Sześcioletni Ethan Bondick wprawił rodziców w zakłopotanie, kiedy oznajmił, że w czasie wakacji chce łowić pstrągi. Państwo Bondickowie z Massachusetts wakacje spędzali dotąd w pięciogwiazdkowych hotelach. Obozowisko Paws Up w Montanie rozwiązało ich problem. Wygląda ono tak: w namiocie przepastne łóżko z jedwabną pościelą, orientalne dywany na drewnianej podłodze, meble kolonialne, w oddzielnym namiocie masaż i sauna; jest też restauracja godna kilkugwiazdkowego hotelu. Każdy z gości ma lokaja. Przewodnik zaprowadzi na łowiska pstrągów i do miejsc, gdzie można obserwować dziką zwierzynę (która wcześniej zostanie tam zagnana).
Nowy typ kempingu tradycjonaliści nazwali ironicznie glampingiem - od zbitki przeciwstawnych słów 'glamour' i 'camping' (niektórzy używają jeszcze bardziej pogardliwego 'cabernet camping'). Estetycznie nawiązuje do czasów kolonialnych (stylizowane meble i skóry w namiotach), nic więc dziwnego, że narodził się w Wielkiej Brytanii, a ulubionym kierunkiem glamperów jest Afryka.
Kempingowych ofert, które spełniałyby wymagania Bondicków, jest już na tyle dużo, że magazyn 'Forbes' zrobił przegląd najciekawszych. Pole golfowe, jacuzzi, fitness, jazda konna to już żadne atrakcje. Co innego podglądanie niedźwiedzi, wielorybów - takich rozrywek dostarcza Clayoquot Wilderness Resort w Kolumbii Brytyjskiej. Koszt: niecałe 5 tys. dol. za trzy dni. Za 12-dniowe safari w Tanzanii śladami Hemingwaya organizowane przez Abercombie & Kent trzeba zapłacić 8 tys. dol., a 13-dniową wyprawę po Botswanie - z wypadem do buszu z tubylcami i noclegiem w Jack's Camp - 15 tys. dol. Noc w tajlandzkiej dżungli na kempingu Golden Triangle, z basenem, spa i słoniami jako środkiem transportu, to wydatek 1,5 tys. dol. (do końca roku nie ma miejsc). 595 dol. plus dodatkowe 110 za wyżywienie, które Bondickowie musieli zapłacić za noc w Paws Up, to prawie okazyjna cena.
Wyznacznikiem glampingu jest zawsze wysoka cena, nie zawsze jednak kontakt z dziką przyrodą. Gdy dwa lata temu Kate Moss pojawiła się na festiwalu w Glastonbury, jak wszyscy brodziła w błocie, tyle że w stylowych kaloszach Wellington. Spała też w namiocie, tyle że w stylizowanym na używany przez maharadżów podczas polowania w Indiach. Kilkudniowy pobyt na kempingu Kerala (trzy minuty od wejścia na teren festiwalu) kosztował ją ponad 6 tys. dol. (z biletem na koncert), dzięki czemu nie musiała sama wbijać śledzi ani krzesać ognia. I wystarczyło, żeby media zaczęły mówić o 'efekcie Kate Moss'.
Co to znaczy? Nic innego jak to, że nocleg pod namiotem jest trendy, pod warunkiem że ma odpowiednią oprawę. Zdaniem Miltona Pedrazza z Luxury Institute, firmy badającej rynek produktów i usług luksusowych, glamping będzie zdobywał coraz więcej zwolenników. Bo masowa turystyka się rozwija, a bogaci zapłacą dużo, żeby dotrzeć tam, gdzie inni nie mogą. Abercombie & Kent, firma od safari śladami Hemingwaya, organizuje też 21-dniowy rejs z Buenos Aires na Antarktydę luksusowym statkiem za 10-20 tys. dol. (w zależności od terminu i wybranego poziomu usług). Zdaniem analityków glamping na razie wybierają najchętniej rodziny z małymi dziećmi. Ostatnio jest też promowany na portalu o podróżach przeznaczonym dla gejów New Gay Travel Guide.
Poczucie bycia glamperem bez konieczności odbycia dalekiej podróży da już sam zakup namiotu firmy Bell Tent, który jest stylizowany na namioty XIX-wieczne, jakich używali brytyjscy żołnierze w Afryce. Na elitarnej modzie chcą zbić interes nawet producenci masowych produktów. Rok temu Marks & Spencer wypuścił kolekcję Glamping, m.in. z namiotem w kwiatowe wzory, hamakiem, który nie wymaga podwieszania, bo ma podstawę, wiadrem na stojaku, które może służyć za umywalkę. Kolekcja sprzętu turystycznego dla Pumy autorstwa Marcela Wandersa, jednego z najbardziej rozchwytywanych obecnie projektantów, z namiotem, nadmuchiwanym łóżkiem, piłką, torbą i przenośną lodówką, nosi z kolei przekorną nazwę I Hate Camping. I jest jednocześnie manifestem samego autora, który mówi: - Nie cierpię kempingów, ale kocham leniuchować w pięknym stylu z dobrze schłodzonym szampanem pod ręką.
'Glamping brzmi ciekawie i dekadencko. Myślę, że kobietom się spodoba' - pisze na podróżniczym blogu Michelle Waitzman, autorka książki 'Sex in a Tent: a wild couple's guide to getting naughty in nature' (Seks pod namiotem: przewodnik dla par, które chcą pofiglować na łonie natury). Dla mnie, zwolenniczki zwykłego kempingu, brzmi trochę obraźliwie. Jestem zadowolona z tego, że sama gotuję posiłki, noszę swój sprzęt i dzięki własnym siłom budzę się w miejscu z pięknym widokiem. Nie muszę płacić nikomu setek dolarów, żeby mnie wyręczał. Ale tak długo, jak długo luksus nie będzie niszczyć dziewiczych terenów, jestem gotowa żyć z glampingiem w zgodzie...
Może jest ideą na czasie. A może to po prostu desperacka próba przekonania kobiet, że kemping jest wart tych samych pieniędzy co kurort na plaży. Wzorowany na słynnym szwajcarskim victorinoksie scyzoryk Miss Army Kit przyda się zarówno bywalczyniom kempingów, jak i glampingów. Różowy, zamiast szwajcarskiego krzyżyka ma serduszko, a także: korkociąg, otwieracz do piwa, latarkę, lusterko, igłę z nicią, zestaw do robienia manikiuru oraz buteleczkę na perfumy.