Potrafi ich pani rozpoznać w grupie ludzi? Na przykład na przyjęciu?

Zawsze. Ciągle się uśmiechają. Ich mowa ciała wyraża uległość. Często też przytakują. Lubią używać takich słów, jak "wspaniale", "oczywiście", "nie ma problemu!".

Ludzie dotknięci "przekleństwem bycia miłym".

Też taka byłam. Zawsze pomocna, życzliwa, uśmiechnięta. Zajmie się chorym dzieckiem przyjaciółki, napisze za kolegę raport, wysłucha koleżanki, która znowu ma małżeński kryzys itd. Niezależnie od tego, czy ma na to ochotę, siłę i czas.

Dlaczego to robią?

Bo nie potrafią inaczej. Ich bliscy też się do tego przyzwyczajają, więc tym trudniej jest im taki schemat przełamać.

Pani się to udało.

Nie do końca. Jest lepiej, ale dalej walczę. Mam np. grono przyjaciół, którzy traktują mnie jak terapeutkę i trudno mi wyplątać się z tej roli. Zgodziłam się nawet pojechać na wakacje z koleżanką, która przechodzi trudny okres. Nie potrafiłam odmówić, a chciałam - ja, orędowniczka zrzucania gorsetu bycia zbyt miłą, psycholog. Wstyd mówić.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej