Skomentuj:
Komentarze (8)
-
natilafea, piszesz:
Cyt. "i nie chodzi tu o propagandę kościelną, a raczej o czyste zagrania psychiki."
Chodzi, bo owa "psychika" była wtedy inna. Nie potrafię rozpatrywać tego w kat. dobra i zła. Raczej- rzeczywistości.
Na religię chodziłam do 1985 roku- do końca liceum. Temat przerywania ciąży nie istniał ( w ogóle o seksie to coś tam było w książce, na katechezie- nic)., w kościele- też chodziłam nie istniał do 1989 r. Specjalnie używam sformułowania "przerywanie ciąży", bo słowo aborcja nie było znane. Za to o przerywaniu ciąży przez sąsiadki, ciotki, koleżanki się wiedziało, to był normalnie poruszany temat w babskich rozmowach. W każdej gazecie były ogłoszenia "przerywanie ciąży" z dodatkiem co najwyżej "próżniowe" albo "tanio"- w warszawskich- dziesiątki takich ogłoszeń. To powodowało przekonanie powszechne, że przerwanie ciąży jest normalnym rozwiązaniem w przyp. ciąży niechcianej. Tym bardziej, że dostęp do antykoncepcji był żaden- nawet prezerwatywy były deficytowym i nędznej jakości towarem a środków dla kobiet nie było. Więc niemężatki "się pilnowały" jak to sie wtedy mówiło, pani dr Wisłocka zalecała petting a mężatki- przerywały. Wątpię, by uważały, że chociaż trzeba się z tego wyspowiadać. Przyjaciółka mamy, bardzo wierząca, była pielęgniarką na ginekologii i o swoim asystowaniu przy zabiegach mówiła zupełnie normalnie.
Pierwsze określenia "obrońcy życia" czy "morderczynie nienarodzonych" wzbudzały śmiech. To była jakaś abstrakcja w tamtej rzeczywistości. Rzeczywistości, w której w szafie z preparatami w pracowni biologicznej stał słój z ludzkim płodem w formalinie. -
czy można nie przeżyć w żaden sposób zabiegu? ingerencji w ciało? będąc świadomym tabu i presji? (abstrachując od rozczulania się nad zbitkiem komórek...) jeżeli coś jest nam "obojętne", to albo o tym nie mówimy, albo wypowiadamy się o tym bez ekscytacji. to, że ktoś prowokacyjnie mówi o swoich przeżyciach, w konteście, że "nie ma problemu" . to . znaczy . że . go . ma . tylko stara się to ukryć. i nie chodzi tu o propagandę kościelną, a raczej o czyste zagrania psychiki.
-
Chyba zmartwię zwolenników "ciężkiego przeżywania". Ta teza jest jedynie wynikiem propagandy kościelnej. Większość swojego życia przeżyłam za czasów legalnej aborcji, wypowiedzi takie jak p. Czubaszek słyszałam nie raz. Z tą różnicą, że mówiły to panie, które już miały tyle dzieci ile były w stanie utrzymac na jakim takim poziomie. Pojęcie "dziecka" a nie płodu czy ciąży nie dotyczyło płodu niezdolnego do życia, odczuwania. To nadal jest "norma medyczno-etyczna" w krajach, w których dyskusje o aborcji to historia sprzed ponad pół wieku.
Podobnie w kategoriach strachu a nie "sumienia" podchodziły moje koleżanki- to nie była jakaś straszna tajemnica. Jakoś wszystkie te, o których "zabiegach" jak to wtedy nazywano, wyszły potem za mąż, mają dzieci. Jedyne, co je zdecydowanie odróżnia od innych to dbanie, by ich córki miały wiedzę nt. antykoncepcji solidna a nie "podwórkową". Oczywiście, nie mówią im dlaczego. -
jestem prawie pewna, że każda aborcja jest traumatycznym przeżyciem. nawet jeżeli kobieta podchodzi do tego jak do usunięcia trawiącego ją nowotworu. wydaje mi się, że niektóre panie, które poddały się temu zabegowi, mówią o tym z lekkością, ponieważ nasze społeczeństwo nie jest gotowe na przyjęcie takiego tematu. a pewnego rodzaju mechanizmem obronym jest przykrywanie traumatycznego tematu lekkością wypowiedzi. szkoda, że aborcja u nas nie jest legalna nie tylko jako zabieg, ale także w rozmowie. po doświadczeniu oborcji kobieta zostaje z problemem sama. nie może o tym "normanie" pogdać, bez chociażby ubierania tego w prowokację.
-
to, że dla Agaty kwestia aborcji jest kwestią światopogladową, nie oznacza, ze jest taka dla każdego. Nie każdy wierzy, że zlepek komórek należy uznać za człowieka. Z jakichs powodow w cywilizowanych krajach daje się kobiecie wybór w tej sprawie. Prosze nie narzucać innych swoich poglądów. Pamietam czasy, kiedy aborcja była dostępna dla kobiet w trudnej sytuacji i nikogo sprawa aborcji nie przyprawiala o taką histerie. Kobiety ktore są jej przeciw nie wybiorą tego środka po prostu. Nie znaczy to ze te kobiety są "zimnymi sukami". Sa normalne i chcą dokonywać samodzielnie wyborow zyciowych, a bozia, jak istnieje, to sie z nimi policzy po śmierci;)
-
...a ja bym chciała, żeby zadna pinda nie mówiła mi jak mam reagować na sprawe pt. aborcja. Myślę, że w XXI wieku kobieta powinna już sama móc decydować, czy chce poddać się temu zabiegowi, gdy uważa że musi, czy też nie. Bez zbytniej egzaltacji, wmawiania jakiegos mega-dramatu, traumy itd. To każdego indywidualna sprawa!
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX













