Przekonani, że stracili kilka lat, ulegając mitowi wyższych studiów. Bezskutecznie, choć wytrwale szukający stałej pracy. Angażujący się w prace czasowe, często miesiącami czekający na wypłatę. Jak mówi autorka raportu 'Młodzi 2011', 'zostali złapani w pułapkę tymczasowych form zatrudnienia'. Nie narzekają. Trzymają się w dużej mierze dzięki przekazywaniu sobie dóbr, jak choćby dziecięce wózki, ubranka. I powoli, bardzo powoli, uczą się korzystać z udogodnień państwa. Według artykułu Szafrańca 'Młodzi Brytyjczycy czy
Niemcy socjalne funkcje państwa uważają za oczywiste i zwalniające ich od wielu trosk'. Polacy natomiast nie ufają, mają blokadę nawet przed wiedzą na temat tych udogodnień.
Ale to się zmienia. Dlatego pilnie, bardzo pilnie trzeba wyjaśniać wszelkie niedomówienia, domagać się jasnych zasad.
- 50 złotych?
- Tak, 50. Tyle wzięła.
Młoda kobieta, która ze mną rozmawia, nie ma czasu na komentarze. Nalewa herbatę lewą ręką, prawą przytrzymując kilkutygodniowe
dziecko. Na półkach w niewielkim pokoju widać książki z historii literatury, sztuki, podstawy etnologii... Wszystko świadczy o tym, że wyższe wykształcenie traktowane było w tym domu jako coś bardzo istotnego. Dzisiaj, po kilku latach od końca studiów, 50 złotych to dużo. A tyle wzięła właśnie położna środowiskowa. Czekano tu na nią z utęsknieniem. Mimo bardzo dobrej opieki szpitalnej ilość fachowych porad zaczęła przytłaczać. Ktoś musi pomóc w podjęciu decyzji - czy karmić, kiedy dziecko chce, czy co określoną liczbę godzin budzić w nocy, jeśli śpi, czy nie budzić, jeść pomidory, kiedy się karmi, czy wierzyć, że uczulają Położna środowiskowa to jedno z udogodnień socjalnych, na jakie zdobyło się nasze państwo. Zgodnie z rozporządzeniem Narodowego Funduszu Zdrowia każda matka ma prawo do takich wizyt, a w każdej napotkanej internetowej informacji można przeczytać, że 'położna ma obowiązek opiekować się dzieckiem i jego mamą przez cały okres połogu, czyli przez sześć tygodni. Jeżeli chcesz, możesz ją prosić o częstsze (bezpłatne) wizyty'. Super. Ostatnia informacja jest naprawdę ważna. Kobieta, która nalewa teraz herbatę, ma za sobą doświadczenia typowe dla swoich rówieśników. Zrobiła wszystko, żeby się wykształcić, potem wszystko, żeby znaleźć pracę. Jedyne, co się udaje, to praca czasowa, nieobejmująca ubezpieczenia. Należy do tzw. prekariuszy. Jak pisze w artykule 'Polityki' Wawrzyniec Smoczyński: 'to w dzisiejszej socjologii człowiek zawieszony między dobrobytem a biedą, pozbawiony bezpieczeństwa materialnego i stale zagrożony upadkiem społecznym'. Dlatego też z pełną wiarą ta kobieta przyjęła do wiadomości, że według ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych i ona - nawet jako osoba nieubezpieczona - i dziecko mają prawo do bezpłatnej opieki. 'Świadczeniobiorcy inni niż ubezpieczeni, którzy:
1) nie ukończyli 18. roku życia,
2) są w okresie ciąży, porodu i połogu
- mają prawo do świadczeń opieki zdrowotnej na zasadach i w zakresie określonych dla ubezpieczonych'.
Kobieta, o której piszę, skorzystała z tej wiedzy. Wpuściła do domu położną środowiskową, ufając ustawie. I ma w plecy 50 złotych, bo 'jest nieubezpieczona'. Więc 'mają prawo do świadczeń opieki zdrowotnej na zasadach i w zakresie określonych dla ubezpieczonych'? Czy nie mają? Nie wszystkie przychodnie respektują ten punkt ustawy. A przecież nie chodzi tutaj o roszczeniową postawę. Chodzi o jasne i przyjazne określenie praw dla pokolenia, którego status nie jest zależny od talentu, wiedzy i starań. Chodzi też o całe 50 złotych.
Z ostatniej chwili: położna zadzwoniła, że zdecydowano o zwrocie pieniędzy. Jej placówka pierwszy raz zetknęła się z takim przypadkiem. Będzie ich więcej.