Eurowizja wróciła na języki. Niestety nie dlatego, że poziom festiwalu nagle się podniósł, lecz z powodu wypowiedzi członka ukraińskiej partii Swoboda. Nie spodobała mu się wspólna decyzja jury i publiczności, która postanowiła, że Ukrainę na tegorocznej Eurowizji reprezentować ma piosenkarka Hajtana. Urodziła się ona w Kijowie, pochodzi z ukraińsko-kongijskiej rodziny. Śpiewa po ukraińsku. Niestety problemem jest, zdaniem polityka, ciemna skóra piosenkarki.
- Na Eurowizji powinniśmy promować naszą ukraińską kulturę. Hajtana owszem, śpiewa dobrze, lecz nie reprezentuje naszej kultury. Dlatego też nie mamy szans na dobry wynik na festiwalu, po raz kolejny przegramy - powiedział Syrotiukow.
-Byłoby lepiej, , gdyby na konkurs pojechała osoba, który reprezentuje wyłącznie Ukrainę, a wygląda na to, że my nie chcemy ukazywać własnej twarzy. I
Ukraina będzie kojarzona z innym kontynentem, z jakąś Afryką - dodał.
Jego wypowiedź wywołała medialną burzę. Głos zabrała doradczyni prezydenta Wiktora Janukowycza, Hanna Herman.
- Takie wypowiedzi są niebezpieczne. To znak, że w partiach, które pozwalają sobie na takie oświadczenia, istnieją podstawy rasizmu - powiedziała.
Według statystyk, partia Swoboda może liczyć w nadchodzących
wyborach parlamentarnych na 3.6 procent poparcia.
Reportaże, wywiady, portrety. Najciekawsze teksty roku Wysokich Obcasów>>