Z Ewą Partum rozmawia Dorota Jarecka

Nago podchodzi Pani do ściany, na której jest karton z napisem 'Solidarność', powtarza na głos litery i jednocześnie dotyka ustami, zostawiając ślad czerwonej szminki - na Pani wystawie w Instytucie Sztuki 'Wyspa' w Gdańsku jest film z performance'u z 1983 r. To było wyznanie miłości do 'Solidarności'?

W tym nie ma nic erotycznego. Byłam czystym znakiem sztuki. Osoba ubrana jest źródłem informacji o stanie posiadania czy guście. Widok rozebranego mężczyzny nie kojarzy mi się z seksem, tak samo mężczyźni powinni patrzeć na kobietę. Mam prawo do bycia człowiekiem i jako człowiek oddałam hołd idei, która była zagrożona. To był akt zaufania.

W recenzji w 'Der Tagesspiegel' napisano potem, że polska artystka, stojąc nago przed tłumem, mogła w każdej chwili zostać zraniona. Polacy...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.