Mglisty poranek 27 lutego 2008 r. Na moskiewskim lotnisku Domodiedowo wylądował samolot Kiszyniów - Moskwa. Grupka dziennikarzy przechodzi kontrolę graniczną. Wśród nich wysoka, czarnowłosa dziewczyna w żółtym płaszczu w towarzystwie szczupłego chłopaka. Podchodzą do okienka. Strażnicy zabierają paszport dziewczyny, wychodzą do pomieszczenia obok i długo naradzają się z kimś przez telefon. - Pan przechodzi, a pana koleżanka wraca do Kiszyniowa. - Dlaczego? - Jest pani obywatelką Mołdawii. Zabroniono pani wjazdu do Rosji. - Z jakiego powodu? - Niech pani pyta w konsulacie w Mołdawii. - Jestem żoną obywatela Rosji. To mój mąż. Mamy dokumenty. - To nic nie zmienia. Pani wsiądzie teraz do samolotu do Kiszyniowa. - Nigdzie nie polecę.
- Będzie pani płacić 500 rubli za każdą minutę opóźnienia rejsu. A pana proszę o przejście. Para zostaje w strefie tranzytowej. Przygody pograniczne Natalii Morar, dziennikarki moskiewskiego tygodnika 'The New Times', mają prolog. Parę miesięcy wcześniej, 16 grudnia, wracała do domu w Moskwie z międzynarodowej konferencji w Izraelu. Na lotnisku dowiedziała się, że nie przejdzie kontroli, bo jest w Rosji persona non grata. Nikt nie wyjaśniał powodów. Strażnicy próbowali zmusić ją do wylotu z powrotem do Izraela. - Moja izraelska wiza już się skończyła. - No to będzie pani latać tam i z powrotem - odparła funkcjonariuszka. Natalia spędziła noc w pokoju wypełnionym ludźmi czekającymi na deportację. Nad ranem poleciała do Kiszyniowa, do mamy. Strażnicy odprowadzili ją na pokład. Pilot, któremu wręczyli jej paszport, zapytał: - Za co? - Jestem dziennikarką. - Rozumiem - odpowiedział i przesadził ją do biznes class.
Gniazdo żmij liberalizmu
Natasza Morar ma 24 lata. Jest piękna, ma urok, charyzmę. Przyjaciel z czasów studenckich Iwan Ninienko: - Jej pojawienie się gdziekolwiek od razu zmienia atmosferę. Kiedy ją poznałem, omal nie zakochałem się w niej do nieprzytomności. Urodziła się w Związku Radzieckim. Kiedy miała siedem lat, jej kraj stał się suwerenną Mołdawią. Ale studiowała w Moskwie - socjologię na MGU. Na drugim roku Natalia wraz z przyjaciółmi zorganizowała stowarzyszenie studenckie Myślę. - Później stworzyliśmy ruch DA (TAK - młodzieżowy ruch demokratyczny) i stowarzyszenie studentów socjologii MGU OD Group. Pamiętam zatrzymania przyjaciół, ulotki, krzyki dziekana, że jesteśmy pomarańczową zarazą.
W DA była koordynatorką projektu 'Przeciwko korupcji na wyższych uczelniach'. Działała w organizacji obrony praw człowieka Sumienie. - Zbieraliśmy podpisy przeciwko zniesieniu odroczeń służby wojskowej, pikietowaliśmy przed sądem podczas rozprawy Chodorkowskiego - wspomina Ninienko. Buntownicza OD Group zrodziła się w pokoiku Natalii w akademiku podczas dyskusji z Wanią Ninienką i Dimą Makarowem. Studenci alarmowali, że zamiast wiedzą są szpikowani propagandą nacjonalistyczną i religijną. Doprowadzili do powołania komisji ekspertów. Ustaliła, że poziom nauczania na wydziale socjologii nie spełnia norm, że studia są ideologizowane, że niewygodnych wykładowców i studentów wyrzuca się z wydziału, podręczniki pisane przez dziekana wydziału Władimira Dobrieńkowa nie odpowiadają standardom naukowym. W mediach dyskutowano o ogólnym kryzysie socjologii w kraju. Dobrieńkow, były wykładowca katedry materializmu historycznego MGU, wprowadził np. obowiązkowe zajęcia z wychowania religijnego i wykłady autorów nacjonalistycznych broszurek o spisku liberalno-masońskim. Z listy lektur zniknęły pozycje zachodnie, skończyły się wykłady naukowców europejskich, ustała międzynarodowa wymiana kadr naukowych. Na egzaminach studentom zadawano pytanie: 'Gdzie się znajduje gniazdo żmij liberalizmu?'. - To przenicowany komunizm naukowy w wydaniu prawosławno-patriotycznym. MGU zamienił się w Wyższą Szkołę Partyjną - żartują internauci.
Rok temu Michaił Leontiew, prokremlowski dziennikarz znany z chamstwa i klaunady przypominający Żyrinowskiego, bronił "dziekana zaszczutego przez studentów": - Studentka Morar, aktywistka OD Group, jest obywatelką Mołdawii. Przecież nasz kraj panią przyjął. Jeśli nienawidzi pani reżimu putinowskiego, niech się pani uczy w Bukareszcie, przy kwitnącej demokracji pod dachem NATO. Co pani robi w naszym kraju? Natasza skończyła studia rok temu. Od tego czasu sytuacja na wydziale socjologii się zaogniła. Dziekan wyrzucił ze studiów cztery studentki z OD, pozostałym grożono represjami. Na piątym roku studiów Natalia została rzeczniczką prasową Drugoj Rossii, opozycyjnej koalicji organizacji politycznych i społecznych. Drugaja Rossija łączy m.in. liberalnych demokratów i nacjonal-bolszewików, przywódców tak różnych jak słynny szachista Garri Kasparow i skandalizujący pisarz Eduard Limonow. W koalicji jest gorąco, demokratom Kasparowa i nac-bolom Limonowa niełatwo się dogadać. Przyjaciele Nataszy wyrzucali jej współpracę z nac-bolami. Kiedy dostała propozycję pracy w 'The New Times', zrezygnowała z Drugoj Rossii.
Klub niedoszłych mężów
Grudzień 2007. Kilka dni po tym, jak Nataszy nie wpuszczono do Rosji po raz pierwszy, dziękuje w swoim blogu tym, którzy udzielali jej poparcia: 'Przepraszam, jeśli nie odpowiedziałam na wszystkie telefony'. Prostuje kłamliwe informacje, które pojawiły się w internecie: 'Nie skończyła mi się żadna wiza. Między Mołdawią a Rosją jest ruch bezwizowy. Moje dokumenty są w porządku. Od sześciu lat mieszkam w Rosji. Mam zezwolenie na pracę, moskiewski meldunek. Niektórzy twierdzą, że nie mam prawa mieszkać w Moskwie i krytykować tamtejszych urzędników. Jako obcokrajowiec płacę co miesiąc 30 proc. podatków, z których ci urzędnicy żyją. Podanie o obywatelstwo rosyjskie złożyłam zaraz po skończeniu studiów. W kwietniu miałam je otrzymać. Co będzie teraz - nie wiem'.
Na lotnisku Domodiedowo mówiono Nataszy, żeby pytała w konsulacie rosyjskim w Mołdawii, dlaczego Rosja nie chce jej wpuścić. Konsulat w Kiszyniowie po miesiącu wydał oświadczenie. Zakaz wjazdu wynika z konieczności 'zabezpieczenia obronności lub bezpieczeństwa państwa albo porządku społecznego lub zdrowia ludności'. Żadne państwo, pisano dalej, nie ma obowiązku podawania obcokrajowcom powodów odmowy wjazdu. Trzeba je jednak podawać w przypadku dziennikarzy - głosi podpisane przez Rosję porozumienie w ramach OBCE.
Natasza dostała wtedy mnóstwo listów z propozycją małżeństwa. 'To mogłoby ci pomóc w otrzymaniu obywatelstwa' - pisze jeden z kandydatów. 'Tu jest kolejka! Będziesz piąty, za mną' - oburza się inny. 'Dziękuję za dobre chęci, ale to nie pomoże' - odpowiada Natasza. 'W ciągu ostatnich dni otrzymałam tyle propozycji » ręki i serca «, że będę musiała stworzyć harem'. 'Harem nie harem, ale klub niedoszłych mężów Nataszy Morar możemy założyć! Myślę, że znajdą się w nim sami dobrzy ludzie' - pisze bloger Leo Golovin. 23 lutego 2008 r. w Kiszyniowie Natalia i 22-letni dziennikarz działu politycznego 'The New Times' Ilia Barabanow wzięli ślub. Na zdjęciu z urzędu stanu cywilnego szczęśliwa młoda para w dżinsach, bez szampana, bez kwiatów i bez gości. Przez rok ich biurka stały obok siebie. Jeździli służbowo do Gruzji, Japonii, Izraela. Od roku Natasza mieszkała u Ilii. Byli dyskretni. Ale kolegów niełatwo oszukać. Zamierzali pobrać się w maju. Kiedy Nataszy nie wpuszczono do Rosji, Ilia zdecydował się przyspieszyć ślub. Nie bawili go też chętni do fikcyjnego małżeństwa z Nataszą.
Historia z takim finałemc
Jest najgłupszym żartem losu
Tę, której pragnął świat wręcz cały
Porwał małolat mikrobusem ()
Ona się przyjrzy i zapłacze.
Pomyśli, że jej życie wszak
Mogło ułożyć się inaczej.
Wierszyk został opublikowany w blogu jednego z zawiedzionych członków klubu niedoszłych mężów. Obok typowo 'żeńskie' reakcje: 'Płaska brzydula! Z nią tylko fikcyjnie można się ożenić!'. Temat stosunków Nataszy z Ilią podnieca internautów i media przez kilka tygodni. Cztery dni po ślubie Natasza i Ilia znowu lecą do Moskwy. Wtedy właśnie rozgrywa się drugi akt farsy z granicą państwową w tle.
Miodowe dni w strefie tranzytowej
Luty 2008. Lotnisko Domodiedowo. Natasza nie zgadza się na powrót do Kiszyniowa, dopóki nie dowie się, kto podjął decyzję w jej sprawie.- Jeśli teraz pani nie wyleci, warunki, w których spędzicie dobę, bardzo wam się nie spodobają - słyszy.Aby strażnicy ich nie rozdzielili, Natasza i Ilia sczepili się paskami od spodni. Samolot odlatuje bez niej. Następny - za dobę. Na lotnisko przyjeżdża Jurij Kostanow, adwokat Natalii. Straż nie pozwala na ich spotkanie . Kostanow: - Mówią mi: 'De jure ona jest za granicą, tu nie działa prawo rosyjskie. - Dobra, Mołdawia jest w Europie? - Tak. - Rosja też? - Też. - No to powinna działać konwencja europejska. Dlaczego nie działa? - Ano, bo Patruszew [szef Federalnej Służby Bezpieczeństwa] wszystko może'. To sens naszej szczególnej demokracji suwerennej. Ona polega chyba na tym, że władza jest suwerenna wobec obywateli. Na lotnisku są koledzy z redakcji. Proszą o przekazanie paczki z jedzeniem, wodą i przedmiotami higieny osobistej. Natasza ma chore nerki. Odmowa. Wieczorem Nataszy i Ilii przyniesiono porcję jedzenia i trochę wody. Spędzają noc na metalowych ławkach. Do toalety z Nataszą chodzi strażniczka.
Gdy następnego dnia straży granicznej znów nie udało się wepchnąć Morar do samolotu, ani jedzenia, ani wody już nie dostają. W automacie tylko kawa i coca-cola, których przy jej chorobie nie wolno pić. Młodzi dzwonią do kolegów: 'Zdecydowaliśmy. Zostajemy'. Wieczorem anonimowy urzędnik lotniska przynosi im butelkę wody. Druga noc na metalowych ławkach. Trzeciego dnia Natalia przechodzi atak nerek. Lekarka, którą wezwano, proponuje dwie tabletki no-spy. Pisze jednak oświadczenie dla straży granicznej, że choroba nerek jest niebezpieczna. O konflikcie na lotnisku pisze większość mediów. Redakcja 'The New Times' dodzwoniła się do MSZ, służby migracyjnej, działu informacji FSB, administracji prezydenta. Wszędzie słyszą: 'Nic nie wiemy o sprawie'.
Czarna kasa Kremla
Z dziennika Nataszy: 'Szczególne podziękowania dla Federacyjnej Służby Bezpieczeństwa za mocny PR pisma. Na taką reklamę nigdy nie byłoby nas stać'. 'W walce Dobra ze Złem znowu zwyciężył idiotyzm' - internauci podsumowują działania FSB. Czytelnicy masowo rzucili się do czytania artykułów Natalii Morar w 'The New Times'. Tygodnik od półtora roku należy do znanej w biznesie medialnym Ireny Leśniewskiej, twórczyni m.in. telewizji REN-TV. 'The New Times' jest jednym z nielicznych niezależnych pism społeczno-politycznych. Zdaniem Leśniewskiej sprawa z Nataszą to zemsta bezpieczniaków. Natasza zajmuje się śledztwami politycznymi. Niektórzy sądzą, że najbardziej rozjuszyły FSB jej artykuły o praniu brudnych pieniędzy w bankach Dyskont i Raiffeisen.
Pisała, że wysocy urzędnicy robili to za pośrednictwem podstawionych firm. Sprawą zajmuje się Interpol, rosyjska prokuratura sprawę umorzyła. MSW (źródła są anonimowe) wykryło stały schemat legalizacji i wywozu za granicę pieniędzy. Robią to ludzie związani z szefem departamentu bezpieczeństwa ekonomicznego FSB generałem Bortnikowem i spółkami naftowymi kontrolowanymi przez Kreml. W systemie uczestniczą wszystkie duże banki rosyjskie i ta sama grupa urzędników. Andriej Kozłow, wiceprezes centralnego banku Rosji, który półtora roku temu zaczął uważnie sprawdzać podejrzane transakcje, został zastrzelony. Śledztwo przejął Komitet Śledczy Prokuratury Generalnej bezpośrednio - jak twierdzą analitycy - związany z bohaterami sprawy. Kirił Kabanow, szef Społecznego Komitetu Antykorupcyjnego, były kapitan FSB, na konferencji prasowej w 'The New Times' mówił: 'Nowi śledczy niszczą dowody. Według naszych danych na przekupstwa w tej sprawie wydano około 30 milionów dolarów'.
Po tym artykule informatorzy Natalii mówili jej wprost: 'Jest pani młoda i piękna. Byłoby szkoda '. 'W kręgach bankowych wszyscy o tym wiedzą, ale jeżeli mówią, to do poduszki. Kopiecie w słusznym kierunku. Tylko nie wykopcie dołu dla samych siebie' - mówił Natalii były prezes banku centralnego. Inni uważali, że miarka przebrała się po ostatnim napisanym w Rosji, tydzień po wyborach do Dumy, tekście pt. 'Czarna kasa Kremla'. Morar opisuje proceder finansowania partii uczestniczących w kampanii wyborczej ze wspólnej kasy kontrolowanej przez administrację prezydenta. Administracja wyznacza firmy państwowe i prywatne na sponsorów konkretnych partii i zobowiązuje do całorocznego wpłacania pieniędzy na konta Wnieszekonombanku, który jest podporządkowany bezpośrednio prezydentowi. Jednak żadna z partii nie dostaje tych pieniędzy, bo wydziela je właśnie Kreml. Na konto Sojuszu Sił Prawicowych wpłynęło 150 milionów rubli. Partia, jak twierdzi źródło Natalii Morar, nie dostała ani rubla.
Morar zarzucano brak dowodów, anonimowość źródeł: 'Chcielibyście, żeby Sieczin [zastępca szefa administracji prezydenta] i Bortnikow sami potwierdzili w » New Times «: » Tak, zbieramy haracz na partie. Tak, pierzemy brudną kasę, tyle i tyle wywieźliśmy «? Albo żeby ludzie, którzy od nich zależą, podali swoje nazwiska i doczekali się losu dyrektora Centrobanku?' - pyta retorycznie jeden z dyskutantów.Pięć dni po tej publikacji Natasza wracała z Tel Awiwu