http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Po co są córki?

Hanna Samson
03.11.2011 , aktualizacja: 27.10.2011 14:32
A A A Drukuj
Trzeba przestać traktować nieporadne dowody miłości jak oczywistość, psi obowiązek matki, na który nawet nie zwraca się uwagi
Hanna Samson
Fot. Anna Bedynska / AG
Hanna Samson
ZOBACZ TAKŻE
W Teatrze Polonia widziałam niedawno sztukę Hindi Brooks 'Po co są matki?'. Joanna Żółkowska jako matka i Paulina Holtz jako córka wyjeżdżają razem na wakacje. Córka jest już dorosła, potrafi zająć się sobą, podczas gdy matka zachowuje się jak dziecko. Grymasi, kaprysi, nudzi się i chce, żeby ją zabawiać. Ale nie zapomina o tym, że jest matką. Co jakiś czas rzuca krytyczne uwagi pod adresem córki. Chce ją sprowokować do rozmowy i robi to w sposób klasyczny, który do rozmowy skutecznie zniechęca.

<b>'Rozmowa?</b> Strasznie trudna. W świecie stereotypów, społecznej władzy, która kontroluje nie poprzez policję, lecz poprzez nawyk, »normalność « i »powszechność «, władzy, która represjonuje i ustawia role »matki « i »córki « - rozmowa jest trudna, bardzo często niemożliwa. »Dlaczego nie masz dzieci? «, »Dlaczego nie dbasz o siebie? «, »Kobieta musi ' «. Matka musi. Córka musi' - napisała w programie do spektaklu Magdalena Środa.

Rzeczywiście, kontakt jest trudny, ale wszystko dobrze się kończy. Matce udaje się wyjść z roli matki-która-wie-jak-żyć, córce udaje się wymknąć z roli kobiety-sukcesu-która-świetnie-sobie-radzi-w-życiu. Odarte z tego, co zwykle pokazują sobie nawzajem, docierają do wspólnoty kobiecych doświadczeń i stają się sobie bliskie. Obdarowują siebie nawzajem. Każda dostaje to, co jest jej potrzebne. Bo jeśli matki są po coś, to córki także.

Po co są córki? Pewnie po to, żeby przerobić własną lekcję, wyjść w końcu z roli naburmuszonej, niezrozumianej, zniecierpliwionej dziewczyny, która wciąż nie dostaje od matki tego, co jej się należy. Każda z nas ma długą listę rzeczy, które zawdzięcza matce. Nawet tej, od której chcemy być zupełnie inne. Czasem trudno te rzeczy zobaczyć. Żeby do nich dotrzeć, trzeba przekopać się przez własne pretensje i żale. Przez własny opór. Trzeba przestać traktować nieporadne dowody miłości jak oczywistość, psi obowiązek matki, na który nawet nie zwraca się uwagi. To dzieci potrzebują uwagi, ale matki? Też potrzebują. One nie istnieją tylko po to, żeby nam było dobrze. Jeśli w to uwierzymy, uwolnimy relację z nimi z pułapki, w jaką wpycha ją nasza kultura. W ten sposób odzyskamy nasze matki. O ile one choć trochę nam pomogą. Zadanie matek? W końcu przestać wychowywać. Dowiedzieć się od swoich córek, że świat się zmienia, że nie wszystko jest tak, jak by się chciało, że córka może żyć inaczej. Zgodzić się na to, że ich wpływ się skończył. Została miłość.

Erica Jong napisała w którejś z książek, że ma więcej niż jedną matkę. Każda odpowiada innemu etapowi jej życia. Bardziej zmieniała się ona czy matka? Nie wiem. Ale na pewno zmieniała się ich relacja, tak jak zwykle zmieniają się nasze relacje z matkami. Nadchodzi moment, gdy nie boimy się już gniewu matek, bo tak naprawdę co nam mogą zrobić te kobiety, dla których wciąż jesteśmy najważniejsze na świecie, choć nie zawsze umieją to okazać. Otrząsamy się po nieudanej wizycie i wracamy do własnego domu. Jesteśmy niezależne, ustanawiamy nowe prawa, dokonujemy własnych wyborów. Ale i nasze matki się zmieniają. Gdy jesteśmy naprawdę dorosłe, one wreszcie mogą trochę odpuścić. Nawet jeśli to, jak nas wychowały, nie jest do końca tym, czego pragnęły, zwykle godzą się z faktem, że niewiele mogą już zdziałać. Matki łagodnieją z wiekiem. Ich i naszym. Napięcie znika. To doświadczenie wielu kobiet. Miłość może wystąpić w końcu pod własną postacią, niepodzieloną na role. Jeśli tylko damy jej szansę. Nie lubię uogólnień, bo każda z nas ma swoją opowieść, ale pewne tendencje są wspólne, gdyż wynikają z nacisków kultury. Mamy skłonność do obwiniania matek, gdy nie są idealne, i do poczucia winy, gdy i my jako matki nie dorastamy do ideału. Gdyby matki nie musiały być doskonałe, wszystko byłoby prostsze.

Co jakiś czas prowadzę warsztaty tylko dla kobiet. Tematy są różne, ale wspólny jest skutek uboczny. - Nie wiedziałam, że z kobietami może być tak fajnie - to bardzo częste odkrycie uczestniczek. Na początku zwykle mają obawy, jak to będzie z samymi babami, jedne za stare, żeby zrozumieć, inne za młode, a potem okazuje się, że te obawy się nie sprawdzają, wytwarza się bliskość, zrozumienie, akceptacja niezależna od wieku i poglądów politycznych, wynikająca z tego, że jesteśmy kobietami.

III Europejski Kongres Kobiet to okazja do współpracy i spotkania kobiet w różnym wieku. Do wyjścia poza stereotypy, którymi ogranicza nas kultura. Okazja do poczucia swojej siły oraz dumy z tego, że jesteśmy kobietami. Matki i córki. Siostry. My wszystkie.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (2)

  • escott

    0

    Co za głupoty. Tak tak, córki, które mają jakiekolwiek pretensje do Świętej Matki Polki to niewątpliwie naburmuszone i niedorosłe pannice i powinny po prostu dojrzeć wreszcie... A potem dorosłe córki-Polki czytają takie bzdury i zadręczają się poczuciem winy, że nie potrafią dostrzec, jakie to ich (często okrutne, bezmyślne i lodowate albo histeryczne i zaborcze) matki są wspaniałe. Uwaga, będzie obrazoburczo i oburzająco: matki nie zawsze są fajne. I z niektórymi nie da się nigdy zbudować dobrej więzi. Biologia - serio serio! - nie wystarcza, a wręcz przeszkadza.

  • kruszynka

    Oceniono 1 raz 1

    'Matki łagodnieją z wiekiem.' Chciałabym w to wierzyć, ale czasu i tak nie da się cofnąć.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX