Chciałabym podziękować za artykuł K. Domagalskiej pt.
"Bez bicia piany" w zeszłosobotnich WO. Ukazał się w kluczowym dla mnie czasie; eksplorowałam w ostatnie wieczory strony internetowe w poszukiwaniu informacji o chemicznym składzie kosmetyków, otwierałam oczy z przerażenia (może to za wielkie słowo) odnajdując potencjalne kancerogeny, alergeny w każdej tubce, słoiczku mojego kremu, żelu, szamponu. Moja świadomość poszerza się od momentu urodzenia córki; zrezygnowałam na przykład niemal zupełnie z pieluch jednorazowych. To był proces, który trwał jakiś czas, nie od początku miałam rozeznanie i wystarczającą wiedzę na temat wielorazówek, ale teraz nie ma dla mnie powrotu do pampersów. I w równej mierze chodzi mi tutaj o dobro córki, jak i - zabrzmi pompatycznie - planety. Jakże mogłabym fundować Ziemi każdego dnia taki stosik do rozkładu przez kolejne 400 lat?? Zadziwiające, że jednorazówki są w modzie, bo często myślę, że używania ich powinno się zabronić. Nie za taką cenę dla przyrody... Wracając do artykułu. Długo mi się wydawało, że fajnie jest mieć dużo różnych kosmetyków, zmieniać je i testować, kupować w prezencie, dostawać w prezencie... Że dbać o siebie znaczy wklepywać w skórę, aplikować na powieki, rzęsy... Teraz mam wrażenie mamy apogeum takiego myślenia, zaczyna się w
gimnazjum, a nawet wcześniej To w interesie firm kosmetycznych, by w drogerii oglądać i wąchać, a nie czytać etykietki i rezygnować Ja właśnie przestaję wąchać, a zaczynam myśleć (inaczej) i eliminować. Właśnie sobie uświadomiłam, że mniej znaczy wystarczająco. No i to nieszczęsne: dbaj o siebie... Zatem dziękuję za ten artykuł i proszę o więcej takich poszerzających ekoświadomość, bo kropla drąży skałę i - że się tak grafomańsko wyrażę na koniec - kropla wiedzy drąży skałę nieświadomości, bezrefleksyjności i działań odruchowych Pozdrawiam