http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Łyżeczka po łyżeczce

Agnieszka Jucewicz
30.11.2011 , aktualizacja: 24.11.2011 17:21
A A A Drukuj
Wypracowałam kilka fraz, które powtarzałam do znudzenia: 'Kocham cię', 'Nie pozwolę ci zagłodzić się na śmierć', 'Musisz to zjeść'. I czekałam, aż skończy posiłek - rozmowa z Harriet Brown, autorką książki 'Kiedy jedzenie wymaga odwagi'
.
Rys. Flanela
.
.
Rys. Flanela
.
ZOBACZ TAKŻE
Pani córka miała 14 lat, kiedy zdiagnozowano u niej anoreksję. Jej choroba rozwijała się w zasadzie niepostrzeżenie. Dopiero kiedy zobaczyła ją pani na tle koleżanek na ceremonii szkolnej, dotarło do pani, że Kitty jest chora. Wcześniej pani tego nie widziała?

Wiedziałam, że coś jest nie tak, ale nie umiałam tego nazwać. Kitty zawsze była bardzo szczupła, trenowała gimnastykę. Musiałam ją zobaczyć w innym kontekście, żeby to odkryć.

Nie było niepokojących sygnałów?

Były. Ale umiałam je nazwać dopiero po fakcie. Kitty przechodziła przez burzę dojrzewania, więc niektóre jej zachowania zaliczałam do tych typowych dla nastolatków. Dopiero potem dotarło do mnie, że to były objawy rozwijającej się choroby. Sześć miesięcy przed diagnozą byłyśmy z Kitty na badaniach okresowych u pediatry. Okazało się, że Kitty nie zwiększyła wagi od ostatniego badania, chociaż urosła. Zapytałam lekarki, czy to prawidłowe - powiedziała, że tak może się zdarzyć, i tym uśpiła moją czujność. Dzisiaj wiem już, że to jeden z sygnałów ostrzegawczych. Anoreksja na początku nie oznacza utraty wagi, ale np. zatrzymanie wagi w fazie szybkiego wzrostu. W tamtym okresie Kitty, która nigdy nie interesowała się kuchnią, nagle odkryła pasję gotowania. Wymyślała czterodaniowe obiady z niezwykle skomplikowanymi składnikami. Planowała uroczyste kolacje na podstawie przepisów z pism kulinarnych. Chociaż potem ich nawet nie próbowała. Dzwoniła do mnie do pracy, pytając nerwowo, co będziemy jeść na kolację dzisiaj, jutro, pojutrze.

I to pani nie niepokoiło?

Zwróciłam na to uwagę, ale wydawało mi się, że to są dziwactwa charakterystyczne dla tego wieku. Najbardziej niepokojące były ataki płaczu i niepokoju bez powodu. Kitty nagle zalewała się łzami, bała się wyjść z domu. Wtedy już wiedziałam, że coś jest nie tak.

Kitty nie jadła zdecydowanie mniej?

Problem w tym, że nie mogłam tego kontrolować. Córka była w drużynie sportowej w szkole, więc bardzo dużo czasu spędzała poza domem. Obiad też jadła w szkole. Czasem mówiła, że jadła u koleżanki. Nie przyszło mi do głowy, że Kitty może kiedykolwiek stać się ofiarą anoreksji. Zawsze była bardzo racjonalną, rozsądną dziewczynką. Wiedziała, czym są zaburzenia żywienia.

Na jakie sygnały rodzice powinni być uczuleni?

Przede wszystkim powinni zaufać swojej intuicji. Jeśli czują, że z ich dzieckiem dzieje się coś niedobrego, powinni się temu przyjrzeć. Jeśli nastoletnia córka mówi, że od dzisiaj rzuca cukier, nabiał i białą mąkę - powinna im się zapalić czerwona lampka. Tak samo z przechodzeniem na wegetarianizm, weganizm, żywność organiczną itd. To nie musi zwiastować choroby, ale warto być uważnym. Jeśli dziecko zaczyna bardzo dużo ćwiczyć albo ćwiczy wkrótce po jedzeniu. Albo w ogóle, jeśli rodzice mają poczucie, że dawno nie widzieli swojego dziecka jedzącego posiłek, bo twierdzi, że zjadło w szkole albo było na pizzy, albo zje u siebie w pokoju. Nagłe zainteresowanie jedzeniem - wertowanie książek kucharskich, oglądanie programów kulinarnych, kupowanie magazynów o jedzeniu - i niejedzenie tego, co się ugotuje, to już poważny sygnał. Jeśli dziecko zachowuje się agresywnie albo ma ataki niepokoju - to też może być zwiastun choroby.

Kiedy Kitty trafiła do lekarza, jaką terapię państwu zasugerowano?

Oferowano nam wiele różnych terapii powszechnie stosowanych w Stanach: leczenie lekami psychiatrycznymi, grupę wsparcia, psychoterapię oraz ośrodek dla dzieci z rozmaitymi zaburzeniami psychicznymi, w tym z zaburzeniami żywienia. Pojechaliśmy tam, ale na samą myśl, że mam swoje dziecko zostawić kilkaset kilometrów od domu, w tym obcym, strasznym miejscu, ciarki przechodziły mi po plecach. Sceneria jak z 'Lotu nad kukułczym gniazdem'.

Razem z mężem zdecydowali się państwo jednak na dość kontrowersyjną metodę terapii opartej na rodzinie [zwaną Family Based Therapy - FBT - albo metodą Maudsley]. Na czym ona polega?

Ta terapia wzbudza kontrowersje, bo jest zupełnie odmienna od popularnych trendów w leczeniu anoreksji. Ale jej popularność rośnie, bo statystyki powrotu do zdrowia są bardzo wysokie. Dzięki FBT udaje się wyleczyć ponad 80 proc. pacjentek i pacjentów. A przy stosowaniu innych typów terapii statystyki mówią o 30-40 proc. wyleczonych. Głównym założeniem terapii opartej na rodzinie jest to, że to nie dysfunkcyjna rodzina ponosi odpowiedzialność za chorobę dziecka i że w związku z tym nie należy dziecka od niej odcinać, np. zamykać w ośrodku. Rodzina ma być w pełni zaangażowana w proces leczenia. Jej głos ma być silniejszy niż chory wewnętrzny głos anoreksji, który w kółko powtarza: 'Jesteś gruba jak świnia'. W praktyce polega to na tym, że mama albo tata pięć-sześć razy dziennie siadają z dzieckiem do stołu i towarzyszą mu w jedzeniu. Jeden posiłek może trwać godzinę i dłużej, ale chodzi o to, żeby dziecko go zjadło. Posiłki oczywiście mają być jak najbardziej kaloryczne i rodzice powinni się dowiedzieć, co najlepiej podawać, żeby miało jak najwięcej kalorii, ale nie stanowiło zbyt dużej porcji.

Towarzyszą czy zmuszają?

Nikt siłą nie karmi chorego. Rodzice mają stworzyć warunki do tego, żeby dziecko musiało zjeść. Naprawdę słyszałam o nielicznych przypadkach, kiedy dziecko rzeczywiście odmawiało jedzenia. Wtedy faktycznie trzeba było jechać do szpitala i dokarmiać je sondą. FBT oczywiście nie jest dla wszystkich i jeśli się okaże, że nie działa, trzeba szukać innego rozwiązania.

Moja Kitty jadła. Byłam tym bardzo zaskoczona, bo spodziewałam się oporu nie do pokonania. Myślę, że ta terapia działa, bo tak naprawdę osoby chore na anoreksję są potwornie głodne, tylko się bardzo boją jeść, a chore głosy w ich głowie zagłuszają ten naturalny instynkt. Każdy posiłek to była trudna lekcja cierpliwości i łagodności. Czasami miałam nerwy w strzępach. Ale odkryłam, że słowa mają drugorzędne znaczenie. Tak naprawdę tylko utrudniały proces karmienia. Po jakimś czasie wypracowałam dwie czy trzy frazy, które w spokojny sposób powtarzałam na okrągło: 'Kocham cię', 'Nie pozwolę ci się zagłodzić na śmierć', 'Musisz to zjeść'. I czekałam, aż Kitty skończy posiłek.

I to działało?

O dziwo, tak, ale to, co się działo potem, to była męka. Kitty czasem płakała, czasem dostawała szału. Nie mogła iść do swojego pokoju od razu po zjedzeniu - baliśmy się, że może wymiotować albo ćwiczyć, więc byliśmy cały czas obok niej. Czasem zwyczajnie bolał ją brzuch - musiała mieć ciepłe okłady albo masaż.

Sześć posiłków dziennie po godzinę każdy to sześć godzin plus pilnowanie po każdym posiłku - jak to państwo robili?

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (1)

  • porazostatni

    0

    Nigdy nie jest to wina rodziny - jest mało wiarygodne w ustach matki chorej. Wygląda to na odsuwanie od siebie jakiejkolwiek refleksji. Na zasadzie, co tam durni lekarze ja wiem co jest najlepsze dla mojego dziecka. Słynna anorektyczka Isabelle Caro rozchorowała się przez matkę.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX