Klikam w
www.wybieram.pl . Otwiera się rubryczka. Jeśli ją wypełnię i wpiszę tekst z obrazka, uzyskam kontakt z właścicielem domeny. Strona powstała przed wyborami 2005 roku. Były jeszcze reklamy prasowe, plakaty, niebieskie sylikonowe opaski na rękę (komunikat: chodzę na wybory), no i spoty. W spocie radiowym wystąpiła aktorka Anna Mucha i hiphopowcy: Tede, Sokół z WWO, Duże Pe... 'Pomyśl, w Sejmie jest 460 miejsc siedzących i również od ciebie zależy, ilu tam usiądzie kretynów' - tłumaczył młodym pełnoletnim raper Łona.
Na pomysł Wybieram.pl wpadły przy kawie warszawskie studentki Kasia Szajewska i Marynia Thun. Opisano je w piśmie 'Ultramaryna': 'Młode, energiczne, zupełnie jak z okładki kolorowego magazynu polecającego okulary za cenę górniczej pensji. Łatwo posądzić je o snobizm, medialny lans i ujmującą naiwność'. Naiwność - bo dążyły do cudu frekwencji nad urną. Chciały, by Polakom wybory weszły w krew. Zwłaszcza najmłodszym, dla których głosować to obciach.
Dziewczyny załatwiły w Fundacji Schumana 10 tys. zł dotacji i poprosiły o pomoc znajomych. Wśród nich - etnografa Roberta Zydla i socjologa Tomka Jędrkiewicza, obaj zajmują się badaniami rynkowymi. Chociaż nie doszło do cudu nad urną, według SMG/KRC akcję zauważyło kilkanaście procent Polaków. Pewno niektórych przekonała.
Wybieram.pl poszło za ciosem. Swoje stowarzyszenie potraktowali jak markę, która może wejść do stylu życia. Chcieli dać się skonsumować razem z przekonaniem: skoro wybierasz swoją markę piwa, to czemu nie swojego polityka? Spotkaliśmy się w trakcie kampanii przed wyborami parlamentarnymi 2007. Razem pojechaliśmy na chmielowe dożynki - Chmielaki Krasnostawskie. Kasia, Robert i Tomek rozstawili namiot na chodniku. Robili to już trzeci raz. Wcześniej w Gdyni - na Heineken Open'er Festival, i w Mysłowicach - na Off Festival, a teraz w Krasnymstawie.
Było tak. Napływa młodzież w chmarach, stadach, pijana, podniecona świętem. I jak tu polityką wyrwać kogoś z tłumu? Kasia Szajewska: - Zachęcam do udziału w wyborach. Dziewczyna w haftowanych dżinsach: - W wyborach czego? Jej koleżanka, nieprzyjaźnie: - Agitujecie za PO? Kasia: - My nie mówimy, na kogo głosować.
Ale czasami udaje się nawiązać kontakt. Tomek Jędrkiewicz: - Chodzisz na wybory? Chłopak ubrany na metalowo: - Zapomnij! - Czemu? - Nie ufam politykom. - A nie lepiej oddać głos nieważny? Wtedy komunikujesz, że istniejesz, ale nikt ci nie odpowiada. - Nieważny? Niezapisany? - No, ja im na karcie do głosowania dopisuję jeszcze parę słów. Metalowiec chwilę się zastanawia: - Następnym razem tak zrobię.
Każdy, z kim uda się porozmawiać, dostaje vlepkę, a potem na ceracie wypisuje niebieskim mazakiem swoją opinię. Z czym kojarzą ci się wybory? Z niby-wpływem na rozwój sytuacji w Polsce. Z kłamstwem. Ze zgubionym dowodem osobistym. Z formalizmem i brakiem funu. Z rozczarowaniem.
Dlaczego ludzie nie chodzą na wybory? Bo mają kaca. Bo myślą, że nic nie zmienią. Bo nie ma alternatywy, cały czas to samo. Bo polityka to syf. Ponieważ politycy to złodzieje. Bo nie ma na kogo.
Tomek: - Nie chodzą, bo im to do głowy nie przyszło. Dyskurs polityczny to system wzajemnych odwołań do wcześniejszych wypowiedzi, wygrzebywanie trupów z szaf. Nie odnosi się już do rzeczywistości. Kto ma samozaparcie, żeby się tam przebić? A jak ktoś się przebije, to staje się taki jak oni. Tę wypowiedź sprzed lat Tomek powtarza dziś w warszawskiej kawiarni na Solcu, słowo w słowo.
Wyborów 2007 nie rozstrzygnęli słuchacze Radia Maryja, ale rówieśnicy transformacji. Ci, którzy głosowali po raz pierwszy. I zakreślili krzyżyk przy Platformie. Polityków partii Jarosława Kaczyńskiego najbardziej zasmuciła wtedy wysoka frekwencja w Warszawie. - Wieś nas olała, a
Warszawa wykończyła - krzyknął 40-letni działacz w szarym garniturze. Czarę goryczy przelała informacja, że do urn poszła połowa młodych między 18. a 20. rokiem życia. - O Boże! Młodzi poszli głosować. To jesteśmy pogrzebani - dodał jego kolega. Tak 'Gazeta Stołeczna' opisała nastrój w sztabie wyborczym PiS.
Nie chcemy się wstydzić Kawiarnia Kawka na Koszykowej, w kącie pod oknem licealiści z publicznego LXX LO im. Kamińskiego zamawiają piwo, wino, malibu. Już im wolno, rocznik 1989. To było cztery lata temu. Licealiści tłumaczyli, dlaczego poszli na wybory. Michał: - Żeby mieć wpływ. Mikołaj: - Żeby ratować kraj. Magda: - Mnie ciotka zawiozła na Bełską, bo tam mam meldunek. Powiedziała: 'Pojadę z tobą, byle PiS nie wygrał!'. Marysia: - A ja sama poszłam, już się nie mogłam doczekać. Do ostatniej chwili wszyscy przekonywaliśmy dziadka, żeby na PiS nie głosował. I dziadek stwierdził, że dla niego najważniejsza jest rodzina, więc zagłosuje na Platformę. Tak się wzruszyłam, zrobił to dla wnuczek! Klimat podgrzały akcje profrekwencyjne adresowane do wielkomiejskiej młodzieży, filmiki, żarty SMS-owe o babci i berecie. Teksty reklamy stały się tekstami kultury. 'Zobaczyć twarz Kaczyńskiego po wyborach: bezcenne'. A bracia się obrażali, więc tym bardziej się z nich nabijano. Młodzi wyborcy zaprezentowali się jak rasowe zwierzęta rynkowe. Nakierowani na cel: dobre
studia, wygodnie żyć, zwiedzać, zarobić.
Opinia o służbie zdrowia. - Nie choruję, nie znam nawet lekarza pierwszego kontaktu. Ale w czasie strajku pielęgniarek w roli pacjentki się widziałam. Jakbym wtedy trafiła do szpitala, Jezu! Tobym te pielęgniarki pozabijała. O podatkach. - Bogaci płacą, a korzystają biedni. To niesprawiedliwe. Tak samo z KRUS, powinni to zlikwidować. O szkole. - To takie małe państwo. Szara sieć, układ. Czuję misję walki z systemem. Ale zaraz myślę: matura. O kolei. - Żeby kupić bilet we Wrocławiu, sześć razy przechodziłam od okienka do okienka. O policji. - Oni są rozliczani z tego, ile osób spiszą. To bez sensu. Wniosek - w państwie PiS wszystko działa źle, a
Polska kompromituje się za granicą. Michał: - Chcemy być dumni ze swojego kraju, a przynajmniej się nie wstydzić. W wieczór wyborczy licealiści dotrwali do pierwszej w nocy. Marysia: - Bo inaczej się czeka na wyniki, jak się w tym uczestniczy. Są emocje! Licealiści to dzisiaj studenci. Emocje znacznie opadły.
Ocet i zsiadłe mleko Robert Zydel i Tomek Jędrkiewicz nawet nie pamiętają, kiedy Wybieram.pl się rozwiązało. Chyba w 2008, a może rok później. Stowarzyszenie miało w sobie coś z ducha anarchii. Żeby nadal działać, musieliby przekształcić się w poważną organizację pozarządową, zorganizować etaty, walczyć o granty i iść za kasą, a niekoniecznie za ideą. Robert Zydel: - Po kilku miesiącach degrengolady stwierdziliśmy: kończymy zabawę. Wcześniej temat nie interesował ani polityków, ani mediów. W Wybieram.pl byliśmy w różnym wieku, o różnych poglądach. Łączył nas cel. Okazało się, że kampaniami można coś uzyskać. Młodzież poszła do wyborów i czwartą RP zmieniła w trzecią. Wtedy terytorium zagospodarował FOR Leszka Balcerowicza z koalicją Masz Głos, Masz Wybór, do akcji profrekwencyjnych dołączyła też Fundacja Batorego. Samorozwiązanie to ostatni sukces Wybieram.pl. Cel zniknął, nie warto odcinać kuponów.
Tomek: - Lokomotywami działań były dziewczyny, dziś zwykle wszystkie pracują w sferze publicznej. A mnie ta sfera frustruje. Kiedyś na Open'erze pojawił się nieoficjalny NGO's Bojkot Wyborów. Do nich mi najbliżej, bo chcą odzyskać władzę nad przestrzenią publiczną. Według Tomka w tym roku kartkę do urn włożą ci młodzi wyborcy, którzy po prostu to lubią albo zostali wychowani w poczuciu, że to obowiązek. Resztę znużyła szarpanina: nagła mobilizacja i demobilizacja. Wobec rządów PiS łatwo było się postawić, odczytywano je jako opresyjne. Robert Zydel: - Tusk zwyciężył pod hasłem polityki miłości, ale później miłości zabrakło. Młodzi przestali być potrzebni, premier nie nawiązał z nimi relacji. Nie stworzył lovemarki, z którą można się identyfikować na dobre i złe.
Tomasz Jędrkiewicz: - Na co dzień kupujemy w supermarketach. Jak nie znajdujesz tego, czego szukasz, wchodzisz na Allegro. Zawsze ktoś wystawi towar za rozsądne pieniądze i jeszcze z dowozem do domu. A w polityce masz raptem siedem półek do wyboru. Robert: - Sklep jak w PRL, tylko ocet i zsiadłe mleko.
Możliwości, nie rozwiązania Wciąż trwają studenckie wakacje. Z grupki dawnych licealistów w Warszawie są Michał (socjologia) i Mikołaj (kulturoznawstwo). Media wieszczą recydywę PiS. Mikołaj: - To ściema, żebyśmy się przestraszyli. Michał: - Przy poprzednich wyborach byliśmy trochę naiwni. Ale zrobiliśmy krok w przód, mamy zalążek doświadczenia. Mniej nadziei, a więcej wiedzy. Obaj będą jednak głosować, jak inaczej? Mikołaj: - Rodzice mi mówili: 'Jeśli nie głosujesz, nie narzekaj'.
Obaj są również zdania, że kraj zmienił się na korzyść. Michał: - Lepiej się czuję z nowym wizerunkiem Polski. Wcześniej każda wizyta zagraniczna polityków prowadziła do żenujących sytuacji - Lech wydzwaniał do Jarosława. LPR i Samoobrona w koalicji. Przy obsadzie stanowisk decydowała lojalność, a nie kompetencje.
Michał nie ma wrażenia, by polityka wpływała na jego codzienne życie: - Może w drobiazgach. Jak Bronek został prezydentem, to przywrócił 50 procent zniżki komunikacyjnej. Mikołaj: - Ale wprowadzono opłaty za drugi kierunek studiów. Koleżanka studiuje socjologię i politykę społeczną. Zaczęła za darmo, teraz miałaby płacić. Jak się uczyć na dwóch kierunkach i jeszcze zarabiać? Michał: - Podróż do Trójmiasta trwa za długo, ale kiedyś się skróci. Mikołaj: - Wzrósł podatek na książki. Michał: - Rowerzyści są uprzywilejowani na jezdni, to jest dobre.
Obaj zachowali dawne sympatie polityczne. Michał pozostał liberałem: - Trzeba liczyć na siebie. Nie chcę, żeby państwo zabezpieczało mi pracę i mieszkanie. Jeśli ludzie chcą zmiany prawa, mogą zebrać sto tysięcy podpisów pod projektem ustawy. Państwo to aparat, który tylko przyjmuje lub odrzuca. Sam tworzę swoją codzienność przez własne drobne decyzje. Tak powinno być. Ale wiem, że politycy mogą moje życie zmienić w piekło.
Mikołaj ma zapatrywania lewicowe: - Są ważne sfery wpływu państwa, np.
kredyty mieszkaniowe. Nie chcę, żeby władza decydowała za kobiety, czy mają rodzić, czy nie. Państwo powinno mnożyć opcje i możliwości, a nie dawać restrykcyjne rozwiązania. Związki partnerskie, krzyże w przestrzeni publicznej. Tu przydałaby się rewolucja. Michał całkowicie się z tym zgadza: - Władza za mocno ściska, a powinna nakreślać ramy.
Facebook polityczny Michał i Mikołaj odczuli już zbrzydzenie i znużenie polityką. Drugie wybory parlamentarne w życiu, a głosują na mniejsze zło. To ich wkurza. Robert i Tomek, pokoleniowo starsi bracia, przechodzą ewolucję. Tomasz Jędrkiewicz: - Doszedłem do przekonania, że z moim głosem mam prawo zrobić, co chcę. To moja wolność. Kalkulacji politycznych już nie przeprowadzam. Na karcie do głosowania zakreślę krzyżyk przy kimś, kogo chciałbym widzieć w Sejmie. Albo namaluję cokolwiek. Do punktu wyborczego zabiorę
dzieci. Chcę być w zgodzie z sobą. Moje hasło profrekwencyjne? Twój głos nie ma znaczenia, więc idź na wybory!
Robert Zydel: - Chyba się zestarzałeś. Jeden z posłów w ostatnich wyborach zdobył 2,5 tys. głosów. Nie trzeba wielkiego wysiłku, żeby wejść do Sejmu. Mam pięciuset znajomych na Facebooku. Hasło, które tam umieszczę, może kogoś przekonać. Taką partyzantkę uprawialiśmy w Wybieram. Facebook pomógł rewolucjom arabskim. Michał i Mikołaj są tego świadomi, a obecność Facebooka to ich zdaniem największa różnica między rokiem 2007 i 2011. Mikołaj: - Mamy platformę do dyskusji i manifestowania poglądów. Po katastrofie smoleńskiej przyglądałem się grupie przeciwników pochówku na Wawelu. Co sekunda przyłączało się dziesięć osób. Na Facebooku podpisujemy protesty, petycje. Serwisy społecznościowe mogą stać się narzędziem zmiany.
Robert Zydel: - Ale na razie pokolenie 20-latków rozumuje tak: jak nie pójdę głosować, świat mi się na głowę nie zawali, a jak pójdę, to świata nie zmienię. Tomek Jędrkiewicz: - Jestem za tym, by na karcie wprowadzić opcję 'żaden z powyższych'. Teraz ludzie mogą tylko nie głosować. Po wyborach słyszą, że złe społeczeństwo nie korzysta z demokracji. Warto stworzyć szansę, by mogli powiedzieć: 'To mi się nie podoba'. W Polsce więcej osób nie wybiera, niż wybiera. Ale politykom często w to graj.