http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Zawsze miej przy sobie prezerwatywę

rozmawiał Wojciech Orliński
2008-04-13, ostatnia aktualizacja 2008-04-11 11:51

Ciąża u nastolatki to nie jest coś, co zabija. Mimo wszystko nie jest to problem tak poważny jak sprawa nastolatka uzależnionego od heroiny czy alkoholu

Nick Hornby
east news
Nick Hornby
ZOBACZ TAKŻE
W Polsce najbardziej jest pan znany z powieści o trzydziestoparolatkach o mentalności nastolatka, którzy boją się związków, bo nie chcą dorosnąć. Teraz napisał pan powieść o nastolatku, którego związek zmusi do przyśpieszonego wydoroślenia. Skąd ta zmiana tematu?

Tamci bohaterowie są dla mnie dzisiaj jakąś bardzo odległą przeszłością... W 1998 roku, po zakończeniu powieści 'Był sobie chłopiec', poczułem, że napisałem na ten temat już wszystko, co mnie interesowało. Ostatnio dużo mam spotkań z nastolatkami, bo moje powieści trafiły do lektur w szkołach średnich. Te spotkania były dla mnie bardzo inspirujące. W każdej mojej powieści da się zresztą znaleźć jakiegoś nastoletniego bohatera albo czyjeś wspomnienie z młodości, więc też nie jest tak, że ten temat był mi całkowicie obcy. Zdarzało mi się nawet pisać opowiadania z punktu widzenia nastolatka. W Wielkiej Brytanii ostatnio dużo się mówi o zjawisku ciąży nastolatek. Chciałem o tym napisać, ale nie miałem pomysłu na odpowiedni klucz. Znalazłem go, spacerując w parku tu niedaleko, kiedy zobaczyłem prześliczną parę nastolatków z wózkiem dziecięcym. Zaintrygowała mnie nie tyle młoda matka, ile młody ojciec - rzadko ich się widuje, nastoletnie matki pchają te swoje wózki najczęściej samodzielnie. Zacząłem się zastanawiać nad tym, co musi się dziać w jego głowie - i tak powstała ta powieść.

Ciekawe, że aborcja - która w 'Wierności w stereo' jest decyzją podjętą przez bohaterkę mimochodem, po prostu dlatego, że związek się nie układał - w ogóle nie jest we 'Wpadce' opcją. Nie bierze jej pod uwagę ani bohaterka, ani właściwie nikt z jej otoczenia. Czy to jakaś zmiana pańskiej postawy?

W tym konkretnym wypadku różnica wynika z wieku i aspiracji bohaterek. Alicia we 'Wpadce' nie ma tak naprawdę żadnych życiowych planów, które ciąża by jej komplikowała. Laura w 'Wierności w stereo' to ambitna prawniczka. Podąża ścieżką kariery, której nie umiałaby pogodzić z macierzyństwem, zwłaszcza w nieudanym związku. Alicia pochodzi z rodziny intelektualistów, ale jej samej w ogóle nie pociąga kariera akademicka, którą planują dla niej rodzice. Dla niej ciąża jest po prostu wygodnym sposobem na ucieczkę od ich planów. Co do jej otoczenia, to ono akceptuje jej wybór - bo co im innego pozostaje? Tak samo akceptowaliby, gdyby Alicia zdecydowała się na aborcję. Dlaczego młode dziewczyny w jej sytuacji się na to nie decydują - to jest osobny problem. Macierzyństwo w młodym wieku jest w tej chwili w Wielkiej Brytanii modne...

Modne? Czy to na pewno dobre słowo?

Tak, bo trudno to zjawisko inaczej wytłumaczyć. Każdy już wie, jakie są konsekwencje seksu. Oświata seksualna jest powszechna. Antykoncepcja jest łatwo dostępna. Aborcja jest łatwo dostępna. A mimo to mamy największy wskaźnik nastoletnich mam. To już nie są ciąże przypadkowe, to wynik świadomej decyzji dziewczyny. To już nie jest tak jak 50 lat temu, kiedy młodzi ludzie nie wiedzieli, skąd się biorą dzieci, albo zdawali się na ślepy los. Nie jest też tak, że nastolatkę w ciąży czeka jakaś tragedia. Mamy państwo opiekuńcze, więc młoda matka wie, że zawsze będzie miała co jeść i gdzie mieszkać, nawet jeśli rodzina jej nie pomoże.

Pańska powieść zdaje się więc pokazywać, że ciąża nastolatki niekoniecznie musi oznaczać życiową tragedię.

Bo przecież to nie jest coś, co zabija ludzi. To mimo wszystko nie jest też problem tak poważny jak problem nastolatka uzależnionego od heroiny czy alkoholu. No pewnie, że teraz młody człowiek będzie musiał dostosować swoje plany życiowe, ale to nie jest tak, że wszystko legło w gruzach. Dostaniesz się tam, gdzie się chciałeś dostać, najwyżej pochłonie to trochę więcej czasu i wysiłku. Mój bohater może się domyślać, jak będzie wyglądało jego dalsze życie, bo obserwuje to na przykładzie swojej matki - jego kariera będzie mieć mniej więcej dziesięcioletnie opóźnienie. To się da przeżyć. Z jednej strony moja powieść pokazuje, że bycie 16-letnim rodzicem to jeszcze nie jest tragedia. Z drugiej strony mam nadzieję, że po jej przeczytaniu młody człowiek będzie się pilnować, żeby zawsze mieć przy sobie prezerwatywę.

A skąd się wziął pomysł uczynienia głównego bohatera zapalonym skejtem? Pan chyba nie jeździ na desce?

Nie, to zdecydowanie nie jest sport dla mnie. Wystarczy, że stanę na desce i ogarnia mnie przerażenie, że za sekundę coś sobie złamię. Przeczytałem tylko dużo materiałów z internetu i oczywiście wielokrotnie przeczytałem autobiografię Tony'ego Hawka - bo ważnym elementem fabuły jest to, że Tony Hawk na plakacie mówi do głównego bohatera cytatami ze swojej książki.

Czy zatrudnił pan jakiegoś konsultanta do spraw deskorolki?

Tak. Mojego siostrzeńca!

A jak trudno było załatwić zgodę samego Tony'ego Hawka?

Na samym początku chciałem, żeby bohater mojej powieści był zapalonym młodym piłkarzem, który rozmawia z plakatem gwiazdy futbolu. Od początku miałem jednak co do tego wątpliwości, bo w dzisiejszych czasach futbol jest znacznie bardziej skomercjalizowany niż w czasach, kiedy byłem nastolatkiem. Dzisiaj to wszystko kwestia korporacyjnej reklamy i sponsoringu. To nie pasowało do mojego bohatera. Nagle dostałem od mojego amerykańskiego wydawcy plakat przedstawiający faceta na deskorolce trzymającego egzemplarz mojej książki 'Wierność w stereo'. Nie wiedziałem wtedy, kto to jest, ale mój wydawca wytłumaczył mi, że to bardzo ważne wydarzenie, bo ten facet to Tony Hawk, idol nastolatków. Amerykańskie stowarzyszenie bibliotekarzy poprosiło go o zarekomendowanie swoim fanom jakiejś powieści i wybrał właśnie moją. Poczułem, że to rozwiązuje mój problem - mój bohater będzie skejtem! Pozostało już tylko poprosić Tony'ego Hawka o formalną zgodę - i oczywiście się zgodził.

Zastanawiam się, jak nastolatek czyta 'Wierność w stereo'. Przecież to opowieść o zamierzchłych czasach. Tam ludzie jeszcze nagrywają płyty winylowe na kasety magnetofonowe, bo nie mają iPodów. Dzwonią z budki, bo nie mają komórek. Wysyłają papierowe listy, bo nie mają e-maila...

Tak, nie ma nic bardziej przestarzałego niż niedawna przeszłość. Gdy się dzisiaj ogląda film z lat 80. i bohaterowie używają komórek wielkości cegły, człowiek się z nich śmieje. Myślę, że młodzi ludzie widzą w tej książce po prostu opowieść o miłości rozumianej na wielu poziomach. Jest wątek miłości romantycznej, a poza tym główny bohater kocha muzykę - istotna jest miłość do muzyki, a nie to, że bohatera otaczają płyty winylowe. Przypuszczam więc, że młodzi ludzie to czytają tak, jak się czyta Jane Austen - rozumieją wątki romantyczne, nie rozumieją słownictwa związanego z hipiką.

W 'Wierności w stereo' ważną rolę odgrywa kultura mixtape, czyli kasety składanki nagrywane na specjalne okazje. Dziś ta kultura jest martwa, wyparł ją komputer i playlista. Tęskni pan za nią?

Najważniejszą różnicą jest to, że taśmę składankę robiło się w czasie rzeczywistym. Nie było sposobu na przyśpieszenie tego - nagrywasz przez 45 minut stronę A, a potem przez następne 45minut stronę B. To zmuszało do dokładnego wsłuchania się w każdą piosenkę i podjęcia przemyślanej decyzji o tym, jaka powinna być następna - tak jak to może starannie przemyśleć didżej w klubie czy w radiu. Myślę, że wtedy ma się lepsze pomysły, niż kiedy po prostu ktoś pomacha myszką i wypali płytkę. Oczywiście wkłada się w to też więcej miłości. Nagrywałem takie taśmy dla przyjaciół... dla dziewczyn właściwie. Ale to jest wszystko przeszłość. Ja też przestawiłem się już na komputer i playlistę, swojej żonie nie nagrywam już taśm składanek, tylko wrzucam muzykę na jej iPoda. Nie pogodziłem się jeszcze tylko z samą ideą kupowania muzyki w internecie. Zależy mi na posiadaniu fizycznej płyty, na wizycie w sklepie, na rozmowie ze sprzedawcą. Ale sprzedawca w sklepie, w którym się zaopatruję, powiedział mi niedawno, że nie przypomina sobie, żeby kiedykolwiek miał w sklepie klienta poniżej 35. roku życia. On podejrzewa, że ludzie poniżej dwudziestki nigdy w życiu nie mieli w rękach muzycznego kompaktu.

A tymczasem pańska powieść w wielu ludziach obudziła marzenie o tym, żeby samemu mieć sklep z płytami - jak pański bohater. To nie była dobra decyzja biznesowa pod koniec lat 90.!

Wiem! Cóż począć, jestem tym wszystkim ludziom winny pieniądze. To rzeczywiście była wtedy samobójcza decyzja. Mój znajomy, który rzeczywiście miał w tamtych czasach sklep z płytami i posłużył mi częściowo jako pierwowzór głównego bohatera, dzisiaj jest pośrednikiem nieruchomości. Zarabia dużo więcej pieniędzy, ale nie czuje się szczęśliwy. A najdziwniejsze jest to, że widzieliśmy już wtedy początek tego wszystkiego. Płyta kompaktowa to przecież już był nośnik cyfrowy, to był pierwszy krok do dematerializacji muzyki. Ale gdyby ktoś w 1995 roku powiedział mi, że wkrótce będzie można wysłać piosenkę e-mailem, tobym go wyśmiał i powiedział, że to jakby wysłać e-mailem kanapkę. To wydawało się takie oczywiste, że muzyka musi mieć fizyczny nośnik. Nośniki się mogą zmieniać, ale zawsze zostaną sklepy z płytami...

Źródło: Wysokie Obcasy
Brak komentarzy

W numerze z 31 lipca