczne, ale bardziej komfortowe, bo bez bólu.
E.C.: Przecież po operacji też boli.
G.P.: Krótki ból pooperacyjny związany z cięciem cesarskim bez problemu daje się opanować. Jest to kwestia kilku dni i praktycznie wraca się do zdrowia.
Anna Otffinowska, prezes fundacji Rodzić po Ludzku: Nazwała pani swój pierwszy poród 'naturalnym', chociaż taki nie był. Według danych, jakie mamy w fundacji, mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że poród naturalny w Polsce niemal nie istnieje. Istnieje w niespełna 6 proc. przypadków, jest to margines. Dominuje poród zmedykalizowany, który wg definicji WHO oznacza poród, w czasie którego dokonywanych jest bardzo wiele rutynowych interwencji, niekoniecznie ze względu na to, co dzieje się z kobietą i jej dzieckiem. Pani była odsyłana do domu bez żadnego wsparcia, podano pani najpierw środek rozkurczowy, potem oksytocynę wzmagającą skurcze, a na końcu było wyciskanie dziecka z brzucha, czyli zabieg Kristellera, bardzo ryzykowny i niezalecany we współczesnym położnictwie. Była pani przestraszona, bo to już długo trwało.
P.I.: Powiem szczerze, że za pierwszym razem z tego szpitala uciekłam.
G.P.: Stres był u pani ogromny.
P.I.: Tak, ale ja w ogóle boję się bólu. Zastrzyków boję się z definicji. Za pierwszym razem, jak weszłam do szpitala i już nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, bo obudziłam się w nocy ze skurczami, lekarka w izbie przyjęć mi powiedziała, że nic się nie dzieje. Dla mnie to był szok. Gdybym się dobrze zastanowiła, tobym sobie może uświadomiła: aha, przecież wiem, co to są skurcze przepowiadające. Ale wtedy nie mogłam myśleć.
A.O.: Bardzo wysoki poziom lęku u kobiety jest czynnikiem, który zaburza przebieg porodu i prawie go uniemożliwia. Stres blokuje naturalną czynność skurczową. I potem rozpoczyna się kaskada interwencji. Wchodzi oxytocyna, potem coś, jeszcze coś, na koniec albo zabieg Kristellera, albo kleszcze, albo cesarskie cięcie. I to jest scenariusz szalenie częsty w polskich szpitalach. Z naszych danych wynika, że co druga kobieta ma podaną oxytocynę, która jest jakby wrotami do kolejnych interwencji w czasie porodu. Twierdzenie, że brakuje tylko znieczulenia, żeby porody były fantastyczne, jest pójściem na duże skróty.
G.P.: Według pani nie trzeba znieczulać porodu?
A.O.: Ja nie to powiedziałam. W medycynie jest złota zasada, że używamy czegoś, kiedy korzyści z użycia zdecydowanie przewyższają skutki niekorzystne dla pacjenta. Używamy więc cesarskiego cięcia, bo inaczej kobieta by umarła albo dziecko by się urodziło niedotlenione i tutaj nie ma w ogóle dyskusji. Jeśli jednak w literaturze medycznej są wyszczególnione 33 obszary ryzyka, które wynikają z cesarskiego cięcia, to mówienie kobiecie, że ma wybór, jest nieuczciwe.
Nie ma wyboru między porodem naturalnym a cesarskim cięciem, bo cesarskie cięcie jest operacją, a poród procesem fizjologicznym. Tak naprawdę cesarskie cięcie powinno być - i na razie jest - zarezerwowane dla sytuacji, które naprawdę tego wymagają.
G.P.: Cięcie cesarskie jest drogą na skróty, ale drogą, która daje szansę urodzenia dziecka w jak najlepszej kondycji.
Mamy dzisiaj do czynienia ze zjawiskiem większych oczekiwań od lekarzy i od biologii, bo kobieta, przychodząc do szpitala, chce urodzić szybko i bez bólu. Mamy ku temu medyczne sposoby. Ponadto jeżeli dziś ludzie planują dwoje, a bywa, że jedno dziecko w życiu, to robią wszystko, żeby to dziecko było w jak najlepszej kondycji. Wskazania do cesarskiego cięcia powinny być rozszerzane, a nie zawężane. Dlaczego mamy nie uwzględniać zapatrywań pary oczekującej jedynego dziecka, która bardzo często udaje się do prywatnej kliniki, żeby mieć z głowy problem łapówek i innych możliwości załatwiania cesarskiego cięcia? Owszem, ryzyko dla matki przy cięciu cesarskim, jak przy każdej operacji, jest znacznie wyższe. Śmiertelne przypadki, a takich jest kilka w Polsce każdego roku, w większości dotyczą powikłań po cięciach cesarskich. Jednak ryzyko dla dziecka jest rzędu jeden na 4 tys. noworodków, w odniesie niu do porodu to ryzyko wynosi jeden do 1750. Podczas międzynarodowego zjazdu 'Kontrowersje w ginekologii i położnictwie' w 2002 r. jeden z profesorów postawił pytanie: 'Czy wszyscy mamy rodzić cięciem cesarskim?'. Środowisko lekarskie cały czas nad tym dyskutuje. Dlatego nie rozwiąże się tego problemu dyrektywami ze strony ministerstwa, ponieważ takie dyrektywy są niebezpieczne.
Źródło: Wysokie Obcasy
-
Cesarskie cięcie: Warto dać się pokroić?
amambilis
07.10.08, 11:00
Przede wszystkim dać kobiecie wybór: niech świadomie i spokojnie wybierze sposób porodu, a nie kombinuje zewskazaniami do cesarki, daje łapówki albo oszczędza latami na operację wprywatnej »
-
Re: Warto dać się pokroić?
gondra
11.10.08, 17:05
Kobieta w ciąży to najbardziej ubezwłasnowolniona istota świata. Nie możezdecydować ani czy chce urodzić, ani nawet jak chcę urodzić.»
-
Warto dać się pokroić?
poppy3
15.10.08, 10:03
Ja myślałam o porodzie naturalnym, niestety okazało się, że mam za słabą siatkówkę i okulistka chciała mi dac skierowanie do "skrócenia drugiej fazy porodu" ja ją jednak wybłagałam o CC gdyż»
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień





odtwórz




