"Pogodny dzień w Karaczi. Młoda para korzysta z cennych chwil prywatności w zacisznym zakątku publicznego parku. Gdy chłopak i dziewczyna przysuwają się jeszcze bliżej do siebie, podbiega do nich kobieta i zaczyna wypytywać zdezorientowanych młodych o charakter ich związku. >Czy wasi
rodzice wiedzą o tych spotkaniach?<
To Maya Khan, kobieta, o której mówi cały Pakistan".
Tak Nosheen Abbas zaczyna swój reportaż o kontrowersyjnym reality show wyemitowanym 17 stycznia przez pakistańską telewizję Samaa TV.
Pakistan jest krajem muzułmańskim, a, jak powszechnie wiadomo, islam zabrania intymnych kontaktów kobietom i mężczyznom, którzy nie są małżeństwem. W krajach muzułmańskich ludzie starają się nie okazywać sobie publicznie czułości. Nie przyjęte jest obejmowanie się i całowanie na ulicach. Rzadko nawet można spotkać pary trzymające się za rękę.
W sąsiadującej z Pakistanem Islamskiej Republice Iranu to oficjalne
przepisy prawa zakazują podobnych zachowań. Za pierwszej kadencji obecnie sprawującego urząd prezydenta Mahmuda Ahmadineżada wprowadzono specjalne patrole moralności "gaszte erszod", które wyłapywały na ulicach nieprawidłowo zachowujących się lub nieodpowiednio ubranych młodych ludzi. Mogło się skończyć na pouczeniu, ale także na kilku dniach aresztu albo grzywnie.
W Pakistanie dotąd nikt formalnie nie miał prawa napiętnować młodych ludzi łamiących niepisany zakaz. Dlatego pomysł znanej prezenterki, by na oczach milionów telewidzów zabawić się w stróża moralności wstrząsnął Pakistanem. W tym kraju od dawna tli się konflikt pomiędzy tradycyjną, wspieraną (i wykorzystywaną) przez fundamentalistów islamskich częścią społeczeństwa, a nowoczesnymi Pakistańczykami, którzy chcą żyć jak ich rówieśnicy na Zachodzie, czy choćby w sąsiednich Indiach; wolni od krępujących wymogów tradycyjnej muzułmańskiej obyczajowości.
W sieci pojawiły się tysiące głosów, zarówno potępiających jak i pochwalających Mayę Khan. Jednym z ciekawszych, który udało mi się znaleźć jest "Otwarty list do Mayii Khan" opublikowany na
blogu http://mehreenkasana.wordpress.com/ Jego autorka w bardzo osobisty sposób zawraca się do telewizyjnej gwiazdy. Przyznaje, że sama spotyka się w publicznym parku ze swoim przyjacielem. Pisze także, że podobnie jak Khan, uważa się za muzułmankę. "Jednak etos mojej wiary zabrania mi kogokolwiek wytykać palcem za jego słabości, jeśli sama nie jestem ideałem moralnym. Ludzie sami powinni oceniać swoje czyny we własnym sumieniu. Nigdy by mi nie przyszło do głowy pytać młodych ludzi siedzących obok siebie, czy mają świadectwo małżeństwa. To nie jest ani moja, ani twoja ani nikogo innego sprawa. Gdy widzę ludzi takich jak ty, usiłujących narzucić swoje nieskazitelne moralne normy innym, wstydzę się, że wyznaję tę samą religię".
Dziewczyna pyta prezenterkę, czy przyjemnie jej było by, gdyby któryś z tradycjonalistów religijnych publicznie zaczął ją napiętnować za to, że pokazuje się na wizji bez chusty i w pełnym makijażu. Wytyka prezenterce także, że zajęła się moralizowaniem biednych młodych ludzi w publicznych parkach zamiast pójść do którejś z modnych wielkomiejskich kafejek i tamtejszych gości wypytywać o świadectwa ślubu.
Sama prezenterka dwukrotnie przeprosiła za swój program, ale
dyrektor Samaa TV uznał jej publiczne pokajanie się za niewystarczające i zwolnił ją z pracy.
Na tym jednak sprawa się nie kończy. Podobne afery - polegające na gwałtownym starciu nowoczesnego z tradycyjnym - co i raz wybuchają w Pakistanie rozpalając do białości lokalne media. Politycy, show biznes i tradycjonaliści islamscy, wszyscy na swój sposób, traktują je jako pożywkę dla budowy swoich grup interesów.