http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif
A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Skąd się bierze miłość

Anna Zawadzka
2006-07-18, ostatnia aktualizacja 2006-07-14 00:00

Według poradników istnieje miłość, którą trzeba leczyć jak nałóg. Rozmowa z socjolożką Anną Ziółkowską

Anna Ziółkowska, socjolożka
Fot. Anna Gajdamowicz
Anna Ziółkowska, socjolożka
Dlaczego ludzie czytają poradniki o miłości?

Bo sobie z nią nie radzą. I trudno się dziwić. Z jednej strony chcemy trwać z kimś w romantycznej jedności, cudownej unii dusz. Z drugiej - być niezależną jednostką, która ma swoje odrębne życie. Robi się z tego straszny klops. Poradniki mają nam podpowiedzieć, jak to pogodzić.

Skąd taki klops?

Taka nasza historia. Przez wieki bardzo różne uczucia nazywano tym samym słowem: miłość. W starożytnej Grecji oznaczała ona relację dorosłego mężczyzny z młodym chłopcem. W czasach późnego średniowiecza - pragnienie posiadania cudzej żony, coś, co nie mieści się w ramach związku uznawanego przez Kościół, groźne uczucie wymagające zapanowania. Miłość w czasach romantyzmu to była wielka pasja. W czasach wiktoriańskich - czyste, aseksualne uczucie matki do dziecka.

Myślałam, że miłość powinna być między małżonkami?

Do małżeństwa miłość wkroczyła w XIX wieku, ale dopiero pod koniec XX wieku zaczęła oznaczać relację partnerską.

To znaczy jaką?

Taką, w której dwie strony rozumieją swoje potrzeby i uzgadniają warunki wspólnego życia, zachowują emocjonalną autonomię i wolność. Co nie znaczy jednak, że nie wymagają od siebie totalnego zaangażowania, wzajemnego zanurzenia się w swoich światach - to spuścizna kultury romantycznej.

Kultury? Wydawałoby się, że emocje są czymś, co odczuwamy bezpośrednio, czymś naturalnym. Więc co tu do rzeczy ma kultura?

Rzeczywiście, do połowy lat 70. uważano, że emocje to czysta natura. I dlatego powinna się nimi zajmować biologia lub psychologia. Jako pierwsza ten podział przełamała socjobiologia, która dopatrzyła się w zjawiskach społecznych biologicznego podłoża. Ale okazało się również, że emocje mogą być wytwarzane społecznie. Bo chociaż emocje odczuwamy bezpośrednio, to niemal zawsze coś z nimi robimy, jakoś nazywamy, interpretujemy. Zaczynamy o nich myśleć, uznajemy za swój problem albo swoją cechę. A przede wszystkim ludzie coraz skuteczniej kontrolują swoje emocje i ze stulecia na stulecie robią to coraz bardziej świadomie. Panowanie nad emocjami stało się warunkiem życia we współczesnej kulturze.

Co to znaczy, że emocje są "wytwarzane społecznie"?

La Rochefoucauld napisał o miłości: "Są ludzie, którzy nigdy nie byliby zakochani, gdyby nie słyszeli o miłości". Jeśli wszyscy mówią nam o jakimś uczuciu, na dodatek wspaniałym, to zaczynamy go szukać. To rodzaj wzoru kulturowego, który dostarcza nam informacji, czym jest jakieś przeżycie, jak należy go doświadczać, skąd wiedzieć, że to już jest to. W poradnikach takie wzory widać gołym okiem: nie możesz spać, jeść i myśleć o niczym innym? To miłość!

Czy nie można wieść satysfakcjonującego życia z kimś, komu po prostu ufasz, z kim czujesz się dobrze i bezpiecznie, ale nie ma między wami jakiejś płomiennej fascynacji?

Zanim pojawiły się wzorce romantycznej miłości, kobiety żyły szczęśliwie, będąc w związkach z mężczyznami, których w naszym rozumieniu tego słowa nie kochały. A dziś? Zaczynasz wątpić, szukać czegoś innego. Przekreślasz to, bo cały świat ci mówi, że to nie miłość.

Świat, czyli poradniki. Dlaczego one są skierowane głównie do kobiet?

Badania pokazują, że to kobieta jest orędowniczką miłości romantycznej. Ciągle myśli w kategoriach "my", podczas gdy mężczyzna - w kategoriach "ja". Jednocześnie jednak czuje, że zaangażowanie czyni ją bardziej zależną, a kultura nadaje coraz głośniej: kobieto, powinnaś się wyzwalać. Większe zaangażowanie po stronie kobiety spotyka się z większą autonomią po stronie mężczyzny.

To znaczy, że mężczyzn trzeba nauczyć angażowania się.

Nie, bo to kobieta ma problem. A ten, kto ma problem, szuka rozwiązania. Ci, którym bardziej zależy, mają więcej do stracenia.

Zaangażowanie jest problemem?

Problemem nie jest zaangażowanie, ale fakt, że nie jest ono równomierne po obu stronach.

Źródło: Duży Format
  • Do takich mądrości należy podchodzić ostrożnie. xapur 18.07.06, 15:12

    W szkole też uczą, że było tak a tak i dopiero jak człowiek dorasta zauważa, żejedynie słuszne poglądy niekoniecznie są zgodne z prawdą. Później zajrzy się doinnych źródeł i okazuje się, że »

  • Re: Skąd się bierze miłość perculator 18.07.06, 16:02

    Tyle glupot w jednej wypowiedzi od dawna nie bylo.Pobiezne czytanie miernych podrecznikow Pani uzurpuje na wiedze»

  • Polecam książkę wspominanej w artykule norymberga3 19.07.06, 12:18

    Elisabeth Badinter "Historia macierzyństwa". To stamtąd ten kawałek, żeMontaigne nie wiedzał, ile dzieci mu zmarło, i o masowym oddawaniu dzieci domamek właściwie "na zmarnowanie". »

W numerze z 30 stycznia

  • Szukam kogoś dla siebie

    Z Jackiem Olszewskim, mężem Agaty Mróz, rozmawia Wojciech Staszewski

  • Zwyczajna córka

    Rozmowa z aktorką Aliną Świdowską, córką Adiny Blady-Szwajger, lekarki z getta. W spektaklu 'I więcej nic nie pamiętam' na podstawie pamiętnika matki Alina Świdowska ...