Trans, halucynacje, hipnoza, a nawet legalny odlot. To pierwsze hasła, które pojawiają się w przeglądarce, kiedy szukam informacji o deprywacji sensorycznej. Są jeszcze filmy z wirującymi kolorami i dziwne fora zrzeszające ludzi, którzy pragną się zdeprywować (a czasem zdeprawować, bo granica jest cienka) w domu. Pikanterii dodaje fragment z "Opowieści o pilocie Pirxie" Lema, który przytoczono na jednej ze stron. Wskutek odcięcia wszelkich bodźców pilot Pirx rozpada się wewnętrznie. Lem porównuje tę sytuację do odrętwienia, poczucia, że nasze ciało się od nas odłącza.

Monika Zgórzak, właścicielka pierwszego w Polsce miejsca, w którym można skorzystać z kapsuły odpływowej, mówi raczej o głębokiej relaksacji. Słowa "deprywacja" początkowo unikała. Wiadomo. Brzmi trochę kosmicznie i przyciąga "poszukujących wrażeń". Kiedyś na witrynie małą czcionką napisane było "deprywacja sensoryczna", dziś zastąpiło je równie obco brzmiące, bo angielskie, ale jednak łagodniejsze "floating", które generalnie oznacza to samo. Tylko trafia do innej grupy klientów.
Pozostało 88% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.