Pierwsze były z gumką wokół bioder. Ale gumkę szybko zastąpiono troczkami wiązanymi po bokach. Dzięki troczkom nawet najbardziej tęga dama może nosić stringi.

Składają się z trzydziestu zrobionych na szydełku elementów przypominających kwiatki. Białe do ślubu, niebieskie i oliwkowe na co dzień, czerwone na maturę i czarne na wieczór. Najelegantsze są z jednobarwnego kordonka tureckiego, który charakteryzuje się delikatną poświatą. Ale mogą być też z czerwonym serduszkiem na środku trójkąta albo niewinne dziewczęce - białe z czerwoną lamówką i kwiatkiem.

Nie da się tego zrobić ręcznie?

W Koniakowie, beskidzkiej wsi położonej na wysokości 800 m n.p.m., hekluje kilkaset kobiet. To znaczy prawie wszystkie. Od dwustu, a może i czterystu lat dziergają szydełkiem ażurowe serwety, obrusy, kołnierze, halki, wszywki do pościeli i ślubne suknie.

Kiedyś o koronki z Koniakowa zabijali się niemieccy turyści odwiedzający Beskid Śląski. Ale parę lat temu do Chaty na Szańcach, tutejszej galerii-sklepu ze sztuką ludową, wszedł Niemiec, wziął do ręki koronkową serwetę, pokręcił głową i powiedział:
Pozostało 93% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.