Często, a zwłaszcza nocą, powraca ten sam obraz. Obraz mojej rodzinnej wioski. Krystaliczna woda w rzece, pływające w niej ryby, a na dnie mieniące się w słońcu kamienie nefrytu. Lubiłam je zbierać, mokre nabierały koloru, marzyłam, żeby nigdy nie wyschły. Pamiętam, jak z krzykiem wbiegaliśmy do wody całkiem ubrani, a potem suszyliśmy się na piasku, wyciągając z tornistrów to, co mamy nam zapakowały. Wysuszeni i najedzeni szliśmy do meczetu - opowiada Urnisa Ershidin.
Nie ma już ani wioski, ani rzeki. - Do Chin wrócę, wierzę, że kiedyś wrócę. Sytuacja musi się zmienić i mój naród musi mieć prawo do swojej ziemi i kultury.
Region położony między Mongolią i Kazachstanem, nazywany przez mieszkańców Ujguristanem, opisywany na mapach świata jako Turkiestan Wschodni, a przez Chińczyków nazywany regionem Sinciang - został przez nich ostatecznie zaanektowany w 1949 r. Ujgurowie nie przypominają wyglądem Chińczyków, lecz raczej Turków, bo ich język pokrewny jest tureckiemu. Wielu z nich ma niebieskie oczy i jasną karnację. Szacunkowe liczby mówią, że w Ujguristanie o klimacie upalnym latem i bardzo mroźnym zimą żyje dziś około 700 tys. Ujgurów. 'Są oni, jak wszyscy przedstawiciele mniejszości etnicznych w Chinach, podwójnie represjonowani przez władze. Po pierwsze, zabrania im się kultywowania języka i tradycji przodków. Kultura Ujgurów, a zwłaszcza poezja, jest bardzo bogata. Po drugie, są ofiarami chińskiego systemu totalitarnego, który nie toleruje odmienności i odrębności. Wszyscy obywatele mają być podporządkowani reżimowi politycznemu' - tłumaczy Marie Holzman, tłumaczka literatury chińskiej i działaczka na rzecz wspierania opozycji w Chinach.
- Wyjechałam, choć miałam dobrą pracę, wysokie zarobki, mieszkanie - mówi Urnisa Ershidin. - Mogłam zostać. Fizycznie byłam wolna, ale moja myśl była uwięziona. Coraz trudniej było mi pisać tylko to, co chciał czytać rząd. Chciałam pisać?o tym, co naprawdę wiedziałam i myślałam. I zrozumiałam, że nie mam innej drogi, tylko porzucić pracę i cały ten świat, który zbudowałam przez lata. Do tego potrzebowałam odwagi. Spędziłam w Chińskim Instytucie Naukowym 22 lata. Wraz z niewielką grupą kolegów Chińczyków przygotowywaliśmy raporty o sytuacji społecznej kraju. Raporty, które cenzurowano. Pamiętam, z jaką radością i skrupulatnością przygotowałam raport o systemie edukacji, w tym także o istnieniu szkół dla mniejszości, również ujgurskiej, od czasów powstania Ludowej Republiki Chińskiej. Wszystkie dane dotyczące szkolnictwa dla mniejszości etnicznych, które istniało do początku lat 90., zostały usunięte. Niełatwo było mi przyjąć do wiadomości, że nasze raporty służyły de facto do celów propagandowych, do wspierania systemu, że razem z moimi kolegami jesteśmy rękoma i nogami chińskiego reżimu. Trudno mi było zaakceptować tę myśl. Tym bardziej że przez lata aktywnie działałam w obronie mojego narodu - Ujgurów.
Postanowiłam odejść z Instytutu. Wolałam nie publikować wcale, niż wspierać system. Zrezygnowałam też z uczestnictwa w Politycznej Konferencji Konsultatywnej Narodu Chińskiego, organizacji, która oficjalnie konsultuje projekty prawa z przedstawicielami społeczeństwa, w tym mniejszości etnicznych, a w rzeczywistości jej przedstawiciele nie mają żadnego głosu w debacie, ich obecność na posiedzeniach służy jedynie legitymizacji systemu.
- Chodziłam do ujgurskiej szkoły, ale mój brat i siostra już do chińskiej. Nie lubili się uczyć, mieli kłopoty ze zrozumieniem języka, którego nie używaliśmy w domu. Pomagałam im odrabiać lekcje i tak nauczyłam się podstaw chińskiego. Po szkole pracowałam przez krótki czas w chińskiej fabryce i tam nauczyłam się języka biegle. Postanowiłam rozpocząć
studia na wydziale literatury chińskiej. Chciałam zostać pisarką. Na ostatnim roku studiów coraz częściej wracałam w rodzinne strony i obserwowałam codzienne życie Ujgurów. Widziałam bogactwo kultury i tradycji, ale też nędzę, głód i upokorzenie. Dyskryminowani jako wrogowie narodu, źle wykształceni, zamknięci w swoim środowisku nie mieli szansy odbicia się.
Ze swoim dyplomem literatury nie bardzo mogłam im pomóc. Podjęłam więc studia na wydziale prawa. Jego znajomość pozwoliła mi lawirować i umiejętnie wykorzystywać luki prawne w obronie mniejszości. I wówczas napisałam pierwszą książkę - cykl reportaży o życiu kobiet ujgurskich. Zamknięte w domach, pozbawione możliwości podjęcia pracy były najbardziej tragicznymi ofiarami społeczeństwa Ujgurów. Kobiety, które godziły się na małżeństwo tylko po to, żeby dostać nową sukienkę. Kobiety, które zmuszane były przez mężów do prostytucji i w ten sposób utrzymywały rodzinę. O dziwo, książka została opublikowana. Wezwano mnie jednak do złożenia samokrytyki i musiałam obiecać, że więcej nie będę poruszać tematów drażliwych. Potem więc pisałam już tylko zbiory bajek
dla dzieci i eseje o literaturze ujgurskiej.
Ale to wówczas, podczas pisania pierwszej książki, spotkałam Rebiyę Kadeer. Potrzebowała pomocy prawnej.
Rebiya Kadeer, przewodnicząca Światowego Kongresu Ujgurów, przebywa na emigracji w Stanach Zjednoczonych od 2005 r. Urodziła się w ujgurskiej wiosce w 1947 r. W wieku 15 lat wychodzi za mąż i rodzi sześcioro dzieci. Mąż, urzędnik państwowy niskiego szczebla, nie jest w stanie utrzymać rodziny. Rebiya podejmuje się więc szycia i sprzedaży ubrań. Władze jednak utrudniają Ujgurom zajmowanie się handlem. Rebiya zostaje zatrzymana przez policję. Aby chronić męża przed zwolnieniem z pracy, decyduje się opuścić rodzinę. Rozpoczyna samotne życie jako praczka. Kilka lat później otwiera pralnię, potem udaje jej się zostać szefem centrum handlowego, aż wreszcie - właścicielką firmy handlowej. Angażuje się w rozwój systemu mikrokredytów, który ma pozwolić Ujgurom na założenie własnych minifirm.
Ponownie wychodzi za mąż. Tym razem za dysydenta, który spędził dziesięć lat w obozie pracy. Jej wizerunek kobiety interesu sprawia, że władze desygnują ją w 1995 r. na członka chińskiej delegacji na IV Światowy Kongres Narodów Zjednoczonych poświęcony sytuacji kobiet. Zostaje również członkiem Politycznej Konferencji Konsultatywnej Narodu Chińskiego, co pozwala jej obejrzeć filmy nakręcone przez policję i odwiedzić w więzieniach ujgurskich uczestników jednej z krwawych manifestacji z roku 1997. Zaszokowana składa z trybuny parlamentu relacje o tym, co widziała i usłyszała. W rezultacie zostaje usunięta z listy członków Politycznej Konferencji Konsultatywnej; również dlatego, że odmawia podpisania oskarżeń formułowanych pod adresem męża, który przebywa już wówczas na emigracji w Stanach Zjednoczonych i który obnaża prawdziwy obraz totalitarnego systemu w Chinach.
W 1999 r. Rebiya zostaje aresztowana i skazana na osiem lat więzienia pod zarzutem 'rozpowszechniania tajemnic państwa', ponieważ wysyła mężowi wycinki z chińskiej prasy. Jej nazwisko umieszczone jest na liście osób 'podejrzanych o działalność separatystyczną'. W 2005 r. jej kara zostaje skrócona - oficjalnie z powodu złego stanu zdrowia, w rzeczywistości pod naciskiem Condoleezzy Rice. Tuż po uwolnieniu zostaje natychmiast wyrzucona z kraju. Wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych. Pięcioro z jej jedenaściorga dzieci przebywa obecnie w
USA, pozostałe są zakładnikami chińskich władz, które aresztują je, kiedy Rebiya Kadeer zabiera publicznie głos.
- O moim wyjeździe ostatecznie zdecydowały wydarzenia z czerwca 2009 r. - opowiada Urnisa Ershidin. - To był szok. Postanowiłam opowiedzieć światu, jak Chińczycy traktują mój naród. Kiedy zjawiłam się w Belgii, okazało się, że świat był dużo lepiej poinformowany niż my, Ujgurowie. Na początku czerwca 2009 r. kilku robotników ujgurskiego pochodzenia zostało zamordowanych w niewyjaśnionych okolicznościach na południu Chin, gdzie znaleźli pracę.
Policja i wymiar sprawiedliwości odmówiły rozpoczęcia śledztwa. Oburzona społeczność Ujgurów postanowiła zorganizować w mieście Hotan pokojową manifestację w obronie praw obywatelskich. Uczestnicy nieśli flagi chińskie na znak, że nie protestują przeciwko przynależności do Chin, i wznosili okrzyki: 'Niech żyje Komunistyczna Partia Chin!'. Mimo to nocą w mieście pozbawionym elektryczności wyciągnięto z łóżek uczestników manifestacji i zabijano jednego po drugim. Masakra trwała trzy noce. Doliczono się dwóch tysięcy ofiar. Pozostali znaleźli się w więzieniu. Chińskie media przedstawiły Ujgurów jako niebezpiecznych terrorystów, którym należy wydać bezwzględną walkę. Nie mogłam dłużej milczeć. Nie mogłam pozwolić, żeby świat uwierzył, że jesteśmy narodem terrorystów. Moje życie przestało należeć do mnie.
'Po zamachu na WTC rząd amerykański popełnił błąd nie do naprawienia' - dowodzi Marie Holzman, tłumaczka literatury chińskiej. Chcąc przyciągnąć do współpracy Chińczyków w walce z terroryzmem, Amerykanie umieścili na liście organizacji terrorystycznych stowarzyszenie Ujgurów ETIM - East Turkestan Islamic Movement. Członkowie tej organizacji zdaniem Amerykanów byli powiązani z autorami zamachu z 11 września. "Złożyłam protest na ręce amerykańskiego ambasadora, tłumacząc, że ten krok skazuje Ujgurów na śmierć, bo pozwala władzom chińskim mordować ich i więzić w świetle prawa, w ramach walki z terroryzmem" - wyjaśnia Holzman.
- Przyjechałam do Belgii jako doktorantka na roczny staż na uniwersytecie - wspomina Urnisa Ershidin. - Mój staż dawno się skończył. Życie na Zachodzie nie jest dla mnie łatwe. To inny świat. Mimo dwóch lat pobytu nie nauczyłam się francuskiego na tyle, by móc swobodnie mówić. Nie mogę więc zacząć samodzielnego życia. Pomagają mi znajomi. Kończę książkę. Przedstawiam historię, kulturę i tradycję Ujgurów. Opisuję represje, które spotykają mój naród ze strony Chińczyków. I to, jakich zniszczeń dokonali w Ujguristanie. Intensywna uprawa bawełny zamieniła nasze stepy w pustynie, wysuszyła rzeki. W basenie Tarin Chińczycy dokonują prób nuklearnych. Tylko w ciągu dwóch lat, między 1994 a 1996 r., przeprowadzili 46 takich prób, na skutek których zmarło 600 tys. mieszkańców tego regionu. Wielu jest chorych na raka. W tej chwili żyję jeszcze w spokoju, ale z chwilą publikacji mojej książki zostanę dysydentem z pełnymi tego konsekwencjami.
Boję się. Boję się o tych, których zostawiłam w Chinach, przyjaciół i rodzinę. Wszystkich ich spotkają represje. Najbardziej martwię się o moją córkę, która za kilka dni urodzi pierwsze
dziecko. Nie mam jednak wyboru. Tym bardziej że los dał mi nieprawdopodobną szansę, która tak rzadko zdarza się Ujgurom - mogę dać świadectwo prawdzie słowem pisanym. Nie w języku moich przodków, bo on jest światu nieznany, ale po chińsku z nadzieją na tłumaczenie w innych językach. Chciałabym, żeby moja książka przyczyniła się do rozpoczęcia chińskiej drogi ku demokracji, a tym samym mojej drogi powrotu w rodzinne strony.
Bohaterka nie zgodziła się na publikację swojego zdjęcia ze strachu.
Przeczytaj: Makijaż?Jak mąż się zgodzi">>