[Świętokrzyska PAST-a]. Nie z naszej intencji nazwa została wyśmiana i ośmieszona. Trudno mi powiedzieć, komu się nie podoba, ale to raczej nie są warszawiacy - powiedziała Anna Nehrebecka.
Domyślam się, że od częstych kontaktów z kombatantami traci się poczucie humoru, wzrasta poziom stresu oraz kumuluje się agresja, którą gdzieś trzeba w końcu wypuścić. Ale czemu w moim ogólnym kierunku?
Większość mojej rodziny zginęła na wojnie, w powstaniach i obozach koncentracyjnych. Ci, co przeżyli, starali się sprzedać kolejnym pokoleniom minimum traumy, ale maksimum prawdziwej historii (z tym pierwszym udało się różnie, ale podkreślam, starali się). Nie mieli w domach ołtarzyków swojego poświęcenia i nie domagali się uznania. W czasach różnych okupacji napierdalało się, bo właśnie to trzeba było zrobić, a teraz trzeba żyć tak, jak innym się nie udało, i cieszyć się, że można. Popisali książki i wspomnienia, zostawili nam pudełka z orderami, jak następne pokolenia będą chciały wiedzieć więcej, będą miały gdzie szukać. Historię cioci Celiny, która była najmniej docenionym, ale moim największym i najbardziej dracznym bohaterem wojennym, odkładam do innej noci.
No ale wracając do komisji nazewnictwa, powiedzmy też sobie szczerze, jej prace są źródłem wielu znakomitych radości. Tu artykuł z
dziesięcioma przykładami z brzegu. Moimi prywatnymi faworytami wśród skrzyżowań budzących sympatię i uśmiech o poranku są: róg Żołnierzy Wyklętych i Zachodzącego Słońca, ul. Batalionu "Pięść" przechodząca w ul. Małego Franka oraz ulica Zgrupowania "Żmija" - przecinają ją ulice Zgrupowania "Żyrafa" i Zgrupowania "Żubr". Kinky stuff.
A propos wymawiania nowych znaczków, które koniecznie mają być użyte w nazwie stacji Świętokrzyska-PAST-a, skojarzył mi się skecz z serii A Bit of Fry and Laurie:
Your name, sir? W ogóle wiecie, ile kosztuje zmiana nazwy ulicy albo stacji metra? Wszystkie te dowody osobiste, tablice, przystanki? Też nie wiem w pieniądzach, ale w ogromie
pracy podsumował Radkowiecki we
wnikliwej noci Nawiasem mówiąc, uważam, że walczącym o niepodległość należy się szacunek i coś podtrzymującego pamięć. Tablica na przykład. W ogóle nie wiem, czy wiecie, ale kombatanci mają własny, który ma w statucie m.in. "upowszechnianie tradycji walk o suwerenność i niepodległość Polski". Dlaczego upierają się przy nazwach ulic, nie bardzo rozumiem. Nie będę powtarzać argumentów, które zwykle padają podczas dyskusji nad kolejnymi propozycjami uhonorowania jakiegoś ważnego plutonu czy batalionu, bo uważam, że nie należy mnożyć przykrości.
Nie rozumiem także, dlaczego koniecznie trzeba nazwać most imieniem MSC, chociaż we wszelkich papierach i na mieście jest on już od dawna Północnym. Ku pamięci, oto
lista radnych głosujących w tej sprawie.
Koniec nawiasu.
Tak czy inaczej, już mam trochę dosyć. Ciągle ktoś sobie coś mojego zawłaszcza - prawicowe oszołomy przejmują i brudzą uniwersalne symbole, do których potem obciach się poczuwać (dziękuję Zillowi za pogadankę na ten temat, mam nadzieję, że zrobi o tym kiedyś notkę), ACTA skacze na prawa obywatelskie, kombatanci cierpliwie i stanowczo żądają nazw ulic i zielonych skwerków. Politycy, którzy mają dbać o równość i demokrację, a także o moją reprezentację, pokazują mi wciąż TAKIEGO wała. Obywatel przeżuje po cichu trochę frustru i wróci do roboty, bo denerwować się, to mścić na swoim zdrowiu za cudzą głupotę.
Jednak ponieważ nie jestem mierna i nie zamierzam być bierna, pozostaje mi tylko wierność. Zatem w imię wierności pewnym kurwa mać zasadom, proponuję podpisać
petycję, zbierzemy głosy, a potem się zobaczy
W ogóle mam w nosie, czy ktoś jest warszawiakiem czy nie. Nie wiem, czy w innych miastach władza podejmuje decyzje uliczno-nazewnicze z sensem, czy nie nadymają się patriotycznie, czy nie podlizują się jednym grupom wyborców, obrażając inne. Proszę podjąć decyzję o udziale wedle uznania.