Rozmowa z Markiem Smularskim*

Najśmieszniejsze jest to, że ja uwielbiam jeść.

Nie widać tego po tobie.

Zawsze byłem dwumetrową tyczką, uprawiałem dużo sportów. Beacie podobało się, że może wyczuć moje kości.

A tobie podobały się jej kości?

Dopóki się nie rozebrała, nie było widać, że ma anoreksję. Twarz miała śliczną, spojrzenie głębokie. Zaczepiłem ją na imprezie. Poszliśmy na spacer, wróciliśmy po trzech godzinach. Otworzyła się i powiedziała, że ma w życiu problem - od gimnazjum w zasadzie nie je. Miała wtedy 19 lat.

Długo to trwało.

Bardzo. Zaczęliśmy się spotykać, ale na początku nie dostrzegałem choroby. Ona studiowała kulturoznawstwo w Poznaniu, ja remontowałem mieszkania we Wrocławiu, widzieliśmy się w weekendy. Jak pytałem, czy chce coś zjeść, odpowiadała, że już jadła. I zapominało się o tym.

Kiedy nie dało się już tego spychać pod dywan?
Pozostało 96% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.